17 lutego 2017

Rozdział ósmy


♪ Bring Me Back To Life – Extreme Music ♪

Anton
Przez dłuższą chwilę Anton stał plecami do Camilli i starał się opanować wszystkie emocje, które aż krzyczały, żeby pozwolił im się uwolnić. Ale nie mógł tego zrobić, nie w tym momencie, kiedy ona była w takim stanie. Co nie znaczyło, że ominie ją kazanie na temat jej zachowania, gdy wydobrzeje. Czasami zachowywała się jak rozpieszczone dziecko, które uważa, że wie wszystko najlepiej, a wtedy zazwyczaj kończyło się to katastrofą, dokładnie tak jak tej nocy. Jednak on i Lucio od początku na to pozwalali, a teraz mieli efekty.
Wziął kilka głębokich wdechów, w końcu zdolny utrzymać nerwy na wodzy. Podwinął rękawy i tak już poplamionej koszuli, a następnie skierował się w stronę przeszklonej szafy, gdzie znajdowały się środki odkażające i opatrunki.
Nie odezwał się ani słowem, odkąd znaleźli się w pomieszczeniu, które robiło za centrum medyczne w rezydencji Lucia. Nie wiedział nawet, co miałby powiedzieć. Wszystko zaczęło się aż nazbyt komplikować i nie wyglądało na to, żeby miało być lepiej. Od tylu lat żyli we względnym spokoju, ale pojawienie się Nikolaja zwiastowało kłopoty. Jak zwykle zresztą, choć tym razem nie sądził, że jego obecność będzie skutkowała czymś takim.
Owszem, wampirzyca była narwana, ale nie głupia. Nie rzucała się na każdego, bo miała takie widzimisię, a przynajmniej nie na kogoś silniejszego od niej. Co do oceniania mocy pobratymców, nigdy się nie myliła. No, prawie nigdy. Miała co do tego świetny instynkt. Ale z drugiej strony był Nikolaj, który zachował się nad wyraz lekkomyślnie, nawet jak na niego.
Wampir jeszcze przez chwilę krzątał się po pokoju, szukając potrzebnych narzędzi, żeby połatać blondynkę. Rana na jej boku była głęboka i zdawało się, że nie zamierza się zagoić. Spojrzał na Camillę, która leżała na zabiegowym stole. Starała się nie wić i nie jęczeć, ale marnie jej to wychodziło. Westchnął cicho, kręcąc przy tym głową. Miała prawo do okazania tego, że odczuwa ból, zwłaszcza po walce zakończonej takimi obrażeniami.
O ile pierwsza potyczka z Nikolajem go bawiła, tak teraz nie było mu do śmiechu. Tym bardziej, że Cama była biała jak kartka papieru, a i podejrzewał, że prócz żeber i nogi, jeszcze inne kości zostały połamane.
Podszedł do dziewczyny i zlustrował całą jej sylwetkę uważnym spojrzeniem. Nie był do końca pewien, od czego powinien zacząć. Położył na stole koło blondynki kilka narzędzi, które mogły mu się przydać w oczyszczaniu... dziury. Tak, zdecydowanie na boku znajdowała się ziejąca dziura. A najgorsze było to, że nie wiedział, jak się za nią zabrać. Zmarszczył czoło, przyglądając się ranie uważnie, jakby miał nadzieję, że jakoś sama się w końcu zasklepi. Oderwał kawałek koszulki dla pewności, że nie będzie mu przeszkadzać.
Nie zastanawiaj się, tylko to zrób! – warknęła przez zaciśnięte zęby, posyłając mu wściekłe spojrzenie, a dłonie zacisnęła na brzegach metalowego stołu, pozostawiając ślady wgniecenia.
Anton sztywno skinął głową, ale zanim zaczął oczyszczanie rany, opróżnił dwa woreczki krwi. Puste plastiki wrzucił do kosza, który ustawił sobie przy prawej nodze, usta otarł wierzchem dłoni i powoli wypuścił powietrze z płuc. Namoczył gazę wodą i obmył skórę wokół obrażenia na boku. Nie miał nad czym się zastanawiać, pogorszyć stanu i tak by się już nie dało.
Na pierwszy ogień poszedł skalpel. Chwycił go pewnie w dłoń i z precyzją naciął skórę, następnie głębiej tkanki, żeby dostać się do środka rany. Zacisnął zęby, gdy Cama jęknęła z bólu. Wciągnął powietrze ze świstem, a następnie wsunął dłoń w ciało dziewczyny, żeby nacięcie się nie zasklepiło. Choć z powodu niskiego poziomu krwi było to raczej mało prawdopodobne, nie chciał sprawiać jej więcej bólu niż to konieczne, a przede wszystkim nie chciał tracić czasu na ponowne cięcie jej ciała.
