27 lutego 2017

Rozdział dziewiąty


♪ Footsteps – Pop Evil ♪

Amelia
Powoli otworzyła oczy, jakby sprawdzając, czy nadal jest do tego zdolna. Ile czasu tu była? Choć zdecydowanie lepszym pytaniem było, gdzie się znajdowała? Ale ani na jedno, ani na drugie nie znała odpowiedzi. Wszystko pamiętała jak przez mgłę, a przywołanie jakiegokolwiek wspomnienia zdawało się być niemożliwe. Zresztą tak samo jak utrzymanie pełnej świadomości, bo to, co jej podawano, powodowało ciągłą senność. W pewnym momencie nawet przestała się starać, żeby się ocknąć. Nieświadomość była znacznie lepsza niż te chwile, gdy ją wybudzano. Jednak tym razem było inaczej. Obudziła się samodzielnie, bez wysiłku, a w pomieszczeniu nie było nikogo. Mimo panującej wokół ciemności widziała wszystko wyraźnie, co było w równym stopniu fascynujące jak i przerażające.
Zrobiła głęboki wdech i niemal od razu tego pożałowała, bo ostry ból przetoczył się przez jej ciało. Szarpnęła się, ale żadnego efektu nie uzyskała. Utwierdziła się jedynie w przekonaniu, że nadal leżała na zimnym, metalowym stole, do którego była przykuta. W normalnych warunkach powinna dostać odleżyn, ale wydawało się, że jej ciało przywykło do takiego podłoża i w żaden sposób nie reagowało.
Zmieniła się, jej organizm był teraz inny i to zapewne przez to, co jej wstrzykiwali. Kilka razy słyszała, jak mówili o tym, że to wampirza krew. Nie potrafiła przyjąć tego do wiadomości. Przecież to było jakieś wariactwo! Choć nawet jeśli usilnie przekonywała samą siebie, że to wszystko jest nieprawdziwe, to w głębi duszy wiedziała, iż jest zupełnie inaczej.
Mimowolnie zacisnęła dłonie, a pod powiekami zapiekły łzy. Zrobili z niej potwora, który łaknie ludzkiej krwi. Nieważne jak daleko odsuwała od siebie tę potrzebę, za każdym razem, gdy ktoś znalazł się w pomieszczeniu, czuła wręcz bolesne pragnienie. Czasami jednak miewała lepsze dni, gdy mogła myśleć zupełnie trzeźwo, a nie wpatrywać się w szyje przychodzących tu osób.
Niestety ten dzień do takich nie należał. Właśnie dlatego się obudziła, bo szaleńcza potrzeba krwi trawiła ją od środka. Kły pulsowały boleśnie, a ona nie mogła nic zrobić, żeby ulżyć sobie w cierpieniu. Czuła, jak jej wnętrzności skręcają się, pozbawione pożywienia.
Wciągnęła powietrze nosem, głęboko do płuc, chwilę je tam przetrzymała, po czym wypuściła przez usta. Początkowo była to istna męczarnia, ale po kilku powtórzeniach mogła częściowo zapanować nad pragnieniem. A skupianie się na typowo szpitalnym zapachu pomagało na tyle, że głód stawał się znośny. Zdecydowanie wolała pozostać nieprzytomna, a może nawet umrzeć.
Ciekawe, czy w ogóle ktoś zgłosił jej zniknięcie, albo chociaż zauważył, że jej nie ma. W biurze zapewne ucieszyli się z jej nieobecności, a pocztą wysłali jej wypowiedzenie umowy ze skutkiem natychmiastowym za opuszczenie miejsca pracy. Ale czy był sens teraz się tym przejmować? Nie. W końcu była w znacznie gorszej sytuacji niż utrata pracy, której szczerze nie lubiła, skoro leżała przywiązana do tego cholernego łóżka, nie będąc już człowiekiem.
