16 stycznia 2017

Rozdział czwarty


♪ Everlong – Foo Fighters ♪

Lucio
 Cichy śmiech rozniósł się po pomieszczeniu. Niby dlaczego miałby się nie śmiać? Nikolaj był potężnym wampirem, który potrafił czytać w myślach, jeśli tego zapragnął, ale nie przewidział tego, że Cama do niego strzeli. W sumie nikt nie był na tyle głupi, żeby chcieć stawać z nim w szranki. Tylko że to była Camilla, inna niż wszyscy, zawsze szła pod prąd, nieraz uprzykrzając mu tym istnienie. Tym razem miał ochotę jej pogratulować, bo szczerze go rozbawiła.
– Nie umrzesz od tego. – Lucio rzucił przyjacielowi biały ręcznik do zatamowania krwawienia. – Naboje na wilkołaki, trochę poboli i przestanie. No i gojenie będzie trwać znacznie dłużej, jeśli go nie wyciągniesz.
– To nie jest, kurwa, zabawne! – Nikolaj posłał wampirowi wściekłe spojrzenie, przez co tamten roześmiał się jeszcze głośniej. – Powinieneś trzymać ją krócej.
– Camilla to nie pies. – Mężczyzna nagle spoważniał i napiął mięśnie, a w czarnych oczach rozbłysły złowrogie iskierki. Nie lubił, gdy ktoś mówił mu, jak ma rządzić swoimi ludźmi, a zwłaszcza wtedy, gdy chodziło o tę jedną wampirzycę. Może i byli przyjaciółmi, szanował go jak nikogo innego, ale nie miał prawa pouczać go w kwestii jego wampirów. Zacisnął zęby, a gdy się znów odezwał, z jego tonu zniknęły nuty życzliwości. – Przypomnij mi, jak to było, gdy ty byłeś przywódcą klanu? Ach tak! Przecież nie byłeś, nie podjąłeś się tego, tylko uciekłeś.
– Ale za to ty sobie świetnie radzisz – syknął. Po chwili wyrzucił z siebie lawinę przekleństw w kilku językach, bo rana zapiekła boleśnie. Odetchnął głęboko, a wzrok na powrót skoncentrował na mężczyźnie, po czym wzruszył ramionami. – Nie słucha cię.
Tym razem to ramiona Lucia uniosły się z i opadły z wdziękiem. Zastanawiał się, co mógłby powiedzieć o Camilli. Ale wszystko, co przyszło mu do głowy, nie byłoby zaletą w oczach Nikolaja. Poza tym dlaczego zależało mu na jego aprobacie? Przecież już od dawna był samodzielny, podejmował własne decyzje i ponosił ich konsekwencje. A przez te wszystkie wieki, które przeżyli razem, odnosił wrażenie, że to właśnie on jest starszy i rozsądniejszy, a Nikolaj to... po prostu Nikolaj. No ale jednak on go wszystkiego nauczył. Właśnie jemu wszystko zawdzięczał.
– Jest specyficzna i chodzi własnymi ścieżkami, zupełnie jak kot – przytaknął, nalewając sobie i przyjacielowi whisky. – Ale jest lojalna i mogę na nią liczyć. Nie mam w klanie tak dobrze walczącego wampira jak ona, a odkąd się przemieniła, minęły zaledwie sto dwa, albo trzy lata. Nie pamiętam... Antona rozłoży na łopatki, a jest od niej starszy jakieś dwieście lat. – Zastanowił się przez chwilę, po czym westchnął cicho, biorąc spory łyk płynu. – Może jest nieco porywcza, ale ma dobre serce.
– Jesteście partnerami? – W tonie Nikolaja gościła obojętność, ale jeden błysk w jego oczach zdradzał zaciekawienie.
– Nie. – Lucio rozsiadł się na fotelu, w którym zazwyczaj leżała Cama. – Znalazłem ją umierającą w dzień obalenia Emilia. Była... Było w niej coś szczególnego, przez co nie mogłem jej tam zostawić, bo gdybym to zrobił, to z pewnością by umarła. Zabrałem ją ze sobą, wyleczyłem i do dnia dzisiejszego jest pod moją opieką.
W pomieszczeniu zapadła cisza, nie licząc dźwięków dobiegających z parkietów Immortals. Nikolaj rozmyślał nad słowami przyjaciela, a ten wracał we wspomnieniach do tamtego dnia, który zapoczątkował nową erę dla nieśmiertelnych.

