28 grudnia 2016

Rozdział drugi


♪ Make Me Wanna Die – The Pretty Reckless ♪

Camilla
Noc była ponura, chmury prawie całkowicie zasłoniły księżyc i gwiazdy, co jeszcze bardziej potęgowało uczucie beznadziejności. Zdawała sobie sprawę, że takich nocy będzie coraz więcej, w końcu nadeszła jesień, a ona zawsze ją przytłacza w ten szczególny, niezrozumiały sposób.
Szła spokojnie, nie zważając na mijających ją ludzi. Już dawno nauczyła się odcinać od zewnętrznego świata i nawet w takim stanie poruszała się płynnie, na nikogo nie wpadając, nawet nie ocierając się ramieniem. Przy każdym kroku stukot obcasów jej oficerek odbijał się echem od betonowych ścian, ale tylko ona go słyszała. Odruchowo sięgnęła do pazuchy kurtki, sprawdzając, czy broń jest na swoim miejscu – oba pistolety były. Wtedy też szybko zlustrowała otoczenie, wracając myślami do obecnej chwili. Nie wyczuła nic dziwnego czy niepokojącego, jedynie ludzi.
Ludzie... Nie potrafiła ich zrozumieć, a może nie chciała. Sama nie do końca była pewna, co wobec tego gatunku czuła. Nienawiść, która cały czas była obecna w jej życiu, teraz wydawała się być bledsza, ale jednak nie zniknęła. W końcu sama sobie na to nie pozwalała. Uśmiechnęła się krzywo na tę myśl. Tak zdecydowanie było łatwiej. Trzymać wszystkich na dystans, a ludzki gatunek traktować tylko i wyłącznie jak pożywienie... Tylko czy było to możliwe? Przecież oni też mieli uczucia. Znacznie słabsze, ale jednak. Popełniali błędy, gubili się, ale byli też ci dobrzy... Zaraz... Czy ona właśnie zaczęła usprawiedliwiać ich przed sobą? Chyba postradała zmysły...
Wypuściła powietrze wraz z cichym westchnieniem. Jedna z chmur przesunęła się, odkrywając księżyc, dzięki czemu jego słaby blask padał wprost na jej twarz. Podniosła głowę ku górze, na całe szczęście do pełni brakowało jeszcze kilku dni. Obecnie nie miała ochoty na przepychanki z wilkołakami, a one strasznie głupiały, gdy księżyc ukazał się w całej swej okazałości.
Bezwiednie dotknęła szyi, gdzie miała blizny po ataku. Dzięki temu, że była wampirem, przeżyła, ale ślad został. Na wspomnienie ogarnęła ją złość na samą siebie. Była wtedy cholernym młokosem, który myślał, że umie już wszystko. Ten wilkołak pokazał jej, że nie miała z nim najmniejszych szans. Gdyby nie Lucio, zginęłaby wtedy. Och... Nie chciała o tym myśleć... Nie chciała tego wspominać...
Kolejny raz wypuściła powoli powietrze przez usta, potrząsając jednocześnie głową, jakby to miało oczyścić jej umysł. Nie myślała o tym, gdzie idzie, nogi same ją prowadziły. Przez te wszystkie lata znała to miasto jak własną kieszeń, a mimo to, coś ją w tym miejscu niepokoiło. Może dlatego, że było otoczone przez gęste lasy, które należały do wilkołaków.
Skręciła w boczną uliczkę, która była znacznie węższa niż ta, którą szła do tej pory. Tutaj, jak drzewa w szpalerze, rosły stare kamienice, zamieszkane przez niczego nieświadomych ludzi. Mogła bez najmniejszego problemu wskazać, ile osób było w każdym z mieszkań, kto spał, a kto właśnie upijał się do nieprzytomności, kto właśnie zdradzał swojego partnera, a kto właśnie poczynał dziecko. Słyszała uderzenia serc, szum krwi, dla niej to było jak muzyka.
Zatrzymała się w połowie uliczki przed wiktoriańską bramą, której skrzydła ledwie trzymały się w zawiasach. Na pierwszy rzut oka nie było tam nic godnego uwagi, bo prowadziła jedynie na małą, zarośniętą przez chwasty, krzewy i kilka małych drzew działkę, ze zniszczoną fontanną pośrodku. Była ona otoczona przez kamienice, co jeszcze bardziej potęgowało uczucie, że ten zapuszczony ogród jest tu nie na miejscu.
Pchnęła jedno ze skrzydeł bramy, które o dziwo nie wydało choćby najmniejszego dźwięku i ustąpiło. Przemknęła wzdłuż ściany jak cień, do ukrytych za zaroślami schodów. Wydawało się, że prowadzą do piwnicy jednej z kamienic. Zeskoczyła z gracją na dół, przesunęła palcami po cegiełkach, a w pewnym momencie zatrzymała dłoń i nacisnęła jedną z nich. Do wrażliwych uszu kobiety dobiegł szelest mechanizmu, a już w kolejnej sekundzie zamek w drzwiach przeskoczył i mogła wejść do środka. Znalazła się w korytarzu bez oświetlenia, ale nie miało to znaczenia, bo przecież doskonale widziała w ciemnościach.
