03 lutego 2018

Rozdział dwudziesty czwarty


Nikolaj
Przetarł dłonią twarz, po czym wrócił do pisania wiadomości mailowej. Od godziny ślęczał nad laptopem i nie mógł sklecić porządnego zdania, bo ona wciąż nie odzyskała przytomności, co skutecznie wyprowadzało go z równowagi. Westchnął głośno i ostatecznie zamknął okno poczty. Przez dłuższą chwilę siedział nieruchomo w fotelu, przyglądając się kroplówce, która nieustannie podawała krew wampirzycy.
W końcu wyłączył laptop, wstał i odłożył go na komodę. Podszedł do łóżka, chcąc sprawdzić stan kobiety. Pogładził ją delikatnie po policzku, ale nawet nie drgnęła. Jej serce biło spokojnie, mocno i z niezmienną prędkością, nie zdradzając czegokolwiek poza tym, że żyła. Oderwał palce od jej twarzy i wypuścił powoli powietrze, uświadamiając sobie, że wstrzymał oddech. Miał ochotę potrząsnąć wampirzycą, żeby zareagowała w jakikolwiek sposób. Próbował nawet zajrzeć do jej umysłu, ale natrafił na silną blokadę.
Wyszedł do salonu, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Przeczesał palcami włosy, po czym wyciągnął z kieszeni komórkę, która sygnalizowała kilka nieodebranych połączeń i jeszcze więcej nieodczytanych wiadomości. Wyłączył telefon i odłożył go na ławę.
Przez chwilę kręcił się po pokoju bez celu, aż w końcu podszedł do kominka i dorzucił kilka kawałków drewna. Przyglądał się jak najpierw wzbił się snop iskier, a później języki ognia zaczynały oplatać drwa. Westchnął głośno i podszedł do barku, z którego wyciągnął butelkę wódki. Napełnił do połowy szklankę, po czym opróżnił ją w dwóch potężnych haustach. Otarł usta wierzchem dłoni. Ma moment przymknął oczy, a gdy je otworzył, ściągnął brwi. Odwrócił się powoli i napotkał fiołkowe spojrzenie.
Dlaczego, do jasnej cholery, jestem naga? – syknęła wampirzyca, chwytając mocniej materiał prześcieradła, którym się okryła.
Otworzył usta i postąpił krok do przodu, ale błyskawice w jej spojrzeniu, skutecznie go zatrzymały. Cała troska sprzed jeszcze chwili ustąpiła miejscu irytacji. Wiele się nie zastanawiając pozwolił swojej mocy rozejść się po pomieszczeniu. Moment, gdy ten niewidzialny powiew dotarł do wampirzycy, był aż nazbyt wyraźny – wzdrygnęła się, a w jej oczach pojawił się cień strachu, który niemal natychmiast zamaskowała złością. Jednak on to dostrzegł.
Cieszę się, że już z tobą lepiej. – Mlasnął językiem i odstawił szklankę na barek.
Nie zbliżaj się, bo... – zaczęła napiętym tonem, ale urwała, gdy wampir zatrzymał się kilka kroków przed nią.
No słucham. – Uniósł wysoko brwi. – Bo znów zemdlejesz? A może tym razem zamarzniesz? Albo jeszcze lepiej, zagłodzisz się.
Zamrugała zdezorientowana. Wpatrywała się w twarz mężczyzny z zaciśniętymi ustami, jakby dawała sobie czas na ułożenie odpowiedniej odpowiedzi.
Odgarnęła włosy z ramion, unosząc przy tym dumnie głowę.
Jakby cię obchodziło – sarknęła.
A obchodzi – odpowiedział twardo, niemal ze złością. Podszedł jeszcze bliżej i bezceremonialnie chwycił ją za dłoń, z której skapywała świeża krew. – Nie leczysz się, nadal jesteś słaba. Byłaś nieprzytomna ponad dwa tygodnie, bo niemal umarłaś. Uciekłaś przed Sądem, a Lucio sądzi, że to ty jesteś naczyniem Lilith, bo ukrywałaś przed wszystkimi istnienie Sophie.
Nikolaj omiótł spojrzeniem twarz Camy, a w jego oczach pojawiły się złowrogie iskierki. Puścił jej dłoń, którą owinął kawałkiem materiału zerwanym z prześcieradła. Czekał na jej kolejny ruch, który miał doprowadzić do jego wybuchu. Nie potrafił zapanować nad wściekłością, która obudziła się w nim na myśl, że wampirzyca mogłaby nie żyć. Ogarniała go chęć mordu – paradoksalnie nawet na niej.
Ja... – zaczęła, ale nie dokończyła. Delikatnie pokręciła głową, a gdy znów podniosła na niego wzrok, ujrzał w jej oczach niepewność, a może nawet zalążek strachu. – Skąd wiesz o Sophie?
Poruszyła się niespokojnie, gdy nie uzyskała odpowiedzi. Ścisnęła mocniej biały materiał, a jej serce biło zbyt rozpaczliwie, co mogło przyprawić ją o zawał, gdyby nie była wampirem.
To długa historia – odparł już łagodniejszym tonem, unikając jej wzroku.
Nikolaj, do cholery, skąd wiesz o mojej siostrze? – wydusiła przez zaciśnięte zęby.
Poznałem ją wiele lat temu. – Wyraźnie usłyszał, gdy Camilla wstrzymała oddech, ale dopiero po dłuższej chwili zdecydował się na nią spojrzeć. – Myślałem, że jest moją partnerką.