Z kącików oczu znów popłynęły łzy. Przecież to było niesprawiedliwe. Nie zrobiła w życiu nic złego, za co teraz miałaby ponosić karę. Zresztą, czasami jej się wydawało, że od samych narodzin prześladował ją pech. Nic nie było takie, jak by tego chciała, zawsze miała pod górkę, a marzyć przestała już jako mała dziewczynka.
Uniosła nieznacznie głowę i zamrugała kilkukrotnie, chcąc zobaczyć coś przez załzawione spojrzenie. O dziwo nastąpiło to zaskakująco szybko, ale chyba powinna się do tego przyzwyczaić, bo jej zmysły działały teraz inaczej. Wpatrywała się w drzwi, w których ktoś przekręcił klucz. Zaciągnęła się powietrzem i dokładnie wiedziała, kto za kilka sekund wejdzie do środka.
Nie lubiła Adama. Nie była do końca pewna, kim on jest, bo ani nie był lekarzem, ani pielęgniarzem, ale przychodził do niej zaskakująco często, a sposób, w jaki na nią patrzył, przyprawiał ją o mdłości.
Już po chwili jarzeniówki zamrugały, przez co Amelię na moment oślepiło. Zatrzepotała powiekami, a jej źrenice to rozszerzały się, to znów kurczyły, aż przyzwyczaiły się do panującej w pomieszczeniu jasności.
– Moja ulubienica nie śpi? – W głosie mężczyzny pobrzmiewała serdeczność, a mimo to kobietę po plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz.
Położyła głowę z powrotem na blacie i zacisnęła zęby, gdy był już blisko niej. W końcu jego twarz zamajaczyła nad jej obliczem, a uśmiech, którym ją obdarzył, wydał się kobiecie obleśny. Wbiła paznokcie w dłonie, żeby odwrócić swoją uwagę od żyły na jego szyi i tego cholernego szumu krwi, który słyszała aż nazbyt wyraźnie, gdy się nad nią pochylał. Przełknęła z trudem ślinę, ale nie odezwała się. Milczała nawet wtedy, gdy gładził delikatnie jej włosy, a później przeniósł palce na policzki.
Bała się, do czego mężczyzna mógł się posunąć. Co prawda jak na razie nie obmacywał jej, nawet nie próbował, ale gdzieś w głębi duszy wiedziała, że to tylko kwestia czasu. Ten mężczyzna był spaczony, a z pozoru przystojna twarz kryła złego człowieka. W końcu nikt o dobrym sercu nie robi czegoś, co zrobiono jej. Tutaj wszyscy byli popieprzeni i to zdrowo.
– Pamiętasz tego chłopaka, o którym ci ostatnio opowiadałem? – zapytał, ale nie spodziewał się odpowiedzi. Przywykł, iż blondynka od pewnego czasu tylko milczała albo krzyczała z bólu. – Nie żyje. Już myśleliśmy, że się udało. Ale niestety, wczoraj jego serce przestało bić. Tak więc, nadal pozostajesz jedyną hybrydą. To wspaniałe, prawda?
Adam odszedł od łóżka, a Amelia znów zaczęła płakać. Jak na razie to ciągle ktoś tu umierał, a on zawsze ją o tym informował. Nie wiedziała, czy to, że ona jeszcze żyje, można było uznać za fart. Gdyby i jej serce się zatrzymało, w końcu miałaby święty spokój.
Gwałtownie odwróciła głowę, gdy mężczyzna zaczął operować przy jej kroplówce. Rozszerzyła oczy w przerażeniu, na co on się tylko uśmiechnął.
– Spokojnie. Dziś żadnego bólu. – Wstrzyknął zawartość strzykawki i przekręcił pokrętło przy wężyku. – Coś na uspokojenie. Zabieram cię na spacer, a nie chcemy, żeby coś głupiego przyszło ci do głowy.