Wyciągnęła telefon, który właśnie przestał wibrować. Gdy spojrzała na wyświetlacz, uśmiechnęła się krzywo, była spóźniona dobrą godzinę i Lucio próbował się do niej dodzwonić. Wsunęła komórkę z powrotem do kieszeni, po czym przeczesała palcami jasne włosy, zgarniając je na prawą stronę. Znów się nasłucha, była tego aż za bardzo świadoma. Już w następnej chwili do jej nozdrzy dotarł zapach klubu – alkohol, dym, seks, krew. Jej usta rozciągnęły się w leniwym uśmiechu, kochała to, kim była, nie wyobrażała sobie innego życia.
Gdy tylko przekroczyła próg Immortals, uderzyła w nią mieszanka bodźców, które drażniły jej wrażliwe zmysły. Nim zdążyła się rozejrzeć, poczuła, jak ktoś chwycił ją mocno za ramię i szarpnął w bok. Odwróciła głowę w kierunku owego osobnika i uśmiechnęła się ponownie, gdy jej oczy napotkały chłodne spojrzenie przystojnego mężczyzny.
– Camilla! Wiesz, ile razy dzwoniłem?! – Lucio wpatrywał się w nią z zaciśniętymi zębami, a jeszcze bardziej drażniło go to, że ona była tak bardzo zadowolona z siebie.
– Lucio – powiedziała miękko, nawet na chwilę nie odwracając wzroku. – Przepraszam, straciłam poczucie czasu.
Przez kilka kolejnych sekund po prostu na siebie patrzyli, jakby świat wokół nich nie istniał. W końcu rysy jego twarzy złagodniały, a ręka z ramienia przesunęła się na policzek, który pogładził z czułością. Ich relacja była specyficzna i nie dla wszystkich zrozumiała, bo choć nie byli partnerami, to łączyła ich szczególna, intymna więź.
Lucio był przywódcą klanu, jednym z najstarszych i najsilniejszych wampirów na świecie, a mimo to, Cama nie bała się go tak, jak inni. Może dlatego, że to właśnie on ją uratował, przygarnął, pokazał jak żyć.
Tamte czasy były ciężkie dla wszystkich nieśmiertelnych. Oni – i kilka innych wampirów – po wszystkim, czego doświadczyli, opuścili Włochy i zamieszkali w Polsce, od tamtego czasu żyli tu i mieli się całkiem dobrze.
Mężczyzna położył dłoń na jej plecach, zachęcając, żeby szła przed nim. Przez chwilę lawirowali pomiędzy tłumem, żeby znaleźć się przy schodach, których pilnowały dwa inne wampiry.
Lucio, jako przywódca, był w szczególności narażony na ataki innych klanów, dlatego wszędzie chodziła za nim ochrona.
Mężczyźni odsunęli się, robiąc przejście dla szefa i jego towarzyszki.
W biurze Camilla rozciągnęła się na fotelu, Lucio podał jej lampkę wina, a sam usiadł wygodnie na kanapie ze szklanką whisky w dłoni.
– Więc? – Uniosła wysoko brew i wzięła spory łyk płynu.
– Dzwonił do mnie komendant i prosił o pomoc. – Na to stwierdzenie blondynka przewróciła oczami, co spowodowało, że wampir posłał jej lodowate spojrzenie. – Musimy utrzymywać z ludźmi dobre stosunki.
– Tak, tak, wiem. – Wstała. – Ale dlaczego to my mamy tropić ludzkich zwyrodnialców?
Stanęła przed szklaną ścianą wychodzącą na wnętrze klubu. Przyglądała się tłumowi, w którym bez najmniejszego trudu dostrzegła ludzi. Sami tu przychodzili tylko po to, żeby oddać się wampirom. Dopiła do końca wino, zasłoniła żaluzję, a kieliszek odstawiła na biurko.
– Jeśli nie chcesz, wyślę kogoś innego. – Uniósł szklankę do ust.
Prychnęła, po czym wzięła butelkę i napiła się bezpośrednio z niej, a gdy przełknęła, znów przewróciła oczami.
– Zajmę się tym. – Uśmiechnęła się w ten swój szaleńczy sposób. – Z chęcią wypatroszę jakiegoś łajdaka, poprawi mi to humor.
– Ma być żywy. – Spojrzał na nią znacząco, na co warknęła.
– Zabierasz mi całą zabawę!
– Camillo, ile razy mam ci tłumaczyć, że masz...
– Szanować ludzi – skończyła za niego. – Szkoda tylko, że oni nie szanowali mnie.
Zapadło milczenie. Zawsze wyciągała ten sam argument. Miała rację, to ludzie ją skrzywdzili, tak samo jak wampiry i wilkołaki, ale to było sto lat temu. Choć trzeba było przyznać, że bardzo się zmieniła, przestała zabijać dla rozrywki, ale nienawiść pozostała.
