07 stycznia 2017

Rozdział trzeci


Camilla
Wściekłość – jedno słowo, które idealnie pasowało do niej w tym momencie. Camilla była po prostu, najzwyczajniej w świecie, wściekła jak cholera. Miała ochotę rzucić się na kogoś i rozszarpać go na strzępy. I nie miało najmniejszego znaczenia, kto by to był. Człowiek, wampir, wilkołak – obojętnie, byle zaspokoić rządzę mordu. Albo najlepiej, żeby było ich z dziesięciu. Nawet nie pamiętała, kiedy ostatni raz się tak czuła. Ale było coś jeszcze. Odczuwała również wstyd... A może przede wszystkim wstyd i dlatego była taka wściekła. Pierwszy raz poniosła porażkę i nie osłodził jej fakt, że i tak znalazła mordercę, a mimo przemożnej ochoty rozerwania mu gardła, zawlokła go do stóp Michałowskiego i to w jednym kawałku.
Komendant jednak był mądrym człowiekiem, bo nie ośmielił się zwrócić uwagi na jej wygląd. I dobrze dla niego. Lucio z pewnością nie byłby zadowolony, gdyby w nerwach pozbawiła życia kogoś takiego. Byłaby afera na cały klan, o kraju nie wspominając. Nie jest łatwo zamieść pod dywan morderstwa komendanta, a chłopcy z posterunku z pewnością urządziliby sobie polowanie na nią. Choć to akurat wydawało się całkiem zachęcającą perspektywą... Zresztą, o czym ona myślała? Przecież w końcu Michałowski tylko jej podziękował za szybkie załatwienie sprawy. Ba! Nawet uścisnął jej dłoń! Nie zrobił nic, co by ją sprowokowało.
Kącik jej ust uniósł się ku górze w krzywym uśmiechu. Zabawnie było słuchać, jak to bydle się jąkało i błagało, żeby go przed nią obronili... Bo przecież był niewinny, nic złego nie zrobił... Śmiał ją nazwać potworem, oskarżać, że chciała go zabić. Chociaż może i pierwsze i drugie było prawdą. Jeszcze zarzekał się, że ktoś chciał go przed nią uratować, jakiś dobry człowiek...
Człowiek... Nie człowiek, tylko pierdolony, obcy wampir! Ale jak mogła dać się tak podejść...?
Przecież była jedną z najlepszych, nawet Antonowi potrafiła skopać tyłek, choć był od niej starszy i powinien być silniejszy. Podejrzewała, że nawet dałaby radę Luciowi, ale takie myśli zostawiała tylko i wyłącznie dla siebie. Można by się pokusić o stwierdzenie, że przemawia przez nią pycha, ale nic z tych rzeczy, takie były fakty. Była świetnie wyszkolona i pewna swych umiejętności. Lata walk zrobiły swoje, a ona je uwielbiała. Wtedy przynajmniej nie musiała się przed niczym powstrzymywać. Chciała kogoś zabić? Po prostu to robiła i nie było o to wielkiego hałasu. Co prawda zabicie człowieka nie było żadnym wyzwaniem, są przecież tacy słabi... Za to potyczki z wilkołakami, a jeszcze lepiej z innymi wampirami, przynosiły ze sobą wiele frajdy. Adrenalina we krwi napędzająca do działania – to było to. Właśnie do tego została stworzona, żeby walczyć. A teraz? Wampiry stały się cywilizowanymi istotami, w większości żyjącymi w symbiozie z ludźmi, a buntowników się likwidowało. Zdecydowanie nie chciała zostać unicestwiona, więc, choć z oporami, przystosowała się.