Amelia jeszcze mocniej zacisnęła dłonie. Nie spodziewała się niczego dobrego, a za każdym razem, gdy ktoś wchodził do tej sali, przygotowywała się na najgorsze, choć tak naprawdę nie mogła nic zrobić w kwestii tego, co się z nią działo. Była skazana na ich łaskę i niełaskę. Ta bezsilność tylko potęgowała rozpacz, która wzbierała cały czas w kobiecie.
Już po chwili odczuła działanie środka uspokajającego. Wszystko zaczęła postrzegać jakby w zwolnionym tempie. Powieki stały się nieznośnie ciężkie, ale była w stanie utrzymać otwarte oczy. Jedynym plusem takiego stanu był brak intensywnie odczuwalnego pragnienia. Oczywiście, gdzieś kuła ją potrzeba krwi, ale zdawała się być mało istotną sprawą.
Powoli podniosła spojrzenie na Adama, który zakładał kaganiec na jej usta. Mimo wszystko on też się bał, co wydawało się absurdalne. Przecież ona nie potrafiłaby nikogo skrzywdzić. Przynajmniej powtarzała to cały czas w swoich myślach, żeby o tym nie zapomnieć. Chciała pozostać istotą ludzką ze współczuciem, uczuciami, a nie stać się bezlitosną morderczynią, którą usiłowali z niej zrobić.
Nawet nie spostrzegła, kiedy mężczyzna przeniósł ją na wózek inwalidzki i do niego przykuł. Z trudem odwróciła głowę w lewą stronę, żeby sprawdzić, czy może zapomniał o kroplówce – niestety nie, nadal podawał jej otumaniający środek.
Po kilku sekundach znaleźli się na długim korytarzu, gdzie po jego obu stronach widniało mnóstwo takich samych drzwi. Amelia domyśliła się, że to sale, takie jak ta, w której znajdowała się ona. Zastanawiała się tylko, czy są puste, czy mają może lokatorów.
Przymknęła powieki, dosłownie na moment, a gdy je znów otworzyła, znajdowała się w jakimś pokoju. Był o tyle dziwny, że nie licząc dwóch krzeseł i małego stolika, nie zawierał niczego, a jedna ze ścian stanowiła ogromne okno, przez które można było obserwować inne pomieszczenie.
Poznasz kogoś, choć może to zbyt wyolbrzymione stwierdzenie. – Adam ustawił wózek tuż przed szybą i stanął obok. – To wampir. Dzięki jego krwi zmieniliśmy ciebie. – Blondynka zaczerpnęła głośno powietrza, a wtedy poczuła na ramieniu dłoń. – Spokojnie, nie widzi cię. To lustro weneckie.
Mimo słów mężczyzny nie poczuła się lepiej. Z całych sił zacisnęła powieki, a serce waliło jej jak oszalałe. Chciała wrócić do swojej sali, a nie być tak blisko tej istoty. Sama myśl, że to przez niego stała się tym czymś, była przerażająca.
– Spójrz na niego – warknął Adam gniewnie, tuż przy jej uchu. – No już!
Ze strachem otworzyła oczy. Obraz miała rozmazany od łez, co przyjęła z pewną ulgą. Wtem nieoczekiwanie wampir spojrzał wprost na nią, wywołując tym zimny pot. Pal licho, że to było lustro weneckie! On patrzył na nią. Była tego pewna. Bladoniebieskie spojrzenie wwiercało się w nią aż do samej istoty jej jestestwa.
Mężczyzna po drugiej stronie szyby przekręcił delikatnie głowę, co ją zaciekawiło. Dodatkowo w pewnym momencie przestała odczuwać strach. Patrzyła na bruneta z pewną fascynacją, zupełnie jakby nawiązali jakąś niewidzialną więź. Mimowolnie zastanawiała się nad tym, jak tak potężna istota dała się złapać ludziom, a wtedy na jego ustach wykwitnął krzywy uśmieszek. Zmarszczyła brwi, nie mogąc ustalić, skąd wie, że on jest potężny, ale jednak wiedziała, że tak właśnie jest.