Poczuł jak przez jego ciało przetacza się fala najróżniejszych emocji – niedowierzanie, złość, strach, ulga, zagubienie – choć może po prostu wyczytał to z jej twarzy. Sam już nie był pewien, czy poprawnie odczytywał wszystko to, co działo się wokół niego od dnia poznania tej irytującej wampirzycy. Kiedyś przeżył coś podobnego, ale z pewnością mniej intensywnego. Tamte uczucia mógł porównać do muśnięcia motylich skrzydeł, a te chwilami odbierały mu oddech i doprowadzały na skraj obłędu. Wszystko w nim aż krzyczało, że to właśnie ona należy do niego w pełni tego słowa znaczeniu, ale jednak sam siebie próbował przekonać, iż to ułuda – kolejna sztuczka, żeby go zniewolić, omamić.
Nie... nie... nie! – krzyknęła, skutecznie wyrywając go z zamyślenia. – Nawet nie waż się tak myśleć!
Wiesz, że to prawda – odpowiedział spokojnie obojętny na jej wybuch. – Też to czujesz. I właśnie dlatego tu jesteś.
Nie. – Potrząsnęła energicznie głową i posłała mu harde spojrzenie. – Nie zgadzam się, rozumiesz? Chciałeś mnie zabić! I zrobiłbyś to, gdyby nie Lucio. Partnerzy nie pragną swojej śmierci.
Tamto to nieporozumienie – odparł, rozmasowując kark. – Zresztą sama mnie sprowokowałaś.
Chyba sobie żartujesz?! – Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. – Ty pierwszy mnie zaatakowałeś. Już nie pamiętasz? To cię nauczy, że nie należy bawić się jedzeniem – powtórzyła słowa Nikolaja z ich pierwszego spotkania, na co on wywrócił oczami.
W porządku, zawiniłem. Ale sądziłem, że ty, to Sophie.
To cię w żadnym stopniu nie usprawiedliwia. – Chwyciła koniec prześcieradła i, unosząc go nieco ku górze, przeszła na środek pokoju. – I niczego nie zmienia. Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy razem. A to wszystko, to przypadek. I oddaj mi moje ubrania!
Nikolaj westchnął ciężko, rezygnując z kontynuowania dyskusji, która w obecnym położeniu i tak prowadziła donikąd.
W pokoju na fotelu znajdziesz torbę. – Wskazał kciukiem na drzwi, przez które wcześniej weszła wampirzyca. – Twoje nadawały się do wyrzucenia, ale mam nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie.
Camilla przeszła szybkim krokiem obok wampira, nie zaszczycając go nawet krótkim spojrzeniem. Dopiero, gdy drzwi się za nią zamknęły z trzaskiem, Nikolaj ruszył się z miejsca. Krążył po pomieszczeniu, próbując zebrać myśli w całość i ustalić jakiś plan działania, ale nadmiar emocji nie pozwalał mu się skupić. Zresztą wszystkie tajemnice, które tylko się nawarstwiały utrudniały działania i wymagały od niego znacznie większej ostrożności – zwłaszcza w obecności Camilli.
Westchnął ostentacyjnie, po czym po prostu opadł na kanapę. Uderzał palcami o kolano, wybijając bliżej nieokreślony rytm, ale ta czynność zdawała się go uspokajać, chociaż może działała tak na niego świadomość odnalezienia drugiej połówki. Uśmiechnął się krzywo na tę myśl. Wiedział, że przekonanie do siebie wampirzycy będzie nie lada wyzwaniem i może zająć nie tylko tygodnie czy miesiące, ale nawet lata. Tylko czy miał aż tyle czasu?
Lilith rosła w siłę. Obrała inny plan działania niż dotychczas, czym udało jej się dojść tak daleko. Nikt się nie spodziewał, że przejmie władzę nad wilkołakami, ale na szczęście wszystkich wampirów nie potrafiła podporządkować sobie starszych osobników.
Kiedy po mnie przyjdą?
Kto? – Nikolaj spojrzał znad oparcia na wampirzycę, która pojawiła się w przejściu do sypialni.
Nie udawaj. – Wywróciła teatralnie oczami i, zaplatając ręce na piersi, stanęła przy kanapie. – Lucio, Sąd.
Ani on, ani oni nie wiedzą, że tu jesteś – odparł spokojnym tonem, ale mimo tego i tak poczuł zdenerwowanie. Westchnął kolejny już raz tej nocy i wskazał głową na fotel. – Porozmawiajmy. Bez nerwów.
Nie jestem zdenerwowana – odpowiedziała, zaciskając palce na własnych ramionach.
Jesteś. Odczuwam twoje emocje i wiem kiedy kłamiesz, ale skoro chcesz się bawić w uniki, to proszę bardzo.
Camilla przez kilka minut nawet nie drgnęła. Stala z zaciśniętymi ustami, wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt na przeciwległej ścianie. W końcu zrobiła głęboki wdech i, opuszczając ręce wzdłuż ciała, usiadła na fotelu.
W porządku, niech będzie. – Rozejrzała się uważnie po pomieszczeniu, a gdy jej wzrok spoczął na Nikolaju, który wpatrywał się w nią intensywnie, wzdrygnęła się. – Słucham.
Sądziłem, że to ty będziesz mówić.