Nawet wilkołaków nie wolno było jej zabijać bez wyraźnego pozwolenia, ale to się raczej nie zdarzało. Poza tym one też się uspokoiły. Nie były już takie waleczne, nie stawiały się, a do tego mieli przecież rozejm. Jedyne, co mogła zrobić, to uśpić któregoś za wkroczenie na ich teren. No i był jeszcze Paweł. Trzymał wilkołaki w ryzach. Ciekawe, czy wyczuł nieznajomego...
Zaklęła pod nosem, żeby nie warknąć. To cię nauczy, żeby nie bawić się jedzeniem – powtórzyła w myślach. W tym momencie najchętniej wróciłaby do rezydencji, wzięła długi prysznic, przebrała się i udawała, że ta sytuacja nie miała w ogóle miejsca, ale jej urażona duma nie mogła spowodować, że ukryje obecność obcego na ich terytorium.
Cama kluczyła między tłumem w Immortals, starając się zapanować nad burzą szalejącą w jej wnętrzu. Co rusz trącała kogoś ramieniem i oczywiście nie zwracała najmniejszej uwagi na odgłosy oburzenia, zresztą tak samo jak na mordercze spojrzenia. Jednak miała cichą nadzieję, że ktoś się wkurzy na tyle, że doskoczy jej do gardła, a ona będzie miała pretekst do wszczęcia bójki; to z pewnością rozładowałoby jej napięcie.
Anton, który stał przy schodach, prawie parsknął śmiechem na jej widok. Choć w ostatniej chwili się powstrzymał, nie uszło to uwadze wampirzycy. Poza tym w jego oczach nadal gościły iskierki rozbawienia, czym się zdradzał. Wyszczerzyła na niego zęby jak wściekły pies, a on uniósł dłonie w geście kapitulacji. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak wygląda. Potargane włosy, w których zaplątały się suche liście, poplamione ubranie, diabli wiedzieli od czego. Miała nadzieję, że te dziwne plamy to tylko błoto. I oczywiście nos, który nadal był fioletowy! Pocieszającym było jedynie to, że już się prosto zrósł. Jeśli musiałaby go łamać... Zdecydowanie zabiłaby kogoś tej nocy, a zważając na głupkowaty wyraz twarzy Antona, byłby to on.
Wyminęła go z cichym pomrukiem wydostającym się gdzieś z głębi gardła. To zaciskając, to rozluźniając dłonie, obiecała sobie w duchu, że nie puści mu tego płazem. I nie pomoże mu ta ładna buźka. Odwdzięczy się mu i to z nawiązką, w najmniej oczekiwanym momencie... W tej chwili takie rozwiązanie było satysfakcjonujące, dzięki czemu jeden kącik jej ust uniósł się nieznacznie ku górze.
Wchodząc po schodach, znów wróciła myślami do nieudanego polowania, przez co zazgrzytała zębami, a znikome ślady zadowolenia po prostu wyparowały. Rzuciła jeszcze jedno szybkie spojrzenie na parkiet, szukając tam kogoś, kim będzie mogła się pożywić. Nic jeszcze nie jadła dzisiejszej nocy, a energii straciła więcej, niż by sobie tego życzyła. Wyłapała wzrokiem młodą dziewczynę. Stała pod ścianą z rękoma zaplecionymi na piersi. Wyglądała na niezadowoloną, że tu przebywa, a dodatkowym plusem było, że nie wyglądała zdzirowato. Cama doszła do wniosku, że jej kolacja została zaciągnięta do Immortals przez jakąś przyjaciółkę, więc raczej nie była typem imprezowiczki, co znaczyło tyle, że będzie smaczniejsza. Czysta krew bez używek zawsze była lepsza, a z każdym rokiem było jej coraz mniej. Oderwała wzrok od dziewczyny, a już po chwili wtargnęła do gabinetu Lucia jak trąba powietrzna, nie zwracając zupełnie na nic uwagi.