Włochy, okolice San Marino, 1910 rok
Dwór w nocy przypominał jakieś posępne zamczysko. Chmury co rusz zmieniały swoje położenie na granatowym niebie, zupełnie jakby przed czymś uciekały. Cienie pozbawionych już liści drzew tańczyły na murach, przywodząc na myśl krążące wokół upiory. Wiatr wył ponuro, potęgując wrażenie, że w środku dzieje się coś złego. Zresztą, unoszący się smród strachu tylko utwierdzał w tym przekonaniu.
Przemykali w cieniu, wzdłuż budynku; jeden za drugim, niezauważeni przez strażników. Lucio uśmiechnął się krzywo pod nosem i mocniej zacisnął dłoń na rękojeści ostrza. Wyglądało na to, że Emilio jest jeszcze bardziej zadufany w sobie, niż można by przypuszczać, skoro miał tak słabą ochronę. Zapewne był przekonany, że nikt nie ośmieli się go zaatakować. Zwłaszcza w tym przybytku terroru.
Tylne drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem tuż obok mężczyzn. Lucio gestem kazał się zatrzymać pozostałym, a sam przesuwał się powoli w stronę wejścia. Usłyszał ciche westchnienie, a gdy wynurzył się z cienia, stanął naprzeciw młodej kobiety. Szybkim spojrzeniem ogarnął jej wychudzoną sylwetkę, zapadnięte policzki, zaczerwienione oczy – zdecydowanie była człowiekiem.
Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale kątem oka dostrzegła ruch i tam zwróciła spojrzenie. Przez chwilę mrużyła oczy, wpatrując się w cienie przy ścianach. Zacisnęła szczęki, a wzrok na moment utkwiła w czarnych tęczówkach mężczyzny, jakby oceniając, czy jest wart jej zaufania. Walka w niej trwała zaledwie jeden moment, nie dłużej niż uderzenie serca. Widocznie i ona nie była tu dobrze traktowana i pragnęła śmierci swego pana.
Kobieta skinęła głową i odsunęła się na bok, robiąc tym samym przejście Luciowi i innym, których dostrzegła w ciemnościach, albo może po prostu wiedziała, że w każdym cieniu może się coś kryć, a tam, gdzie ludzki wzrok nie sięga, lubi czaić się zło.
Jest teraz na pierwszym piętrze, żywi się – wyszeptała z bólem, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak ten wampir się posila. Zazwyczaj to ona szorowała parkiet, żeby nie została na nim choć kropla krwi, a znalezione części ciał jego ofiar wynosiła do stajni, gdzie urzędowały wilkołaki. Po stokroć jednak wolała to, niż jeśli sama miałaby stać się posiłkiem. – Po posiadłości krąży pięciu wampirzych strażników, reszta załatwia jego sprawy. Nie wrócą jeszcze przez kilka godzin. W lochach są więźniowie, nie wiem ilu i kto, ale pilnuje ich jeden dziki wilkołak, a tam – wskazała palcem podniszczony, sporych rozmiarów budynek – jest ich więcej.
Dziękuję. – Lucio prawie uśmiechnął się do kobiety, żeby choć trochę poczuła się lepiej. – A teraz, dla własnego bezpieczeństwa, uciekaj stąd.
Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać. Podciągnęła materiał zniszczonej spódnicy i rzuciła się w stronę drogi z kamienia, która prowadziła do miasta. Nawet nie przemknęło jej przez myśl, żeby się odwrócić. Chciała znaleźć się od tego miejsca jak najdalej, a przede wszystkim zapomnieć o tym, co tam widziała. Tylko czy to będzie kiedykolwiek możliwe? Tyle cierpienia, krwi, krzyków, bólu... Tego nie da się zapomnieć. Poza tym jak ma spać spokojnie, wiedząc, że po świecie chodzą takie istoty jak wampiry, wilkołaki i kto wie, co jeszcze? Jednak nie to było najgorsze, bo przecież znacznie łatwiej byłoby żyć z myślą, że tylko te stworzenia potrafią tak krzywdzić, ale to nie było prawdą. Znaczną większością oprawców byli ludzie, na dodatek bardzo zamożni. Wymyślali najróżniejsze tortury dla własnej, chorej satysfakcji, po czym odchodzili z euforycznymi uśmiechami. Wampiry przynajmniej skracały męki swych ofiar, pozbawiając ich życia.
Lucio wpatrywał się w sylwetkę kobiety, zastanawiając się, czy będzie w stanie jeszcze żyć normalnie. Ale w końcu stopiła się z ciemnością i nawet on nie mógł jej dostrzec, choć nadal słyszał urywany oddech. Zamrugał kilkakrotnie, skupiając się na obecnej chwili. Wziął głęboki wdech, przyglądając się grupce otaczających go wampirów.