Uniosła głowę w stronę Adama, przygryzając jednocześnie dolną wargę, choć przez kaganiec on i tak nie mógł tego dostrzec.
– Jak ma na imię? – zapytała, wprowadzając tym mężczyznę w konsternację.
Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią zszokowany, że w końcu się odezwała. Ostatecznie wzruszył ramionami i wzrokiem wrócił w stronę wampira.
– Nie ma imienia. To dzika bestia, która, gdyby nie zabezpieczenia, pozabijałaby wszystkich.
– I ze mną zrobiliście to samo – wyszeptała do siebie, ale jednak Adam usłyszał.
Kucnął przy niej i pogładził po włosach, a wargi wykrzywił w delikatnym uśmiechu, choć w oczach dostrzegła iskierki obłędu.
– Ty, moja droga, myślisz. Jak z tobą skończymy, będziesz mogła zabijać takich jak on. – Wskazał palcem na mężczyznę w drugim pomieszczeniu, po czym się wyprostował.
Oni nic nie wiedząprzemknęło jej przez myśl i gwałtownie odwróciła twarz w stronę wampira, który nadal patrzył na nią, a na jego obliczu malowało się rozbawienie. W jakiś pokręcony sposób przyniosło jej to ulgę. Nie miało znaczenia, że nie wszystko rozumiała, że nie była pewna o swoją przyszłość, ale kiedy wpatrywali się w siebie, czuła spokój. Wszystko inne zdawało się blaknąć, tracić jakikolwiek sens. Ważny był mężczyzna przykuty do metalowej powierzchni i ona.
Amelia starała się skupić na tyle, żeby zapamiętać twarz nieznajomego. Im dłużej na niego patrzyła, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że on nie jest groźny, w przeciwieństwie do Adama stojącego obok niej.
Wampir wyglądał w sumie jak zwyczajny człowiek. Przez to, że cały czas znajdował się w pozycji pionowej, mogła mu się dokładnie przyjrzeć. Ciemnie, krótko przystrzyżone włosy, dość ostre rysy twarzy, jedynie oczy wydawały się nieludzko inteligentne. Za bladoniebieską tęczówką kryło się coś, co było w stanie zmrozić krew w żyłach. Nie był blady, jak to przedstawiają w literaturze i filmach – skórę miał opaloną. A przez to, że był nagi, nie licząc przepaski na biodrach, mogła śmiało stwierdzić, że również wysportowany. Przypominał raczej gwiazdę sportu aniżeli istotę nadnaturalną.
Zamrugała kilkukrotnie zdezorientowana, bo dotarło do niej, że środek uspokajający nie działa. Zmysły znów miała wyostrzone. Doskonale słyszała, jak krew szumi w żyłach Adama i gwałtownie zacisnęła zęby, bo fala głodu uderzyła w nią z taką siłą, że gdyby nie siedziała, to z pewnością by upadła. Pomyślała, że to szansa dla niej, że teraz może uda jej się uwolnić i uciec.
Nie, jeszcze nie terazznów usłyszała w swojej głowie opanowany głos i przestała napinać mięśnie. Uniosła głowę, a jej spojrzenie napotkało wzrok wampira, który skinął, ale zrobił to w tak minimalistyczny sposób, że była pewna, iż tylko ona to dostrzegła.
Ten obcy rozpalił w niej malutką iskierkę nadziei, którą musiała utrzymać przy życiu, aż nastanie odpowiedni czas. Miała pewność, że będzie dobrze. Może nie teraz, może nie jutro, ale była co do tego spokojna. Właśnie dzięki niemu. Otulał ją swoją mocą, pewnością siebie i przeświadczeniem, że ma wszystko pod kontrolą.