Jakiś obcy jest w mieście! I podarł moją ulubioną bluzkę! – Właśnie zaczęła się skarżyć jak małe dziecko, naciągając jednocześnie materiał czarnej koszulki, gdy zesztywniała, bo dotarło do niej, że nie są sami.
Jak zawsze, gdy wyczuwała zagrożenie, zadziałała instynktownie. Odruchowo sięgnęła pod kurtkę, a ułamek sekundy później wymierzyła pistolet w sam środek głowy mężczyzny, który siedział na kanapie i popijał whisky. Dźwięk zgrzytania zębów rozniósł się po pomieszczeniu, a zdawałoby się, że w fiołkowych oczach zapłonął ogień.
Zlustrowała intruza. Wyglądał na około czterdzieści lat, ale z pewnością miał znacznie więcej, jak to praktycznie każdy wampir, którego poznała. Musiała sama przed sobą przyznać, że był przystojny, ale to też było przecież domen nieśmiertelnych. Ten osobnik prezentował się wręcz idealnie. Mięśnie lekko drgały pod cienkim materiałem koszuli. Zapewne był gotów do obrony, gdyby się na niego rzuciła. Jednak twarz nie zdradzała żadnych emocji. Każdy brązowy włos spoczywał na swoim wyznaczonym miejscu, niebieskie oczy były czujne i widziała w nich inteligencję, ale również arogancję, co nigdy nie wróżyło niczego dobrego, zwłaszcza jeśli chodziło o jej osobę.
To ty – wysyczała w jego kierunku, na co wampir uśmiechnął się drwiąco, podnosząc w górę szkło, jakby się z nią witał.
Camillo, to Nikolaj. Mój przyjaciel, jeszcze z dawnych czasów. Mogłabyś odłożyć broń? – Lucio wpatrywał się w profil podopiecznej.
Nie obchodzi mnie, kim jest! Przez tego palanta uciekł mi tamten skurwiel! Musiałam jeszcze raz go szukać. – Zacisnęła zęby, a po chwili dodała z jeszcze większą wściekłością. – Czy ty masz pojęcie, gdzie tak przerażone szczury potrafią się schować? W kanale! I to, kurwa, dosłownie!
Może trochę pomyliłem się w osądzie sytuacji, byłem przekonany, że to twoja kolacja. – Nikolaj wzruszył ramionami, a ton głosu wskazywał na to, że w ogóle nie czuł się winny.
Nigdy nie pożywiłabym się takim ścierwem. – Każde słowo wypowiedziała z odrazą, dodatkowo krzywiąc się, żeby podkreślić, jak bardzo nietrafione było jego przypuszczenie. Wolałaby jeść robaki niż wyssać krew z kogoś takiego jak tamten facet, ale skąd mógł wiedzieć. Przecież nie zapytał o nic, tylko ją znokautował.
Camillo, proszę... – Lucio chciał zabrać jej pistolet, ale warknęła na niego niczym rozjuszone zwierzę, więc zrobił krok w tył z uniesionymi rękoma.
Co on tu robi? – Pytanie było skierowane do Lucia, choć nie spuszczała wzroku z wampira siedzącego na kanapie, nawet nie mrugnęła.
Wydarzyło się kilka rzeczy, które są dość niepokojące i musimy je omówić.
Czyli co?
Kobiety nie powinny się mieszać w niektóre sprawy. – Nikolaj wziął spory łyk bursztynowego płynu, a w jego oczach dostrzegła niebezpieczne błyski. – Zwłaszcza piękne kobiety. Szkoda by było, gdybyś uległa uszkodzeniu.
Każdy normalny wampir przestraszyłby się takiego spojrzenia i emanującej od tego konkretnego osobnika mocy, ale nic z tego, ona nie była normalnym wampirem. Poza tym nie dawała się tak łatwo zastraszyć, zwłaszcza kiedy była na swoim terenie. Zresztą, co miało znaczyć „uległa uszkodzeniu”? Czy on właśnie jej groził? A może po prostu kpił? Jeśli sądził, że traktując ją w tak lekceważący sposób coś zdziała, to był w ogromnym błędzie. Praktycznie całe życie spędziła wśród mężczyzn, groźniejszych i silniejszych od niej, aż w końcu stała się taka sama – groźna, silna i nieprzewidywalna. Nie da się odstawić na boczny tor.