Zajmijcie się wilkołakami – rzucił do czterech podwładnych po swojej lewej. – Wy zlikwidujcie strażników i wszystko, co spotkacie, a będzie nam zagrażać. Anton, idziesz ze mną po Emilia. Spotkamy się przed wejściem do lochów.
Po ostatnich słowach towarzysze jakby się rozpłynęli, pozostawiając dwóch wampirów samych. Anton spojrzał na swojego przywódcę z niebezpiecznym błyskiem w oczach. Uśmiechnął się szeroko, przerzucając ostrze z jednej do drugiej dłoni i zniknął w mrokach wnętrza budynku, a zaraz za nim podążył Lucio.
Jak się okazało, wcale nie musieli znać rozkładu pomieszczeń, bo zapach świeżej krwi przyciągał ich jak magnes. Choć wyczuli, że jest inna, to nawet się nad tym nie zastanowili. Skradali się korytarzami, ale nie napotkali żadnego wampira, ani choćby śladu ich obecności.
Komnata Emilia przypominała rzeźnię. Parkiet był pokryty lepką krwią, a z łóżka zwisało ciało młodej kobiety. Może nawet jeszcze nie kobiety, bardziej przypominała nastolatkę. Jasne włosy rozsypały się wokół głowy, a ich końce dotykały podłogi, przez co nasiąknęły czerwienią. Wpatrywała się martwymi oczami w Lucia, mając lekko rozchylone usta, które niegdyś były bladoróżowe, a teraz sine. Zupełnie jakby chciała wyszeptać „pomóż mi”. Na szyi widniały szarpane rany. Zapewne od kłów, ale widząc ich rozmiar, można było stwierdzić, że chodziło tylko o zadanie bólu, a nie o pożywienie się. Blada skóra pocięta została ostrymi pazurami Emilia. Niektóre cięcia były ledwie zadrapaniami, ale za to inne wydawały się być głębokie na dwadzieścia centymetrów. Bawił się tą dziewczyną i napawał się jej bólem. Stał nad nią, gdy wydała ostatnie tchnienie. Taki właśnie był Emilio.
To wampirzyca – oznajmił Anton, robiąc krok w stronę ciała. Miał nadzieję usłyszeć słabe bicie serca, niestety na próżno. – Nie żyje.
Oczywiście! – zaśmiał się chrapliwe Emilio, odwracając się od okna. – Była słaba. I tak by umarła.
W oczach Emilia gościło szaleństwo. Niegdyś potężny i szanowany wampir zamienił się w obłąkanego psychopatę. Początkowo wszyscy przymykali oczy na jego wyskoki, ale gdy zaczął wybijać młode wampiry, a siebie kazał nazywać następcą Draculi, miarka się przebrała.
Jeśli ktoś liczył na długą i spektakularną walkę, to niestety był rozczarowany. Lucio w czasie krótszym niż mrugnięcie doskoczył do wampira, a w następnej sekundzie odskoczył od niego. Emilio uśmiechnął się kpiąco, ale gdy chciał zrobić krok do przodu, zastygł. Na jego twarzy drwina ustąpiła miejsce niedowierzaniu. Tam, gdzie powinno znajdować się serce, była tylko ziejąca pustką dziura. Podniósł wzrok na intruzów i dopiero wtedy dostrzegł, że Lucio ściska w dłoni organ, który był mu tak niezbędny do życia. Mężczyzna wyciągnął ręce w stronę swojego serca, zachwiał się i z głuchym hukiem upadł na podłogę, kończąc swój nędzny i pełen terroru żywot.
Anton spojrzał na ciało, z którego wciąż wylewała się krew, po czym przeniósł wzrok z powrotem na Lucia.
I po zabawie. – Wzruszył ramionami i skierował się do drzwi.
Przeciągłe wycie na zewnątrz urwało się nieoczekiwanie. Ludzie Lucia kończyli swoje zadanie, rozprawiając się z wilkołakami. Sądził, że strażnicy też już nie żyją, ale nie mogli ryzykować. Zanim Anton wyszedł, kazał mu sprawdzić całe pierwsze piętro, a sam podszedł do wampirzycy leżącej na łóżku. Westchnął cicho i zamknął jej powieki. Ciało ułożył na materacu, owijając w niegdyś białe, a teraz brudne od krwi prześcieradło. Zasłużyła chociaż na tyle.
Powyrywał okiennice, porozsuwał ciężkie zasłony, a jedną z nich zawiązał wokół szyi Emilia i wyrzucił go na zewnątrz. Ciało przez chwilę się bujało, po czym zawisło smętnie bez ruchu. Zapewne jeśli spojrzeć z podwórza na mury, obraz powodowałby dreszcze. Wisielczy król na włościach.
Świt zrobi swoje. Nie pozostanie śladu po tyranie, a wpadające przez okna promienie słońca zamienią w pył również ciało wampirzycy.