– Pójdziesz na komendę, porozmawiasz z Michałowskim, zrobisz swoje i wrócisz. I proszę cię o jedno, nie namieszaj. – Wyciągnął z kieszeni telefon, po czym się do niego uśmiechnął.
– Powiedziałeś jej? – Cama przyglądała mu się badawczo, ale nie musiał odpowiadać, bowiem po jego minie wiedziała, że nie. – Kiedy masz zamiar to zrobić? Jak się zestarzeje?
– W swoim czasie. Poza tym to nie takie proste.
– Lucio, to jest bardzo proste. – Usiadła na fotelu i pociągnęła z butelki. – Są dwie opcje. Powiesz jej, że jesteś wampirem i to zaakceptuje, albo ucieknie. Choć zawsze możesz najpierw ją przemienić, a później samo się ułoży.
Uniosła ręce w obronnym geście. Dobrze wiedziała, że nigdy by tego nie zrobił bez jej zgody, a jego spojrzenie tylko to podkreślało. Lucio zakochał się w człowieku i nic nie mogła na to poradzić. Choć osobiście wolałaby, żeby to była jakaś miła wampirzyca.
Wychodząc z klubu, zaklęła pod nosem. Mżawka sączyła się z nieba, co spowodowało, że Camilla była jeszcze bardziej nerwowa. Nie lubiła takiej pogody, tęskniła za ciepłymi i przede wszystkim suchymi nocami.
Nie miała ochoty na spacer, więc wykorzystała swoje wampirze zdolności i drogę do posterunku pokonała w mgnieniu oka. Wchodząc do budynku, zmrużyła oczy. Już dawno stwierdziła, że powinni zmienić to oświetlenie, bo aż sprawiało ból. Zamrugała kilkukrotnie, żeby się przyzwyczaić do wszechobecnej jasności, a jednocześnie strzepała krople wody z kurtki.
Za kolejnymi drzwiami znajdował się kontuar, za którym siedział znużony mężczyzna. Usiadła na blacie, co wprowadziło policjanta w konsternację. Uśmiechnęła się szeroko, ukazując swoje kły.
– Michałowski jest?
– Pani nie może... – Mężczyzna patrzył na nią zdezorientowany, nie miał pojęcia, co powinien z nią zrobić. W końcu zapytał zdziwiony. – Komendant?
– A jest tu jeszcze jakiś Michałowski? – Cama sięgnęła za siebie, podnosząc z biurka słuchawkę i podała ją policjantowi. – Dzwoń.
Wystarczyło kilka minut, a siwy pan w średnim wieku wchodził właśnie przez oszklone drzwi. Nie dało się nie zauważyć, że był zdenerwowany, co podkreślał czerwony kolor na jego twarzy, a to z kolei u wampirzycy wywołało zadowolenie. Lekko zeskoczyła z kontuaru, żeby wyjść na przeciw komendantowi.
– Nie sądziłem, że Lucio przyśle ciebie.
– Mi również miło ciebie widzieć. – Posłała mu delikatny uśmiech, ale w oczach miała coś, co go przeraziło.
– Nieważne. – Michałowski machnął ręką, dając do zrozumienia, żeby szła za nim.
Już po chwili znaleźli się w sali, która, jak sądziła Camilla, była przeznaczona do obrad strategicznych. Mężczyzna siedział przy stole i wykonywał telefony, a dziewczyna stała przy oknie, zerkając na ulicę. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, kto wchodzi do pomieszczenia. Znała ich zapachy, ale jeden ją zaciekawił, bo nie wiedziała, do kogo należy. Odwróciła się powoli od okna, a jej spojrzenie spoczęło na młodym mężczyźnie. Mógł mieć trzydzieści lat i zdecydowanie był tu nowy, wyczuwała jego spięcie. Uśmiechnęła się krzywo, bo doskonale wiedziała, jak zareaguje, gdy dowie się, że ona jest wampirem. Idąc do pracy, na pewno nie zdawał sobie sprawy z tego, co go czeka.
– Usiądziesz? – Komendant odwrócił się w stronę wampirzycy, na co ta tylko pokręciła głową. – Jak chcesz. Dobra. Wiecie, jak wygląda sprawa, od kilku tygodni nie możemy bydlaka znaleźć, a ofiar przybywa. Dlatego zdecydowałem się prosić o pomoc.
– Dlaczego to nie Anton? – Jeden z mężczyzn spojrzał na szefa, wyraźnie niezadowolony.
– Marku, ja ci nie wystarczę? – Jej głos brzmiał niezwykle melodyjnie.
– A pamiętasz, co mi zrobiłaś?
– Oj, złamałam ci rękę, ale to nie było specjalnie przecież. – Camilla wpatrywała się w niego intensywnie.
– Przestańcie. – Michałowski uniósł dłoń, czym zakończył tę wymianę zdań. – Lucio przysłał ją i koniec dyskusji.