Uśmiechnęła się szeroko, ukazując kły w całej okazałości i jednocześnie przechyliła delikatnie głowę. Patrząc tak na nią, dało się wyczuć nutę szaleństwa w jej osobie.
Co wcale nie znaczy, że tego nie zrobię.
Nikolaj przeniósł wzrok na przyjaciela, a ten się zastanawiał. Trwało to zdecydowanie zbyt długo, co wyraźnie irytowało Camillę. Zacisnęła szczęki, powstrzymując się, żeby nie warknąć na Lucia. Musiał wyczuć w niej napięcie, bo skinął głową, dając tym przyzwolenie Nikolajowi na wyjaśnienia.
Lilith. Mówi ci to coś? – Mężczyzna uniósł jedną brew w górę, wyczekując odpowiedzi.
Demon? – zapytała z powątpiewaniem. – To tylko mit.
Ignorancja młodych wampirów nie zna granic. – Nikolaj posłał Luciowi znaczące spojrzenie. – Nie, piękna. Lilith to nie mit, tylko śmiertelnie niebezpieczny demon, który znów znalazł dla siebie naczynie i chodzi po ziemi.
Do tego od pewnego czasu w Rosji znikają młode wilkołaki, a uściślając, ktoś je porywa. – Lucio usiadł w swoim fotelu za biurkiem i zadudnił palcami o blat. – Podejrzewamy, że to ona.
A od kiedy obchodzą nas wilkołaki i to jeszcze spoza naszych terenów? – Cama zupełnie zignorowała temat Lilith. Po prostu nie wierzyła w nią i sądziła, że sobie z niej żartują. Natomiast wilkołaki były jak najbardziej żywe. Miały ciało i krew, a przede wszystkim wiedziała, jak je zabijać, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Znasz takie pojęcie jak polityka? – Obcy wampir kpił z niej, co tylko potęgowało niechęć do niego i oczyma wyobraźni widziała, jak rozrywa jego gardło zębami, a ten ironiczny uśmieszek znika z jego ust.
Ciekawe, że o tym wspominasz, skoro sam łamiesz uzgodnienia między klanami. Jakby nie było, przeszkodziłeś mi w polowaniu, za to chyba należy się kara?
Wampir zaśmiał się szczerze rozbawiony. Podobała mu się jej postawa. Nie dawała za wygraną, nie okazywała strachu, ale powoli zaczynała nudzić go ta rozmowa. Miał ważniejsze sprawy na głowie niż użeranie się z jakąś urażoną wampirzycą. Cama wyczuła zmianę jego nastawienia do niej, wiedziała, że jest znacznie starszy i silniejszy od Antona, a nawet od Lucia. Wyczuwała zupełnie inny rodzaj mocy, zresztą już pokazał, że może ją pokonać, a ona nawet nie zauważy kiedy, więc na nic zda się jej upór.
Dłużej się nie zastanawiając, wymierzyła broń w jego ramię i, nim zdążył zareagować, pociągnęła za spust. Siła postrzału wbiła go mocniej w oparcie kanapy. Zaklął siarczyście, przyciskając dłoń do rany. Powstrzymał się przed zaatakowaniem kobiety.
Jesteśmy kwita. – Uśmiechnęła się złośliwie, po czym ruszyła w stronę drzwi. – Oczywiście po tym, jak odkupisz mi bluzkę.
Suka – warknął za nią Nikolaj, ale nie ruszył się z miejsca, a na niej nie zrobiło to większego wrażenia.
Kierując się do drzwi, leniwym ruchem uniosła do góry wolną dłoń i pokazała Nikolajowi środkowy palec. Po chwili zniknęła za drzwiami, odprowadzona wzrokiem dwóch wampirów.