– Lucio! – warknięcie wyrwało go z zamyślenia. Wyglądało na to, że Nikolaj próbował go przywołać już od dłuższego czasu. – Miękniesz na stare lata, przyjacielu.
– Po prostu wolałbym, żebyś jej nie drażnił.
– Postaram się. – Wampir wyszczerzył się w szerokim uśmiechu, na co Lucio przewrócił tylko oczami.
Znał przecież Nikolaja dostatecznie długo, żeby mieć pewność, że nie spełni jego prośby. Znał też Camillę, a ona nie dawała z siebie kpić. Starcie dwóch niszczących sił. Czekały go naprawdę ciężkie dni, choć z drugiej strony mogły być dość pouczające, a co najważniejsze – zabawne. O ile nie skończy się to czyjąś śmiercią.

6 komentarzy:

  1. Hmm coraz ciekawiej.
    Dajesz się poznać z jak najlepszej strony a ta historia wciąga.
    Nie spodziewałam się że Lucio ma taką krwawą historię chociaż mogłam podejrzewać, że w jego przeszłości mogło być coś takiego.
    To nawet do niego pasuje.
    Trochę brakowało mi Camille. Polubiłam jej postać i dodaje barwności opowiadaniu.
    Nikolaj również zasługuje na uwagę. Swoją drogą bardzo intrygujące imię.
    Może być naprawdę ciekawie jeśli odpowiednio pograsz z postaciami.
    Czuje u Ciebie wszystko to co pokochałam w wampirzym świecie.
    Będę czekać na kolejną część.
    Pozdrawiam mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba. :) Postaci jest kilka, a chcę, żeby każda miała swoje pięć minut, więc nie wszystko może się dziać wokół Camilli.
      Lucio nie tylko uśmiechem zdobył pozycję przywódcy wampirzego klanu, choć uśmiecha się uroczo. :) Może teraz jest grzeczny i ułożony, ale kiedyś zabijał z przyjemnością.
      Sam Nikolaj jest tajemniczy, nawet dla mnie. Zresztą, jeśli ktoś mieszka na jakimś pustkowiu z własnej woli, to musi mieć jakieś mroczne sekrety.

