23 grudnia 2016

Rozdział pierwszy


♪ On My Own – Ashes Remain ♪


Amelia
Zegarek na smukłym nadgarstku wskazywał już prawie siedemnastą. Westchnęła cicho, jednocześnie przecierając zmęczoną twarz. Miała dość. Dość tej pracy, dyrektorki działu, koleżanek z biura, wszystkiego tego, co wiązało się z tą przeklętą firmą. Uważano, że skoro pochodzi ze wsi, to do niczego się nie nadaje i nic nie potrafi, że jest gorsza. I nie miało najmniejszego znaczenia to, że wszyscy ci, którzy myśleli w ten sposób, tkwili w błędzie. Przecież była niezwykle inteligentna. Studia skończyła bez najmniejszych problemów i to z wysokimi ocenami. Otrzymywała najwyższe stypendia naukowe przez wszystkie lata trwania nauki.
Przymknęła na moment oczy. Piekły ją niemiłosiernie. Zapewne przez to, że spędzała tyle godzin przy komputerze. Będzie musiała sprawić sobie okulary. Ta praca zabierała jej zdrowie. I to nie tylko to fizyczne, ale przede wszystkim psychiczne. Już dawno pewnie by stąd odeszła, ale to była jedyna praca, gdzie płacili dostatecznie dużo, żeby było ją stać na wynajęcie przytulnej kawalerki i przeżycie.
Zacisnęła zęby i wróciła do wklepywania kolejnych liter na klawiaturze. Im bardziej będzie się nad sobą użalać, tym później stąd wyjdzie, a przecież tak naprawdę już kończyła to cholerne sprawozdanie.
Na moment zacisnęła białe, równe zęby. Co ją w ogóle podkusiło do tego, żeby zatrudnić się w korporacji? Ano tak... Przecież nie mogła wrócić do rodzinnego domu, a pod mostem nie zamierzała spać. Jak zawsze chodziło o pieprzone pieniądze.
Pół godziny później wydrukowany i podpisany dokument złożyła na biurku swojej przełożonej. Akurat ta kobieta była pracoholiczką, więc w biurze siedziała od rana do nocy. Amelia czasami podejrzewała, że dyrektorka tu nawet sypia. Ale teraz nie miała czasu się nad tym zastanawiać. Chciała po prostu być już w domu, w końcu coś zjeść i może wypić lampkę wina. Przecież miała prawo do odrobiny wytchnienia, skoro był piątek, a w soboty nie pracowała.
– Ty jeszcze tutaj? – Kobieta nawet nie podniosła wzroku na blondynkę. – Jak zwykle się nie wyrabiasz. Nie wiem, po co cię trzymamy.
Bo nikt inny nie chce tu pracować – odgryzła się, ale niestety tylko w myślach. Gdyby miała więcej odwagi, z pewnością wygarnęłaby tej zołzie wszystko, co o niej myśli. Ale niestety za bardzo zależało jej na tej posadzie, więc po prostu przemilczała słowa dyrektorki.
Amelia odwróciła się na pięcie, chcąc wyjść z biurowca jak najszybciej. Nawet nie powiedziała „do widzenia”, z czego swoją drogą była bardzo dumna. Ta jedna maleńka rzecz przywołała na jej usta delikatny uśmiech. Niemal wybiegła na zewnątrz, ale gdy tylko znalazła się na chodniku, jęknęła cicho, bo znów padało, a ona nie wzięła parasola. Poza tym było już ciemno. Nie lubiła ciemności. Od najmłodszych lat miała wrażenie, że w cieniach kryje się coś złego. Coś, co chce ją skrzywdzić.