Zaczerpnęła głęboko powietrza, gdy do pokoju, w którym obecnie się znajdowała, otworzyły się drzwi. Nim usłyszała głos i dostrzegła intruza, wyczuła zapach, a krew w niej zawrzała. To była kobieta, przez którą Amelia znalazła się w takim położeniu. Już nigdy jej nie zapomni, ona zawsze będzie prześladować ją w snach. Zresztą na jawie także. Właśnie ta lekarka eksperymentowała na niej i innych.
– Co do kurwy ona tu robi?! – krzyknęła nowo przybyła i wlepiła wściekłe spojrzenie w Adama, który z kolei nie wiedział, co ze sobą zrobić.
– Pomyślałem, że pokażę jej wampira, wtedy będzie chciała współpracować. – Mężczyzna nerwowo przeczesał włosy, a kątem oka zerkał na blondynkę, która udawała, że nie jest niczego świadoma. – Podałem jej leki uspokajające.
– Ty nie masz myśleć, tylko wykonywać polecenia – wysyczała przez zaciśnięte zęby lekarka, dźgając go przy tym palcem w klatkę piersiową. – Zabieraj ją stąd, ale już!
Adam skinął sztywno głową, po czym chwycił za wózek inwalidzki i zaczął kierować się w stronę wyjścia. Gdy znaleźli się na korytarzu, zerknął przez ramię, aby upewnić się, że kobieta ich nie słyszy.
– Jeszcze pokażemy tej suce, jaka jesteś wspaniała – wyszeptał wprost do ucha Amelii, na co ta się wzdrygnęła.
Ten człowiek był nienormalny. Miała co do tego stuprocentową pewność. Szkoda tylko, że nie wiedziała, czego może się po nim spodziewać.
W momencie, gdy znaleźli się z dala od pomieszczenia, gdzie znajdował się wampir, blondynka poczuła nagłe ukłucie głodu i przez to niemal zachłysnęła się powietrzem, a już po chwili świadomość zaczęła jej umykać, zmysły stawały się otępiałe, a powieki nieznośnie ciężkie. Środki uspokajające znów zaczęły działać.

Tak jak zapowiadałam pod poprzednim rozdziałem – wracamy do Amelii, choć na krótką chwilę. Jak widać dziewczyna żyje, ale nic dobrego jej nie spotkało. Przynajmniej na razie tak uważa.
Dziękuję za odwiedziny, bo mimo że milczycie, to one świadczą, że jednak ktoś czyta. :) Nie tyczy się to jednak Nessy, która zostawia swoją opinię, za którą również dziękuję.
Pozdrawiam i do następnego! ^^

6 komentarzy:

  1. I jestem!
    Biedna Amelia. Znalazła się w powaznym niebezpieczeństwie. Chyba dla niej lepiej by było gdyby umarła, bo sama nie wiem tak przynajmniej czuje.
    Sporo przeżyła i to dopiero początek.
    Mam nadzieję, że dojdzie do siebie i będzie bezpieczna.
    Rety corz bardziej lubię tu wpadać. Żałuje tylko że tak rzadko ale obiecuje poprawę.
    Będę wpadać częściej i komentować na bieżąco.
    Obiecuje jak najbardziej.
    Pozdrawiam mocno;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło słyszeć, że Ci się tu podoba. Oczywiście zachęcam do częstszego zaglądania, ale nie zmuszam. ;)
      Pozdrawiam! ^^

      Usuń
  2. Nareszcie! Amelia powraca! :) Z wielkim zniecierpliwieniem czekałam na ciąg dalszy jej historii. Jej położenie jest co prawda co najmniej fatalne, ale...najbardziej intrygujący jest teraz dla mnie niebieskooki wampir, co do którego tajemniczej tożsamości mam już pewne przypuszczenia ( i cichą nadzieję, że to właśnie t e n wampir, o którym myślę).