Wampirzyca podeszła do stołu i zaczęła przeglądać akta sprawy. W ogóle nie słuchała, co się dzieje wokół, a im bardziej zagłębiała się w notatki i zdjęcia, tym coraz większą wściekłość czuła. Ten mężczyzna był potworem, to jedno jej przyszło do głowy. W teczce znalazła zdjęcia poobijanych i zakrwawionych ciał młodych kobiet. Najpierw je brutalnie gwałcił, a później zabijał. Praktycznie na każdym zdjęciu widziała siebie sprzed lat, w tym jednym przypadku chciała pomóc z własnej woli. Chciała zemsty dla tych kobiet i nie miało znaczenia to, że były zwykłymi ludźmi. Zamknęła akta z cichym warknięciem, co nie uszło uwadze zebranych.
– I ty chcesz go żywego? – Podniosła wzrok na komendanta.
– Tak. – Mężczyzna powoli, ale stanowczo przytaknął. – Jeśli go zabijesz, to nie będzie dla niego żadnej kary.
Camilla zazgrzytała zębami, miała ogromną ochotę wytropić tego zwyrodnialca, rozerwać mu gardło i patrzeć, jak zdycha, ale Michałowski miał rację, musiał ponieść karę. Rozejrzała się po zebranych, a na jej usta wypłynął kpiący uśmiech. Wskazała głową na blondyna, który siedział na końcu i wpatrywał się w nią z przerażeniem w oczach.
– Lepiej mu wytłumacz, bo zaraz dostanie zawału. Ma strasznie przyspieszony puls.
Mężczyzna już dłużej nie wytrzymał. Wstał gwałtownie, przewracając przy okazji krzesło, ale zanim zdążył dojść do drzwi, Camilla już przy nich stała. Inni śmiali się pod nosami z zachowania kolegi. Chyba w końcu dotarło do niego, kim ona jest i gdyby mógł, to uciekłby stamtąd z krzykiem. Cama zmierzyła każdego chłodnym spojrzeniem, aż chichoty ucichły. Oni byli nie lepsi, pamiętała doskonale pierwsze spotkanie z Markiem, prawie się posikał ze strachu. Pogroziła im wszystkim palcem.
– Nieładnie, panowie... Nieładnie... Każdy z was się mnie boi, bez wyjątku. Myślicie, że nie wiem? Że nie czuję tej nuty strachu w waszej krwi? – Uśmiechnęła się szeroko, bo uzyskała oczekiwany efekt, żaden nie odważył się na nią spojrzeć. Po czym zwróciła się do blondyna. – Nic ci nie zrobię. Nie gryzę, chyba, że poprosisz.
– Camillo, proszę... – Komendant stanął obok niej, a dłonią wskazał miejsce, w którym wcześniej stała. Wampirzyca wzruszyła ramionami i powolnym krokiem oddaliła się tam. – Za chwilę wracam.
Michałowski wyszedł na korytarz razem z przerażonym blondynem. Cama nawet przez moment podsłuchiwała o czym rozmawiają, ale stwierdziła, że to nic nadzwyczajnego i skupiła się na obecnych.
– Norbert, co tam u żony? – Usiadła na krześle u szczytu stołu, po czym zadudniła w blat palcami.
– Dobrze – odpowiedział krótko, nie podnosząc na nią wzroku.
– A jak córeczka? Ile ona ma? Dwa lata?
– Tak. – Mężczyzna był coraz bardziej zdenerwowany. Zaciskał dłonie na krześle, próbując opanować złość.
– Daj mu spokój, Cama. – Marek spojrzał na nią spode łba, co wywołało u niej zdziwienie.
– A co ja takiego robię? Tylko rozmawiam.
– Równie dobrze mogłabyś powiedzieć, że chcesz mi zabić rodzinę – wtrącił Norbert.
– Jesteście śmieszni – prychnęła, zaciskając jednocześnie zęby, ale już po chwili rozluźniła szczęki. – Gdybym chciała waszej krzywdy, to już dawno bym to zrobiła. Jesteście wszyscy uprzedzeni.
Akurat to mówiła zupełnie szczerze. Do żadnego z obecnych nic nie miała, uważała nawet, że robią coś dobrego, ale nie zamierzała im o tym powiedzieć. Przez moment przyglądała się swoim idealnym paznokciom, po czym bez słowa wstała, a kroki skierowała w stronę drzwi. Gdy wyszła, poinformowała Michałowskiego, że z palantami współpracować nie będzie i obiecała, że bydlaka, który krzywdzi kobiety, przyprowadzi żywego.
Puściła oko do blondyna, który nadal nerwowo na nią spoglądał. Wyczuła, że puls ponownie mu przyśpieszył i uśmiechnęła się pod nosem, a już po chwili zniknęła mężczyznom z oczu.
Pogoda stawała się coraz bardziej paskudna. Teraz, prócz deszczu, jej życie uprzykrzał wiatr. Skierowała kroki w stronę najbardziej zatłoczonych o tej porze ulic. Informacje z akt wystarczyły, żeby poznała taktykę gwałciciela-mordercy. Policjanci nie myśleli w ten sposób i tego nie widzieli, ale ona była drapieżnikiem, polowała, a dla niego to centrum było terenem łowieckim.
W kilku podciągnięciach znalazła się na dachu jednej z kamienic w imprezowej części miasta. Stąd miała lepszy widok i nie musiała wytężać zmysłów. Wystarczyło cierpliwe poczekać, bo jej zdaniem nadszedł właśnie czas, żeby znów wyszedł na polowanie.