Przyjrzała się rzędowi aut stojących przy chodniku. Szukała wzrokiem taksówki. Może się jej nie przelewało, ale nie chciała wracać pieszo, nie dziś. Zapomniała o jednej drobnostce. Jej życiu, od kiedy tylko pamiętała, towarzyszył pech i tym razem nie mogło być inaczej, więc nie znalazła żadnej taryfy. Na dodatek ostatni autobus, który dojeżdżał chociaż do okolicy miejsca jej zamieszkania, odjechał piętnaście minut temu. Co za tym szło, czekał ją długi spacer w deszczu i zimnie.
Podciągnęła suwak kurtki pod samą brodę, po czym z determinacją ruszyła przed siebie. Tutaj jeszcze nie było najgorzej. Dużo oświetlonych sklepów, poza tym stały latarnie, ale jej dzielnica była paskudna. Tylko czekać, jak jakiś bandyta ją napadnie. Wzięła kilka głębokich oddechów, zanim skręciła w boczną ulicę. Jeszcze tylko kilka metrów i będzie w mieszkaniu.
Była tak skupiona na własnym strachu, że nie usłyszała zbliżających się kroków. Gdy zorientowała się, że coś jest nie tak, było już za późno. Jej umysł analizował wszystko, jakby to było filmem, klatka po klatce, jakby to nie ona była atakowana właśnie w tej chwili.
Męskie ramię owinęło się wokół jej talii w żelaznym uścisku, a ogromna dłoń wylądowała na ustach i nie pozwoliła na wydobycie się żadnego dźwięku. W pierwszym odruchu próbowała ugryźć napastnika, ale to jedynie spowodowało, że ścisnął ją mocniej w pasie, co z kolei wywołało mdłości. Wierzgała, próbowała kopać, co nie dało jej zupełnie nic. Mężczyzna uniósł ją bez najmniejszego problemu, po czym wrzucił do bagażnika. Gdy zatrzasnął za nią klapę, jeszcze przez jakiś czas uderzała w nią rękoma i nogami. Krzyczała, gdy auto ruszyło, a kiedy spostrzegła, że nic to nie dało, skuliła się i zaczęła płakać.
Odniosła wrażenie, że to, co się z nią działo, trwało znacznie dłużej niż w rzeczywistości. Obezwładnienie jej i wrzucenie do auta zajęło zaledwie kilka sekund, ale przecież ona w tym czasie walczyła. Próbowała się wyrywać, choć nie miała najmniejszych szans.
Zresztą, po co ktoś ją porywał? Nie pochodziła z bogatej rodziny, sama nie miała pieniędzy. A może to szajka, która porywała młode kobiety i wywoziła do Niemiec, do agencji towarzyskich? Przez tą myśl na jedną krótką chwilę przestała płakać tylko po to, żeby po kilku sekundach wybuchnąć jeszcze większym, histerycznym szlochem. Przecież na pewno o to chodziło. W końcu była ładną, zgrabną blondynką o dużych, zielonych oczach. A przy tym idealną ofiarą. Z nikim nie utrzymywała kontaktów, mieszkała sama, była odludkiem. Rodzina przecież nie będzie jej szukać, bo dla nich już dawno przestała istnieć. W pracy nawet się ucieszą, że zniknęła. Tylko że ona nie nadawała się na dziwkę! Nie chciała nią być...
Poczuła, że auto zwalnia, a po kilku kolejnych metrach zupełnie się zatrzymuje. Przestała płakać, uspokoiła oddech i wytarła załzawione oczy. Musiała się skupić, bo może będzie miała szansę na ucieczkę.
Na małej powierzchni próbowała ustawić się w sposób, dzięki któremu, gdy tylko zacznie unosić się klapa bagażnika, kopnie ją z całych sił, wyskoczy i będzie biec. Przynajmniej taki miała plan, a w jej głowie zyskał on nawet szansę na powodzenie.