    Bardzo podoba mi się też Twój styl, przyjemnie płynie się z każdym nowym wersem dalej.:) Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że i tu zajrzałaś! :) Bardzo dziękuję za komentarz. ^^
      Racja, Amelia znalazła się w mało ciekawej sytuacji, ale dzięki niebieskookiemu wampirowi, odzyskała nadzieję. Oczywiście, żeby się dowiedzieć kim on jest, będziesz musiała jeszcze trochę poczekać. ^^

      Usuń
  3. Hej :3
    Trochę mi się nazbierało, ale w sumie to się z tego cieszę. To jedno z lepszych opowiadań, które czytam, więc po kolejnych rozdziałach zwykle mam niedosyt. A przy zaległościach nie muszę czekać na więcej ^^
    Czekałam na perspektywę Amelii, tym bardziej, że do tej pory ją i Martę traktowałaś trochę po macoszemu. Nic nie zarzucam! Wiem, że Camilla przez wzgląd na rolę i sytuację wysunęła się na pierwszy plan, co oczywiście nie znaczy, że tego nie wyrównasz. To jednak nie zmienia faktu, że ciekawość względem pozostałych dziewczyn rośnie, więc rozdział oczami Amelii bardzo mnie ucieszył ;>
    Biedna dziewczyna. Nic innego nie przychodzi mi do głowy, skoro została królikiem doświadczalnym. Cudem żyje, bo z tego, co zrozumiałam, wszystkie próby stworzenia hybrydy spełzły na niczym. Zastanawiam się czy to przypadek, czy może jest w niej coś wyjątkowego. Mam jeszcze w pamięci to, co napisałaś w opisie bloga – o tym, że każda z nich ma w sobie cząstkę samego Draculi. Tym bardziej zastanawiam się nad taką jedną teorią, ale to mojego napisać Ci prywatnie jeśli chcesz, bo zawsze się boję, że przypadkiem w komentarzu rzucę czymś, czym nie powinnam :D
    Adam ma w sobie coś odpychającego. Nie dziwi mnie to, że Amelia nie tylko go nie lubi, ale wręcz się obawia. Pomijając to, że mógłby z łatwością ją wykorzystać, skoro przez większość czasu jest otępiała, facet ma zdecydowanie coś nie tak z głową. To, jak on się do niej zwraca, co sugeruje... To po prostu nie jest normalne, a ja mam wrażenie, że Adam ma jakieś swoje plany, niekoniecznie związane z intencjami grupy do której należy.
    Wampir, którego pokazano Amelii... Jej stwórca, bo inaczej się tej relacji nie da określić, skoro przemieniono ją z użyciem jego krwi. Pomijając więź, która mnie nie dziwi, bo wspominałaś, że istnieje specyficzna relacja na linii wampir-stwórca (najwyraźniej tyczy się to także hybryd), to zastanawia mnie kim on jest i co planuje. Na pewno jest o wiele silniejszy, niż mogliby myśleć Ci ludzie. Czeka, usypia ich czujność i najpewniej uderzy, ale... pytanie kiedy. I co wtedy się wydarzy. Mam wrażenie, że następne spotkanie z Amelią zakończy się ciekawą akcją, ale na potwierdzenie tej teorii będę musiała poczekać ;>
    Na tę chwilę lecę do następnego. Tak więc do kolejnego komentarza, bo jak zwykle odezwę się pod każdym wpisem ^^

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć ^^
      Tak, Amelii i Marty jest bardzo mało, a to w sumie dlatego, żeby nie działo się wszystko na raz. I choć teraz może się wydawać, że zeszły na dalszy plan, to zapewniam, że są równie ważne.
      Co do samej Amelii, to tak, dobrze zrozumiałaś – jest jedyna. I z chęcią poznam Twoją teorię, która Ci tam po głowie chodzi :]
      Tajemniczy wampir na pewno się jeszcze przedstawi. No i również tak, można go nazwać stwórcą Amelii, choć i to nie jest tak do końca, ale wszystko w swoim czasie :)

      Usuń