Wiatr wył, targając włosami, co rusz zasłaniając jej nimi widok. Kolejny raz wsunęła niesforne kosmyki za uszy, przyglądając się ludziom w dole, a szczególnie jednej postaci. Gdy patrzyła na niego, nawet z tej odległości czuła charakterystyczny, słodkawy zapach na jego ciele, jednak nie należał do niego, tylko do ostatniej ofiary. Zacisnęła pięści, żeby po sekundzie je rozluźnić i zeskoczyć na ulicę, praktycznie niezauważenie. Wsunęła dłonie do kieszeni, po czym ruszyła za mężczyzną w pewnej odległości, choć wiedziała, że gdyby nawet deptała mu po piętach, to by jej nie zauważył. Kilka godzin temu odebrał niewinnej istocie życie, a teraz się tym upajał. Gdy ona była na komendzie, on mordował. Była zła na siebie, że nie zdążyła jej uratować, ale nie miało sensu płakanie nad rozlanym mlekiem. Zadzwoniła tylko do Michałowskiego z informacją, gdzie znajdą ciało.
Z każdym kolejnym krokiem wściekłość wzrastała w jej umyśle. Ostatkiem sił kontrolowała się, żeby nie rozszarpać go na oczach tych wszystkich ludzi. Ten bydlak napawał ją odrazą do takiego stopnia, że czuła jej cierpki smak na języku, aż miała ochotę splunąć.
Początkowo chciała tylko go złapać i zaciągnąć na posterunek, ale idąc za nim, wpadła na znacznie lepszy pomysł. Uśmiechnęła się okrutnie pod nosem, a po chwili przyśpieszyła kroku. W momencie, gdy zrównała się z mężczyzną, ten na nią spojrzał, a ona otarła się o jego ramię, uśmiechając się przy tym zalotnie. Wystarczyło, połknął przynętę. Czuł się niezwyciężony, a skoro zabił jedną, to dlaczego nie miałby zrobić tego drugiej. Oblizał lubieżnie usta i ruszył za nią. Idiota – pomyślała i skręciła w boczną uliczkę, która prowadziła do parku, a dalej pod most. Tam nikt normalny się nie zapuszczał, pełno było ćpunów, a i dziwek nie brakowało.
W momencie kiedy znaleźli się w miejscu, gdzie nikt ich już nie widział, odwróciła się z szerokim uśmiechem, ukazując kły. Początkowo nic sobie z tego nie robił, nie docierało do niego, że ma przed sobą kogoś znacznie niebezpieczniejszego niż on. Odgarnęła włosy na bok, a z gardła wydobyło się warknięcie, które go zatrzymało. Zmrużył oczy, chcąc przyjrzeć się jej dokładniej, a gdy Cama zrobiła krok do przodu i blask parkowej lampy padł na jej twarz, zdębiał. Czuła, jak budzi się w nim strach, powoli przedziera się przez ignorancję i resztki ekscytacji, żeby zawładnąć całym ciałem i umysłem.
– Uciekaj – wysyczała, patrząc na niego spode łba.
To jedno słowo wystarczyło, żeby mężczyzna rzucił się do ucieczki. Camilla nie miała zamiaru go zabijać, chciała go nastraszyć, żeby choć w małym stopniu poczuł to, co czuły jego ofiary. Tą samą paraliżującą świadomość, że jest się zwierzyną, na którą ktoś poluje i nie ma się z tym kimś najmniejszych szans.
Powietrze było przesycone jego strachem aż tak, że nie starała się wyczuć czegokolwiek poza tym, a to był błąd. Dała się ponieść żądzy zemsty, która przyćmiła wszystkie zmysły do tego stopnia, że przestała być czujna. Lucio zawsze jej powtarzał, żeby nie pozwoliła na to, żeby coś zaabsorbowało ją aż tak bardzo. Zmysły miała po to, żeby z nich korzystać. Właśnie dzięki nim wampiry żyły tak długo, bo nie dawały się łatwo podejść. Czyżby się rozleniwiła? Poczuła się zbyt pewnie? Nie miała czasu się nad tym zastanawiać, bo ktoś się do niej zbliżył na tyle, że chwycił za ubranie i cisnął kilka metrów do tyłu, dając tym samym czas na ucieczkę mężczyźnie. W ułamku sekundy stanęła na nogi, strzepując z siebie kurz, ale napastnik znów zaatakował. Dostała w nasadę nosa z taką siłą, że osunęła się na ziemię, a obraz się rozmazywał, ale najgorszym było to, że powieki stawały się cięższe i nie mogła utrzymać otwartych oczu. Zanim owładnęła nią całkowita ciemność, przed nią zamajaczyła czyjaś twarz.
– To cię nauczy, że nie należy bawić się jedzeniem. – Męski głos docierał do jej uszu jakby spod wody. Próbowała jeszcze walczyć, ale przegrała sama ze sobą.