Kierowca zgasił silnik, a serce Amelii podjęło na nowo szaleńczy galop. Zacisnęła na chwilę powieki, nasłuchując kroków czy jakiegokolwiek innego dźwięku sugerującego, że ktoś będzie chciał ją wyciągnąć na zewnątrz. Po kilku sekundach głuchej ciszy do jej uszu dobiegł dźwięk najpierw otwieranych, a później zamykanych drzwi auta. Szybkie kroki na jego tył i znów nic, ale odgłosy były dziwne. Zupełnie jakby auto znajdowało się wewnątrz budynku.
Spięła wszystkie mięśnie, gotowa w każdej chwili kopnąć w klapę. Usłyszała kolejne kroki, ale inne. Początkowo ciche, lekkie. Jakby ktoś zbliżał się z oddali i zatrzymał obok samochodu. Przez pewien czas nie słyszała nic, bo krew nieustannie szumiała w uszach, ale gdy udało się jej nieco uspokoić, wyraźnie dotarło do niej każde słowo.
– Masz ją? – zapytał damski głos.
– Tak. Nie musiałem się nawet zbytnio wysilać. Jest słaba. Myślisz, że się uda? – W głosie mężczyzny dało się wyczuć powątpiewanie.
– Teraz nie ma znaczenia, czy jest silna, czy nie. Widziałeś, jak skończyło tamtych dwóch? – prychnęła. – Nie przeżyli nawet doby. Zresztą, każdy obiekt jest inny. Nie mogę rozgryźć, jakie cechy mają wpływ na to, czy organizm przyjmie, czy odrzuci krew. Najdłuższy czas przeżycia to tydzień. Myślałam, że się udało, ale krew się w niej zagotowała... I to dosłownie.
Na zewnątrz zapadła chwila ciszy, a Amelia z przerażeniem analizowała informacje. Wyglądało na to, że ci ludzie eksperymentują na innych, a ona jest kolejnym królikiem doświadczalnym.
– Więc dlaczego akurat ona?
– Jak ty mało wiesz. – Westchnęła. – Sprawdziliśmy ją, nikt nie będzie jej szukał. Nie potrzebujemy rozgłosu. Ludzie nie wierzą w wampiry, uznaliby nas za wariatów i w najlepszym przypadku pozamykali w psychiatrykach. Zresztą, nie mam czasu tłumaczyć ci tego wszystkiego jeszcze raz. Wyciągnij ją.
Dziewczyna w bagażniku zadrżała. Wampiry? Przecież one nie istnieją. Gdyby było inaczej, ludzie by o nich wiedzieli, a ci na zewnątrz musieli być chorzy na umyśle, skoro wierzyli w te istoty, a w dodatku dla nich porywali. Następnym kąskiem dla pseudo–wampira miała być ona. Przynajmniej teraz doszła do takich wniosków. Już chyba wolała burdel w Niemczech.
Zamek w klapie bagażnika przeskoczył z cichym trzaskiem, a do wewnątrz wpadło słabe światło przez szczelinę, która powoli się powiększała. Amelia kopnęła z całych sił. Usłyszała głuchy odgłos, który świadczył o tym, że mężczyzna oberwał klapą, a gdy wyskoczyła z bagażnika, kobieta przeklęła głośno.
Blondynka nie miała czasu przyglądać się porywaczom. Szczerze mówiąc, nie spojrzała na nich nawet na ułamek sekundy, tylko biegła w kierunku drzwi, które dostrzegła w przeciwległej ścianie.
– Idioto! Nie uśpiłeś jej?! – Kobieta krzyczała na mężczyznę z nieskrywaną wściekłością w głosie. – Jak zawsze wszystkim muszę zająć się sama.
Zanim Amelia dopadła do drzwi, kobieta była już za nią. Poczuła tylko, jak coś ostrego wbija się w jej szyję, a zaledwie w czasie jednego uderzenia serca zaczęła słabnąć. Nie mogła utrzymać się na nogach, powieki robiły się coraz cięższe. Wydawało jej się nawet, że oddychanie jest niemal niemożliwą czynnością. Uporczywie starała się zaczerpnąć powietrza, gdy osuwała się na zimną posadzkę, aż w końcu ogarnęła ją głucha ciemność.