I przybyłam z trzecim rozdziałem! ^^ Bardzo dziękuję za miłe słowa, w odniesieniu do poprzednich rozdziałów i oczywiście za odwiedziny. Mam nadzieję, że dalej będzie Was ta historia ciekawić.
Dziś troszeczkę lepiej poznajemy Camillę z jej wojowniczą i nieznoszącą sprzeciwu naturą. Wiem... Strasznie przeżywa to, że ktoś ją zaskoczył i skopał jej śliczny tyłeczek. Swoją chwilę miał również Anton, który z pewnością zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien się śmiać z wampirzycy, ale czy go to powstrzymało? Oczywiście, że nie! :) No i pojawia się tajemniczy Nikolaj, który powoduje, że w Camilli krew wrze (i to wcale nie w erotycznym sensie).
Kolejny rozdział już się pisze. W sumie, to go nie planowałam, ale jakieś takie natchnienie mnie dopadło. Czy więcej zamota, czy też wyjaśni? Zobaczymy jak już go skończę. :)

7 komentarzy:

  1. Czyżbym była pierwsza? Może uda mi się napisać komentarz zanim ktoś się pojawi xp.
    Podoba mi się Cami.
    Jest taka naturalna w swoim wampirzym życiu. Nie wyobraziłabym sobie jej jako człowieka. Po prostu to zdecydowanie do niej nie pasuje.
    Po za tym uwielbiam Twoje opisy.
    Są naprawdę wspaniałe i czyta się je jednym tchem.
    Jestem ciekawa co będzie dalej i w jakie kłopoty wpakuje się Camille.
    Czuje, że będzie z tego coś dobrego!
    pozdrawiam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Właśnie też nie potrafiłam wyobrazić sobie jej jako człowieka, a w wampirzym wcieleniu jest dokładnie taka, jaką chce, aby była. Z tą całą zadziornością, pewnością siebie i tym, że zazwyczaj najpierw zrobi, a później pomyśli. Aż sama się prosi o kłopoty, prawda? ;) No ale taka po prostu jest Camilla – idealna! :)
      Jest mi niezmiernie miło, że Ci się podoba i oczywiście zapraszam na ciąg dalszy.
      Pozdrawiam! ^^

      Usuń
  2. Hej! :D
    Uwaga. Dzieci na górze uczą się liczyć. Sądziłam, że to moda tylko na YouTube, ale najwyraźniej przechodzi i tutaj…
    Już kiedy zobaczyłam na górze imię Camy, wiedziałam, że będzie ciekawie. Byłam ciekawa, co takiego spotkało ją ostatnim razem, ale czegoś takiego zdecydowanie się nie spodziewałam. Nikołaj zdecydowanie wjechał jej na ambicję, zresztą mam wrażenie, że pod wieloma względami są do siebie podobni – oboje uparci i chwilami zbyt porywczy. Nie pytają, tylko działają, co kiedyś może okazać się zgubne.
    Pierwsze wzmianki o Lilith ;> Jasne, że pierwotnie nie uwierzyła w coś, co dotychczas wszyscy traktowali za legendę. To naturalne podejście, a przy tym zgubne, bo łatwo stracić czujność. Widzą, że coś się dzieje, choć Camilla to ignoruje, bo dotyczy istot, które rozszarpałaby gołymi rękami, gdyby jej pozwolić. Cóż, ona jest niesamowita xD Ten temperament powala, a ja na tę chwilę po prostu ją uwielbiam ^^ Jeszcze ta końcówka, kiedy strzeliła gościowi w ramię i wyszła, wcześniej pokazując mu środkowy palec. Jak szalone jest to, że widziałabym ich jako parę? xD Takie mieszanki wybuchowe są bardzo fascynujące, więc liczę na więcej takich scen, bo czyta się o nich genialnie.
    Widać, że polityka się zmieniła. Swoją drogą, ładnie to wplotłaś, dając obraz zmian, które zaszły na przestrzeni lat – i to w kwestii relacji z ludźmi, jak i wilkołakami. Camę to męczy, a ja mam wrażenie, że gdyby nagle okazało się, że pragnieniem Lilith jest przywrócenie dawnego porządku, dziewczyna mogłaby ulec… Ale to tylko moje gdybanie.
    Swoją drogą, jestem zdziwiona, że nie potrafisz wyobrazić jej sobie jako człowieka. Nie wiem, jak wyglądałby Twój zamysł, ale przy obecnym charakterze i wzmiankach o warunkach, w jakich stała się taka jak teraz, bardzo prosto mi zobaczyć Camillę jako kruchego i delikatnego człowieka, któremu z dnia na dzień odebrano niewinność. Jednego by to zniszczyło, ją zahartowało; całkowita zmiana o sto osiemdziesiąt stopni, aczkolwiek… Możliwe, że ma w sobie coś, co pozwala jej funkcjonować wśród ludzi – nie współczucie, ale na pewno instynkt przetrwania. Cóż, na pewno jest trudna, ale to otoczenie ją takim uczyniło.
    Czekam na czwóreczkę. Weny życzę, bo to podstawa! ^^