11 komentarzy:

  1. Jakim cudem jestem tutaj pierwsza? Ten rozdział ma w sobie tyle wartkiej akcji, że aż parzy, a jednak… Nie zrozumiem blogosfery i tego, że często grafomanki mają więcej chętnych czytających niż osoby, które robią to przynajmniej dobrze.
    Już lubię tę kobietę. To istota o charakterku, który osobiście uwielbiam – pewna siebie, drapieżna, ale… mimo wszystko z uczuciami, które próbuje ukryć. Widać, że dręczy ją przeszłość, bo to ona napędza nienawiść do ludzi, ale zarazem sprawia, że Camilla w ogóle decyduje się wkręcić w śledztwo. Mam wrażenie, że Lucio dobrze to przemyślał, decydując się tam wysłać akurat ją.
    Więc tak to sobie umyśliłaś. Oficjalnie ludzie nie wiedzą o wampirach, ale są tacy, którzy zdają sobie sprawę z ich istnienia. W przypadku policji to sprowadza się do współpracy, co w sumie wydaje się jedynym sensownym wyjściem – drapieżnika nie usadzisz w klatce, ale za to jego zmysły i zdolności mogą okazać się doskonałe, by upolować przestępców.
    Sam Lucio zdobył moją sympatię, choć tak naprawdę podałaś o nim bardzo mało informacji. Troszczy się o Camillę, uczył ją i wyciągnął z niezłego bagna, że tak to ujmę. I zakochał się w człowieku, a to świadczy o wrażliwości. To nie są bezduszne bestie i w sumie dobrze.
    Reakcje na policjantów genialne. Ich zachowanie również, o przytykach Camy nie wspominając xD W pewnym momencie padłam, bo jakby wyrwać taką jedną rozmowę z kontekstu…