      Usuń
  2. Ta dziewczyna ze wspomnień Lucio to Cama? Biedna, nawet nie chce sobie wyobrażać przez co musiała przechodzić. Jestem ciekawa w jakim celu przybył Nikolaj i czy może będzie musiał współpracować z Camille? Lucio jest taki ułożony, wydaje się być niegroźny, ale to pewnie tylko pozory. No i Nikolaj chętnie dowiedziałabym się o nim więcej.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyna, którą znaleźli była martwa, a Cama jest żywa, więc bez obaw.
      A żeby zaspokoić dalszą ciekawość, będziesz musiała poczekać. ;)
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
  3. „Nie lubił jak ktoś mówił mu, jak ma rządzić swoimi ludźmi, a zwłaszcza, gdy chodziło o tą jedną wampirzycę.” – TĘ wampirzycę ;)

    Rozdział jeden z najlepszych jak do tej pory, przynajmniej dla mnie. Uwielbiam dawne czasy, a retrospekcja Lucio była po prostu doskonałe. Pochłonęłam całość ot tak i czuję niedosyt, dlatego bardzo cieszy mnie, że mam jeszcze do nadrobienia piąteczkę – a więc wprowadzenie trzeciej z kobiet, jak sądzę. Każda na tę chwilę jest inna i dobrze, zresztą tak jak i to, że skupiasz się również na innych postaciach. Wprowadzenie odrobiny historii również dodaje temu smaczek, bo czyni wszystko bardziej rzeczywistym, a przecież o to chodzi.
    Lucio ma w sobie coś wyjątkowego, w innym sensie niż Nikolaj ze swoim trudnym do określenia charakterkiem. Hm… Może dlatego, że jest tak nienaturalnie spokojny, ułożony i niebezpieczny zarazem. Nie działa impulsywnie, a to zdecydowanie jego zaleta, bo dobry przywódca powinien być rozważny. Co więcej, mam wrażenie, że zachował współczucie i odrobinę człowieczeństwa, a to mimo wszystko ważne, choć może zostać wykorzystane jako słabość. Niemniej wystarczy poczytać o tym, co sądzi o Camie – o tym, że wciąż się nią opiekuje – by zauważyć, że nie jest bestią bez serca.
    Na początku pomyślałam, że śmierć Emila wyszła trochę zbyt prosto, ale po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że to dobrze. To jedna z tych osób, które robią wokół siebie dużo szumu, ale tak naprawdę są słabe. Ignorant, któremu wydawało się, że ma coś do powiedzenia, kiedy znęcał się nad słabszymi. Zachowywał się jak zwierzę, więc jak najbardziej zasłużył na taki koniec. Samo to, że mógłby porównywać się do Draculi, mnie rozbawiło, bo po samym prologu widać, że pierwszy z wampirów jest zupełnie inny – i że ma klasę.
    To Camilla uciekła po tym, jak wskazała im drogę? Zastanawiam się, czy to znaczy, że Lucio później ją odnalazł i się zlitował, czy może to akurat była przypadkowa kobieta, a Cama została znaleziona gdzieś w twierdzy, tym bardziej, że mowa była o więźniach w lochach. W sumie to i tak mało istotne, bo najważniejsze pozostaje, że po przebywaniu w takim miejscu naprawdę mogła się załamać. Niewinność łatwo zniszczyć, a w jej przypadku… Cóż, zmiana charakteru diametralna.
    No nic, weny życzę! :D Bo jest ciekawie i to bardzo; rozdziały są krótkie i lekkie, więc chłonie się je ot tak. Ech, zresztą wszystko wydaje się lepszą alternatywą od nauki na kolosa z francuskiego xD

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już poprawiłam! Dzięki. :)
      Cieszę się, że rozdział się podoba, szczególnie, że nie był planowany. Napisałam go, do teraz nie wiem dlaczego, ale jestem z niego zadowolona.
      Tak, dokładnie. Następny rozdział jest o Marcie. Czekam na opinię na jej temat, bo praktycznie zawsze interpretujesz postać dokładnie tak, jak chcę żeby została odebrana. :)
      Szybka i bezproblemowa śmierć Emilia... Hmm... Początkowo też miałam obiekcję i chciałam, to zmienić, ale! ;) ostatecznie stwierdziłam, że tak będzie dobrze. Lucio jest potężnym wampirem, i taką śmiercią Emilia, chciałam to podkreślić. No i znów trafiłaś w sedno, podsumowując jaką osobą był Emilio.
      O tym, co przeżyła Camilla, będzie w osobnym rozdziale, na ten moment myślę, że gdzieś w okolicach dwunastego rozdziału.
      Oj, jak ja się cieszę, że studia mam za sobą. Nie tęsknie za egzaminami, zaliczeniami, prezentacjami itp., itd. ^^

      Usuń