Odłożył nóż chirurgiczny na rzecz długiej pęsety. Gdy ponownie pochylił się nad Camillą, zaczęła drżeć, ale nie był pewien, czy to z bólu, czy stanowiło to raczej reakcję ciała na brak krwi. W końcu każdy wampir reagował inaczej, jeden głupiał i rzucał się na wszystko, co mogło być źródłem pożywienia, a z kolei inny zachowywał się zupełnie jak człowiek – odpływał. Nie wiedział, do której grupy zalicza się blondynka, bo przecież nigdy coś takiego nie miało miejsca w jej przypadku. No, może poza pierwszym ich spotkaniem, ale to była zupełnie inna historia, a na dodatek nie miał teraz czasu, by zastanawiać się nad tym. Musiał działać szybciej.
Odciął się od bodźców zewnętrznych i skoncentrował się tylko na zadaniu, które miał do wykonania. Przede wszystkim nie mógł się o nią martwić, bo to mu nie pomagało. Wyłączyć uczucia – właśnie to musiał teraz zrobić, ale gdy chodziło o nią, zwyczajnie nie potrafił. Od początku, razem z Luciem, opiekował się nią. Była dla niego jak młodsza siostra, która wciąż uprzykrzała mu istnienie, ale bez wahania oddałby za nią życie. Camilla już dość wycierpiała i zrobiłby wszystko, żeby zapomniała o tym, co ją spotkało, gdy należała do Emilia.
Zacisnął zęby i warknął cicho, żeby doprowadzić się do porządku. Wrzucił kilka zakrwawionych wacików do kubła, a następnie rozchylił ranę i w pełnym skupieniu oddał się poszukiwaniu kawałków drewna, które pozostały po nóżce stolika. Zajęło mu to nieco dłużej, niż się spodziewał, ale wciąż sącząca się krew nie ułatwiała zadania. Gdy tylko upewnił się, że ostatni odłamek został usunięty, ostrożnie wyciągnął rękę z ciała wampirzycy, a do nacięcia przyłożył gruby zwitek gazy.
Dziękuję – wydyszała, krzywiąc się przy tym z bólu.
Uważnie obejrzał ranę, która w końcu przestała krwawić i podstawił nadgarstek pod usta Camy. Nie protestowała. Drżącą dłonią chwyciła rękę, po czym wbiła kły. Zrobiła kilka zachłannych łyków, a kolory zaczęły wracać na jej twarz. Z kącików ust spływały dwie krwawe strużki, ale w ogóle nie zwracała na nie uwagi. Powstrzymując się od dalszego pożywiania, odsunęła nadgarstek. Potrzebowała znacznie więcej krwi, ale najpierw Anton musiał nastawić jej kości. Oblizała wargi, a wampir podał jej kawałek wilgotnego materiału, którym otarła brodę.
Pierwsze żebra. Jedno tkwi w płucu. Cholernie zaboli. – Mężczyzna zrobił zbolałą minę, ale Camilla tylko przytaknęła, zaciskając zęby i powieki.
Kuuurwa! – wrzasnęła, gdy Anton bez ostrzeżenia naparł na kości.
Czuła, jak tkwiące w płucu żebro przedziera się przez tkankę, żeby wskoczyć na swoje miejsce. Ból był przemożny, nie do porównania z czymkolwiek innym. Wcześniejsze grzebanie w jej ciele było pestką w porównaniu do obecnych poczynań przyjaciela.
O ile kość wymagała tylko nastawienia, nie było najgorzej, ale w przypadku gdy tkwiła w organie, zaczynały się schody. Jeśli coś rozrywa ciało od środka, to nie może być przyjemne. Nawet dla istoty nadnaturalnej. Oddychała szybko i płytko, starając się jednocześnie zapanować nad walącym w piersi sercem. Niestety wiedziała, że to jeszcze nie koniec. Nikolaj nieźle ją poharatał, musiała mu to przyznać, choć nie była do tego chętna.
Gdy Anton w końcu nastawił ostatnią połamaną kość, płuco zaczęło się goić, a Camilla mogła swobodnie zaczerpnąć powietrza. Wyglądało na to, że zakończył swoją pracę, choć pewności nie mógł mieć, bo lekarzem przecież nie był.
Wyglądasz jak poobijany worek pyr. – Zaśmiał się, wycierając jednocześnie ręce z krwi. – Ale zrośniesz się. Mam nadzieję.
Zawsze potrafiłeś prawić komplementy – wychrypiała Cama, nawet próbowała się uśmiechnąć, ale skrzywiła się, bo przez ciało przeszła fala bólu.
Nie powinnaś się ruszać do momentu, aż w środku się wszystko zagoi. Nie mam ochoty znów w tobie grzebać. – Podał jej worek z krwią, a następnie wziął bandaż z szafki i zaczął owijać ciasno nogę, gdzie wcześniej miała otwarte złamanie. – Trochę cię usztywnię. Straciłaś dużo krwi, więc nie licz na szybkie wyzdrowienie. W ogóle co ci przyszło do głowy, żeby z nim walczyć? I to w holu?
I się zaczyna. – Camilla przewróciła oczami, oddając mu pusty woreczek.