    „– Nic ci nie zrobię. Nie gryzę, chyba, że poprosisz.
    – Camillo, proszę...” xD

    No i końcówka, która bardzo mi się podobała. Na początku idealne polowanie łowczyni z wprawą – dałaś poczucie, że nic nie może pójść źle. Podstawowym pytanie było to, czy wampirzyca się powstrzyma, czy może jednak puszczą jej nerwy i gościa zabije, choć miał pozostawać żywy. Ale po tym… Nie mam żadnego pomysłu na to, co się wydarzyło, ale to dobrze. Tym chętniej poczekam na kolejne rozdziały, żeby znaleźć odpowiedzi na kolejne pytania… Chociaż wspominałaś, że bohaterki są trzy, więc zakładam, że w trójeczce zaserwujesz nam perspektywę kogoś innego… ;>
    No nic, weny przy pisaniu. Obserwuję, wrzucam w polecane i czekam, bo czemu nie ^^

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, czytelników mam mało, czym to jest spowodowane? Nie wiem. Może tym, że jak już wcześniej wspominałaś nie spamuję u innych... Co jest tylko jedną z wielu możliwości. Ale w sumie, czy mi to bardzo przeszkadza? Dochodzę do wniosku, że nie. Radość sprawia, choć jedna zainteresowana osoba i cieszę się, że również i Tobie się spodobało.
      Początkowo ten rozdział miał być podzielony na trzy, ale za dużo byłoby Camy, choć uwielbiam ją <3, szczególnie za to, że nie jest przewidywalna (co z pewnością pokaże później). I mam nadzieję, że gdzieś po drodze jej nie zepsuję... Bardzo tego nie chcę...
      Lucio jest raczej cichym, spokojnym wampirem, ale może jeszcze zaskoczyć, kto wie? Zakochani przecież są nieobliczalni... :D
      Łatwiej jest ukrywać się wśród ludzi, gdy władze wiedzą kim jesteś i sami cię kryją, bo im pomagasz, prawda? Poza tym są telefony, komputery, internet... Zawsze ktoś ciekawski coś nagra, zrobi zdjęcie... Eh te współczesne czasy... Poza tym, znacznie przyjemniej jest sypiać w wygodnym łóżku, w domu za miliony, niż w jakiejś zatęchłej norze, razem z nietoperzami.
      Co do wampirzych uczuć... Wyjaśnię za kilka rozdziałów. ;)
      W ogóle, to jest mi niezmiernie miło, że tak szybko przeczytałaś te aż dwa rozdziały i prolog, no i że chcesz zostać!
      Pozdrawiam :*

      P.S. Gdzieś tam doczytałam, że tworzysz szablony, więc może jesteś w stanie doradzić, jak usunąć kropki, gdy chcę zrobić listę linków (gadżet strony) w bocznej kolumnie? :D

      Usuń
    2. Wychodzę z założenia, że lepiej mieć kilka cichych aniołów – czytelników, którzy po prostu są, bo chcą – niż grono ściągniętych spamem fałszywców, czekających na wzajemność. Co nie zmienia faktu, że nie rozumiem blogosfery i tyle xD
      Czas pokaże, co tam wymyśliłaś i na ile wyjdzie to z Twoimi oczekiwaniami. Na razie widać, że masz przemyślaną fabułę, bohaterów i świat, w którym żyją. I całe szczęście, bo wielu opowiadaniom tego brakuje. Nie sądzę, żebyś zepsuła, choć z doświadczenia wiem, że autor jest o wiele bardziej krytyczny względem swojego tworu niż czytelnik – bo tylko Ty wiesz, co takiego masz w głowie przy tworzeniu ;)
      Jasne, że chcę zostać. Czytam, kiedy mam na to ochotę, zwykle w dużych ilościach, więc nadrobienie prologu i dwóch notek to żaden problem. Tym bardziej, że były ciekawe i nie sprawiały, że oczy krwawią =P
      W kwestii szablonu, to jak najbardziej w tym siedzę xD Jeśli mowa o liście linków, rozwiązanie jest proste:

      #LinkList1 li
      {
      display: block;
      }

      Powinno załatwić sprawę. Jak coś, to pisz ;)

      Nessa.