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! :)
      Dziś strasznie ciężko mi się skupić i wręcz nie potrafię zebrać myśli w jedną spójną całość, żeby Ci odpowiedzieć. A próbuję, to zrobić od godziny...
      A nawiasem mówiąc, w tamtym tygodniu byłam na policji złożyć zeznania (i wcale nie tyczyły się wampirów), a pan policjant uświadomił mi (choć niezamierzenie), jak bardzo skrótowo myślę. Z tego też względu czasami mam problem z ubraniem w słowa swoich myśli. Przez co zdarza się, że w moich wypowiedziach jest wiele niejasności lub niedomówień. I ogólnie ciężko mnie zrozumieć. Ale do czego zmierzam – Cama będąca człowiekiem.
      Chodziło mi o to, że nie potrafię jej sobie wyobrazić jako człowieka, w tym konkretnym opowiadaniu, bo dla mnie jest idealną wampirzycą. Od początku nią była, jak tylko powstała w mojej głowie. I nie potrafiłabym teraz zrobić z niej ludzkiej istoty.
      A dodatkowo wydaje mi się, że jeśli zrobiłabym z niej człowieka o takim temperamencie, to każdy wampir wypadłby przy niej blado.
      No ale była człowiekiem, na dodatek tak jak napisałaś, Camilla była krucha i delikatna, a później modliła się o śmierć (tyle mogę zdradzić), która jednak nie nadeszła.
      Mam wrażenie, że i tak nie wytłumaczyłam dlaczego nie potrafię wyobrazić sobie jej jako człowieka... Trudno, teraz i tak nie dostanę olśnienia i nie wyjaśnię tego dostatecznie dobrze i jasno. Więc, przepraszam.
      Czwórka pojawi się dziś (jeśli znajdę w sobie tyle sił), ewentualnie jutro. Mam taką nadzieję. :)
      Pozdrawiam ^^

      P.S. Dziękuję za „wydanie polecenia służbowego” – jak to ujęła Ice Queen. ;)

      Usuń
    2. Och, ja tam zrozumiałam, co masz na myśli – tak sądzę :D Nie potrafisz jej sobie wyobrazić sobie człowieka o takim temperamencie, co zrozumiałe. Jeśli spojrzeć na to pod tym względem, jak najbardziej mieszanka wybuchowa. Niemniej jako człowiek była inna, co potwierdziłaś, więc sprawa jest o tyle prostsza, że ten temperament przyszedł z czasem, wraz z przemianą i kolejnymi doświadczeniami :3
      Czekam w takim razie. A co do Gabi (Ice Queen), to nie ma za co, tym bardziej, że gdyby nie chciała, to nie zaczęłaby czytać. Ja po prostu poleciałam do najlepszej przyjaciółki z linkiem i takim „Paaaaczaj jakie fajne”. Najwyraźniej zadziałało, co i mnie cieszy =P

      Nessa.

      Usuń
  3. Uwielbiam Camille! Jest jak uśpiony wulkan, który w każdej chwili może wybuchnąć ;) Coś czuję, że jej relacja z Nikolajem będzie rownie wybuchowa, prawda?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym, że nawet wybucha raz za razem. Camilla raczej nie jest w stanie utrzymać nerwów na wodzy, choć się bardzo stara. ;)
      Nie ma to jak nienawiść od pierwszego wejrzenia. Pewnie jakbym pozwoliła Camie działać po swojemu, to Nikolaj straciłby oczy. :)

      Usuń