To ty chcesz rozmawiać. Ja wolę cofnąć czas – rzuciła z przekąsem, zaplatając ręce na piersi.
Nad czasem nawet my nie mamy władzy. – Nikolaj uśmiechnął się lekko. – Ale przejdźmy dalej, bo mamy dość sporo do omówienia.
Na przykład temat Sophie?
Też – przyznał niechętnie, odwracając na moment wzrok. – Więc od początku. Poznałem ją ponad sto dwadzieścia lat temu. Moja obecność w waszym miasteczku nie była przypadkowa. Czułem, że właśnie tam czeka na mnie partnerka. Sophie znalazłem zaledwie noc po przybyciu. Już wtedy była wampirem.
Nie ty ją przemieniłeś? – zapytała, nawet nie kryjąc zaskoczenia.
Nie. I nie wiem kto to zrobił. Wtedy niezbyt mnie to obchodziło. – Przeczesał palcami włosy i przez moment wpatrywał się w sufit. – Szybko zorientowałem się, że nie ona jest mi przeznaczona.  Gdy jej o tym powiedziałem, nie wyglądała na zadowoloną i chyba tak do końca tego nie zaakceptowała. Zaproponowałem jej opiekę i naukę, ale odmówiła, wolała zostać. Zignorowałem podszepty intuicji i ruszyłem dalej. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że Sophie miała siostrę, której to dusza mnie wzywała. Niestety pierwszą spotkałem Sophie, a że macie takie same geny, to doszło do... zamaskowania. Tak, to będzie dobre określenie. Teraz widzę to wyraźnie, choć wtedy uważałem, że natura zakpiła sobie ze mnie.
Nie wierzę. – Camilla potarła dłonią czoło, śmiejąc się przy tym nieco historycznie. – Wiesz jak to brzmi? Jak historia Disney'a. Tylko, że ja nie jestem księżniczką, a ty nie jesteś rycerzem, który ma mnie uratować przed złą czarownicą.
W tym jest więcej prawdy niż ci się wydaje. – Wampir uśmiechnął się półgębkiem, po czym pochylił się, opierając łokcie o kolana i zaplatając palce dłoni ze sobą. – Uważam, że Sophie to wcielenie Lilith, a ty jesteś jedną z trzech, które mają ją zniszczyć.
Jesteś popaprany! – Zerwała się z fotela, wskazując palcem na Nikolaja. – Twoje urojenia co do bycia moim partnerem, to jedno, ale to... Że Sophie, to Lilith jeszcze jestem w stanie uwierzyć, ale we mnie nie ma duszy Draculi.
Jest – odparł stanowczo, wodząc wzrokiem za wampirzycą, którą zaczęła nerwowy spacer po pokoju. – Każdy wampir na swój sposób czuje ją w tobie.
To jakiś absurd – wyszeptała z rezygnacją, zatrzymując się w miejscu i unosząc twarz ku górze. Przez kilka minut wpatrywała się w jakiś punkt na suficie, po czym przeniosła wzrok na swoje bose stopy. Masując pacami skronie, odwróciła się w kierunku Nikolaja. – Lucio by mi powiedział, a nawet się nie zająknął.
Nie miał pewności, ale wiedział, że jesteś wyjątkowa.
Z twoich ust, to wcale nie brzmi dobrze. – Camilla usiadła na fotelu, a palcem wskazującym uderzała rytmicznie o jeden z kłów. – Czy on wie o Sophie?
Lucio? – Nikolaj zmarszczył brwi, gdy przez jego ciało przetoczyła się fala niepokoju, choć wampirzyca nawet nie mrugnęła.
Przecież nie Święty Mikołaj – odparła z przekąsem i, zostawiając kieł w spokoju, podciągnęła kolano do piersi.
Nie musisz być... taka. – Wskazał ręką na całą jej sylwetkę, na co w odpowiedzi zmrużyła gniewnie oczy. Jenak zanim zdążyła coś odpowiedzieć, Nikolaj uniósł dłonie w obronnym geście. – I Lucio i Sędziowie wiedzą.
Nie miałeś prawa im mówić. – Zacisnęła zęby, wbijając wzrok w twarz wampira.
Ta sprawa nie tyczy się tylko ciebie, ale nas wszystkich – odpowiedział spokojnie, ignorując złość emanującą od Camilli. – Zresztą wilkołaków i ludzi też to dotyka. Prędzej czy później wyszłoby na jaw, że jesteście siostrami, w dodatku bliźniaczkami. A jeśli byś nie postępowała jak egoistka, to wszystko potoczyłoby się inaczej. Lucio nie traciłby czasu na wzywanie Sądu, a oni nie musieliby odrywać się od swoich spraw.
Jesteś śmieszny – odpowiedziała cicho nieco drżącym od nadmiaru emocji głosem. – Nie mam żadnych zobowiązań wobec wampirów, wilkołaków czy ludzi. Luciowi swój dług już spłaciłam i to z nawiązką, więc nikt nie ma prawa, wymagać ode mnie czegokolwiek, a już na pewno nie zadufany w sobie palant.
Nikolaj westchnął głośno, gdy Cama obrażona poszła do sypialni, nawet na niego nie spoglądając. Wciąż czuł jej złość, choć przeplataną z zagubieniem i lękiem. Z jednej strony chciał jej tego zaoszczędzić, ale z drugiej nie miał wyboru. Czy chciała czy nie, jej siostra zagrażała im wszystkim, a Camilla musiała ją powstrzymać. Niestety wampirzyca nie zamierzała współpracować tak, jakby on tego oczekiwał.