      Usuń
    3. Z gwoli ścisłości, kod do wklejenia w arkusz css. Szablon -> Dostosuj -> Zaawansowane -> Dodaj arkusz css (ostatnia zakładka). Żywcem od # do } ;)

      Usuń
    4. Dzięki bardzo, jak tylko uda mi się włączyć kompa, to sprawdzę jak działa. W kodach nie jestem zupełnie zielona ale stawiam swoje pierwsze kroki, więc różnie mi to wychodzi :D

      Usuń
    5. Wszystko działa. :) Jeszcze raz dzięki.

      Usuń
    6. W takim razie cieszę się bardzo ;)

      Usuń
  2. Okej mój komentarz będzie trochę chaotyczny, bo nie wiem co napisać. Ja tu się spodziewałam raczej Amelii, wysysania krwi i ratunku udzielonego przez jakiegoś greckiego boga... A tu? Wampirzyca z bronią, Polska policja, która współpracuje z wampirami i ten realizm bohaterki... Po prostu to kocham! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tu trafiłam ;) A za tą Polskę to mam ochotę Cię uściskac!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na obecną chwilę, to Amelia siedzi gdzieś zamknięta. ;) Więc musi wystarczyć Cama, która nie gardzi krwią z „żywego opakowania”, ale obecnie miała inne sprawy do pozałatwiania.
      Patrząc na to, czego się spodziewałaś, a co jest, to mam nadzieję, że jednak się nie zawiodłaś.
      Zdecydowałam się na Polskę, bo dlaczego by nie? Nasz kraj jest piękny, bywa i tajemniczy. Mimo postępu, to i tak wielu wierzy w paranormalne zjawiska, więc dlaczego wampiry nie mogły by tu zamieszkać? :)

      Usuń
  3. Okej.
    The Pretty Reckless na górze. Make me wanna die na górze. Dzień dziecka dopiero za dwa dni, a moje urodziny za trzy tygodnie. Za wcześnie mnie rozpieszczacie. :( Ale wiesz co? Nie będe narzekać. Co to, to na pewno nie. Mam zamiar się tymi nieświadomymi prezentami cieszyć, bo dlaczego nie?
    Z każdym kolejnym zdaniem coraz bardziej się ciesze, że mnie tu Nessa przyciągnęła, a raczej podała link. Ona ma naprawdę nosa do perełek w blogosferze, serio. :D A mnie super cieszy to, że się dałam namówić na czytanie i po pięciu miesiącach, ehh, zabrałam się za czytanie. Naprawdę mam nadzieję, że to moje pojawiam się i znikam nie będzie Ci przeszkadzać. Jestem z tych co już tak mają, a jak się pojawiam to rzucam hurtem komentarzami. Naprawdę. :D
    Uwielbiam Camillę. To jest ten typ kobiety, który podobnie jak Nessa uwielbiam. Pewna siebie, pyskata, ale z uczuciami, które ma i trochę w sobie kocha. Ciekawi mnie jej relacja z Lucio, który również się wydaje interesująca postacią, ale na moment obecny było go za mało, żeby cokolwiek stwierdzić. Czekam na tego pana więcej, bo aż mnie korci, żeby dowiedzieć się o nim więcej. ;> W ogóle sprawa na komendzie mnie rozbawiła, Camilla jest genialna, a wszyscy policjanci przed nią trzęsą nogami jakby ich miała co najmniej zaraz rozszarpać xD Nie wątpię, że miałaby na to ochotę, ale no raczej jak przyszła służbowo to ich nie pozjada. Innym razem. :D
    Kurczę, ta końcówka. *o* Jestem superhiper zachwycona, a teraz już lecę dalej, bo wiem, że nie mogę się zatrzymać tylko na dwóch rozdziałach. Ból się pojawi, kiedy skończę wszystkie piętnaście i będzie trzeba czekać. :<
    No nic, lecę dalej! :D

    Ice Queen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że i nutka się podoba ;)
      Zdecydowanie, pojawianie się i znikanie, mi nie przeszkadza. Nie zawsze ma się czas, a o chęciach nie wspominając. Znam to z autopsji, więc spokojnie ;) Ważne, że czerpiesz przyjemność z tego co tu pokazałam, to daje takiego dodatkowego kopa pozytywnej energii.
      Cama... Raczej niereformowalna wampirzyca, ale kto ją tam wie... Z pewnością jeszcze nie jednym zaskoczy. A sam Lucio, to hmm... nie mogę za wiele o nim zdradzić. Trzeba będzie poczekać. ;)

      Usuń