W końcu udało mi się wrzucić pierwszy rozdział. Chciałam zrobić to znacznie wcześniej, ale jak się okazało, nie było to takie proste. Początkowo miałam zacząć od Camilli, ale dostałam olśnienia i padło na Amelię, więc trzeba było troszeczkę zmienić plany. Do tego przygotowania do świąt i wyszło jak wyszło. Ale nie ma tego złego, jak to mówią, więc już jest. I mam ogromną nadzieję, że kolejny pojawi się już bez komplikacji.
Patrząc na to, że dziś już 23.12, to życzę wszystkim najlepszego na najbliższe dni jak i cały rok, weny do pisania i dużo czytelników pod choinkę. :)

8 komentarzy:

  1. Muszę przyznać, że mnie zaintrygowałaś.
    Uwielbiam wszelkiego rodzaju opowiadania z domeną wampiryzmu.
    Piszesz bardzo ciekawie i stylowo. To opowiadanie według mnie ma szansę zabłysnąć i na to zasługuje.
    Jestem ciekawa jak potoczy się historia Twojej bohaterki.
    Zaintrygowałaś tym porwaniem już na samym początku. co będzie z tego dalej?
    Dodaje do Obserwowanych by móc śledzić na bieżąco rozdziały.
    Pozostaje życzyć zdrowych i Wesołych Świąt!
    pozdrawiam serdecznie.

    www.pokochac-lotra.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo za miłe słowa. :) Uściślając, główne bohaterki są 3, ale to wyraźniej zauważy się później. Zapraszam więc serdecznie na kolejne rozdziały, a i na pewno zajrzę do Ciebie przy odrobinie wolnego czasu. :)

      Usuń
  2. Ashes Remain <3 A w następnym widzę The Pretty Reckless. Jestem w muzycznym niebie *o*
    No ja mam nadzieję, że się Ciebie szybko z blogosfery nie pozbędziemy. Brakuje osób, które miałyby pomysły, pisały regularnie i sensownie. Cieszy mnie również to, że nie latasz wszędzie ze spamem, pisząc po ludziach, byleby mieć ładne statystyki. Jeśli opowiadanie jest dobre, broni się samo, ale ludzie często tego nie rozumieją… I jak najbardziej rozumiem to, że część informacji trzymasz dla siebie, i że pojawią się z czasem. O to chodzi – co za frajda czytać coś, gdzie po kawałku tekstu wiadomo już wszystko? :D
    Podoba mi się postać Amelii. Jest waleczna i dość zaradna, choć zarazem nie przerysowana – przynajmniej tyle wnioskuję na tę chwilę. Jej reakcje wydają się dość naturalne, bo trudno zachować się inaczej w sytuacji, w której zostaje się porwanym. Jasne, że jest przerażona i szuka ewentualnej drogi ucieczki. Przemyślenia, branie pod uwagę różnych możliwości, żeby zrozumieć, co tak naprawdę się dzieje i czego powinna się spodziewać… To również naturalne. I dobrze, że dodajesz jej przemyślenia i emocje, bo dzięki temu to czuć. Nie wystarczy napisać, że ona się boi, bo to tylko słowo. Dopiero opisy nadają mu konkretne znaczenie.
    Co mogę powiedzieć? Na tę chwilę na pewno jestem zaintrygowana, tym bardziej, że prolog przy rozdziale pierwszym wydaje się oderwany od historii. Ale to nie jest złe; wręcz przeciwnie – takie zabiegi wzbudzają ciekawość, bo teraz szukam powiązań i materiału na jakąś teorię. Zobaczymy ile mi się pokryje z rzeczywistością. Mam nadzieję, że niewiele =P
    Na koniec kwestia błędów. Nie przejmuj się, bo nie ma osoby, która ich nie popełnia. Co więcej, swoich zwykle się nie widzi, bo znasz tekst i wiesz, co chciałaś napisać. Mózg to takie złośliwe stworzenie, że zwykle sobie dopowie i jakieś drobiazgi uciekają. Wiem po sobie, bo gdyby nie mój poeta-beta, zginęłabym marnie z literówkami xD Zresztą to blog, a nikt nie zabija o źle postawiony przecinek, bo to zdarza się każdemu. Gorzej, kiedy trafi się na osobę, która radośnie kaleczy język polski, aż oczy krwawią. A u Ciebie nie ma się co przejmować, bo wszystko jest cudnie.
    W oczy wrzuciło mi się tylko to, że chyba trzy razy napisałaś „zresztą” oddzielnie, choć w tym znaczeniu powinno być razem. Ot język polki taki piękny. Jeśli „Poszła z resztą grupy” to osobno, ale jako partykuła razem. Jestem już na to przewrażliwiona, bo sama baardzo długo to sobie wpajałam :D
    Lecę do dwójki. Weny!