Hmm... Nie jestem zadowolona, że rozdział pojawia się po miesiącu, ale w związku ze zmianą pracy mam mało czasu na pisanie. Mam ogromną nadzieję, że w końcu się to jakoś unormuje i rozdziały będą pojawiać się częściej, ale nic nie obiecuję, bo wiadomo – różnie bywa.
Co do samej treści... Postanowiłam odwiedzić tym razem Camę, bo dawno jej nie było i się zwyczajnie za nią stęskniłam. Jak widać ma trochę informacji do przetrawienia, ale raczej podchodzi do wszystkiego bez entuzjazmu.
A tak poza tym, zagląda tu ktoś jeszcze? ;)

03 stycznia 2018

Rozdział dwudziesty trzeci


Marta
Wampirzyca przysiadła na schodku i choć wiedziała, że nie powinna, to nie potrafiła po prostu odejść. Wsłuchiwała się w każde słowo, chcąc uzyskać jak najwięcej informacji i poznać nastawienie przywódcy klanu do jej osoby.

29 listopada 2017

Rozdział dwudziesty drugi


Lucio
– Jak się czujesz? – Zerknął kątem oka na towarzyszkę, po czym znów skupił wzrok na drodze.
– Powtarzam ci już setny raz, że dobrze. – Uśmiechnęła się szeroko i odwróciła twarz w stronę Lucia. – Nie sądziłam, że wampir może być aż tak...
– Troskliwy? – Uniósł wysoko brew, a jeden kącik jego ust uniósł się ku górze.
– Nadopiekuńczy. – Położyła dłoń na karku mężczyzny i delikatnie gładziła skórę. – Ale to nawet urocze.