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porównanie mózgu do złośliwego stworzenia? Idealne! Dokładnie go tak widzę. :) Doskonałym przykładem jest "zresztą", bo w momencie kiedy mi to wytknęłaś i zaczęłam tego szukać, to się aż zaczerwieniłam... Wcześniej tego nie zauważyłam. :/ Niestety, albo i stety, bety nie posiadam...
      Co do samej Amelii, jest zagubioną duszyczką, która próbuje przetrwać w surowym świecie, a niestety nikt jej nie wspiera, nikogo nie ma, jest całkowicie sama... Jak pomyślę co przeszła, to jest mi jej żal, ale jestem z niej dumna, bo ma dość siły, żeby walczyć o siebie.
      Dziękuję za miłe słowa. ^^

      Usuń
  3. Za krótko! Ledwie się wczułam, a tu już koniec ;( Kto porwał Amelie no i o co chodzi z tą krwią, dlaczego inni byli za słabi? Kim jest ta kobieta? Mam mnóstwo pytań i mam nadzieję, ze wkrótce się wszystkiego dowiem.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czasem się wszystko wyjaśni, ale obecnie nie wiem kiedy znów pojawi się Amelia. Trzeba będzie uzbroić się w cierpliwość. Ale mam nadzieję, że kiedy to już nastąpi, to Twoja ciekawość zostanie zaspokojona. :)

      Usuń
  4. Cześć? c:
    Jejku, bardzo dawno mnie tutaj nie było. Nie potrafię zliczyć ile razy zabierałam się za czytanie tego bloga i ostatecznie odpuszczałam sobie. Wiem, jestem paskudną zołzą, ale mam nadzieję, że mi to wybaczysz. Ja naprawdę czytam w kratkę, piszę w kratkę i komentuję w kratkę. Jestem tutaj dopóki jeszcze mam chęci na czytanie i komentowanie. Z góry powiem, że po przeczytaniu kilku linijek byłam już zadowolona. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania, taki lekki i szybko się czyta. Szybko i przyjemnie, a to co uwielbiam. Chyba nie ma nic lepszego, poza wciągająca fabułą, niż właśnie to.
    To już? Rozdział się skończył? A myślałam, że będzie dłużej! Przyzwyczajona jestem do długich rozdziałów, ale krótkie też łykam. Każde. O ile interesujące. I Twoje takie są. Ja to po prostu wiem. Szefowej Amelii wcale nie polubiłam, babsko powinno się cieszyć, że ktoś zostaje po godzinach, a nie jeszcze pluć dodatkowo jadem. Sama pochodzę ze wsi, a raczej mieszkałam tam przez długi czas, i takie gadanie, że ludzie ze wsi są gorszego sortu strasznie, ale to strasznie irytuje. Jasne, trafi się i przypadek typowego chłopa i baby, ale nie zapominajmy, że są też i ludzie, którzy tacy wcale nie są. Wszystko zależy od wychowania, ale no ja nie o tym. Rozbawiło mnie jak ten brak pożegnania się sprawił, że Amelia poczuła taką dziwną dumę. Ale dobrze, ma babsztyl za swoje! :D
    Natomiast samą Amelię bardzo lubię i czuję, że moja sympatia do niej będzie rosła z każdym kolejnym rozdziałem. Podoba mi się to, że jest taka... Ludzka. I w żadną stronę nie przerysowana. Tylko niech sobie dziewczyna znajdzie inną pracę, bo ją psychicznie tam wykończą! Chyba, że najpierw wykończą ją ci, którzy ją porwali. ;>
    Tajemniczo, nie wiadomo o co chodzi... Jestem kupiona. Kupiłaś mnie już samym prologiem, teraz tylko mogę czytać dalej i bardziej kochać to opowiadanie.
    Lecę czytać dalej, a Tobie życzę mnóstwo weny! :)
    Ściskam,

    Ice Queen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć ^^
      Miło, że jesteś. Jak tak zaczęłaś, że Cię dawno nie było, aż z ciekawości zerknęłam na datę publikacji. To faktycznie było już jakiś czas temu. ;) A wydaje się, jakby zaczęła pisać wczoraj... Ehh, ten czas...
      Sytuacja z tym, że dziewczyna ze wsi to gorsza – z życia wzięte. Niestety nadal są tacy ludzie co tak sądzą. Przykre, ale prawdziwe. :/
      Raczej Amelia pracy nie znajdzie nowej... Ale nic nie będę zdradzać :X
      Dziękuję! ^^

      Usuń