Oczywiście. Cała ty! – Anton warknął zniecierpliwiony.
Nie pomyślałam, okej? Działałam pod wpływem impulsu. – Wzruszyła ramionami i odwróciła głowę w bok, aby uniknąć jego spojrzenia.
Wampir prychnął, ale nic nie odpowiedział, tylko skupił się na owijaniu żeber. Co prawda nie wiedział, czy to coś da, ale przynajmniej zajął czymś ręce, niestety umysłu nie. W tej jednej chwili miał ochotę całą ją zawinąć w bandaż i zamknąć w jakiejś trumnie, najlepiej głęboko w piramidzie na tak długo, aż zmądrzeje. A zważając na to, że znał ją od stu lat, wiedział, że to i tak nic by nie dało. Po wyciągnięciu byłaby jeszcze gorsza.
Zawsze wszystko robisz pod wpływem impulsu. Nigdy nie myślisz... Przecież on by cię zabił. – Spojrzał w fiołkowe oczy, ale ona znów odwróciła wzrok. – Chciałaś tego, prawda? – Westchnął cicho i pokręcił głową. – Myślałem, że mamy to już za sobą.
Anton – wyszeptała miękko, chwytając go za dłoń to nie jest tak, że tego chciałam. W sumie tak, chciałam. Tylko że to było jakieś dziwne. Jakby to ktoś inny chciał mojej śmierci, a przez moment myślałam, że to moje odczucia. – Przygryzła dolną wargę, a gdy znów się odezwała, jej głos był cichszy od szeptu. – Od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że mam uczucia, które nie należą do mnie.
Jak to nie do ciebie? – Anton oparł się o stół i przyglądał się dziewczynie z zaciekawieniem.
Co prawda istniała możliwość, że wampir mógł odczuwać czyjeś uczucia, ale tylko należące do jego partnera. A z tego, co mu było wiadomo, Cama takiego nie posiadała.
Nie wiem. Chyba zaczynam wariować. – Wzruszyła ramionami, a na ustach pojawił się lekki uśmiech.
Może powinnaś po prostu odpocząć zamiast uganiać się za marginesem.
Zawsze to robiłam i nie było problemu. – Podźwignęła się na łokciach i jęknęła cicho. – To przez niego.
Przez Nikolaja? – Wyprostował się i zmarszczył brwi. – Dlatego rzuciliście się sobie do gardeł?
Tak, a drugie nie. Chociażmoże. Nie wiem. – Z trudem przyjęła pozycję siedzącą, a nogi zsunęła z blatu, żeby zrobić miejsce dla Antona, który po chwili usiadł obok niej. – Wy tego nie widzicie, ale z nim jest coś nie tak. I nie rozumiem, dlaczego Lucio pozwala mu tu mieszkać.
Przesadzasz. – Wampir nerwowo przeczesał włosy palcami.
Ty coś wiesz. Prawda? – Zmrużyła gniewnie oczy, wpatrując się w profil przyjaciela.
A odpuścisz, jak ci powiem? – Przekręcił głowę, żeby spojrzeć na wampirzycę, a gdy skinęła, uśmiechnął się lekko. Przecież wiedział, że ona tego nie zrobi. Była na to zbyt uparta, ale może przestanie traktować go jak wroga. Poza tym miał nadzieję, że po tej całej akcji chociaż Nikolaj się opamięta. – To on przemienił Lucia.
Żartujesz sobie. – Oczy Camilli rozszerzyły się do granic możliwości. – Chcesz mi powiedzieć, że ten palant jest stwórcą...
Tak – odpowiedział, nim zdążyła skończyć.
Dlaczego mi o tym nie powiedział? – Blondynka niemal warknęła.
Była zła na Lucia, że ukrywał przed nią wszelkie fakty o Nikolaju. Spodziewała się wielu rzeczy, ale na pewno nie czegoś takiego.
A ty powiedziałaś, kto cię przemienił? – Anton skrzyżował ręce na piersi i uniósł wysoko brwi. Gdy Cama zacisnęła zęby, mężczyzna uśmiechnął się krzywo. – Właśnie.
Co jeszcze o nim wiesz? – Patrzyła na niego wyczekująco, a on się tylko uśmiechał zaczepnie.
Jest potężnym wampirem, znakomitym wojownikiem i urodzonym mordercą. – Wzruszył ramionami, po czym przez chwilę milczał. – Od wieków zabija kolejne wcielenia Lilith.
Ty też? – jęknęła z niezadowoleniem. – Przecież to tylko jakaś pochrzaniona bajka.
Niestety nie. Cama, ten demon jest tak samo prawdziwy jak ty czy ja. – Zastanowił się przez chwilę, jakby szukał czegoś w pamięci. – Pamiętasz, jak jakieś osiemdziesiąt lat temu Lucio zniknął na prawie dwa tygodnie? Wrócił wycieńczony i poobijany. – Cama skinęła na znak, że pamięta, a Anton kontynuował. – Poszedł zabić naczynie. Razem z Nikolajem. Ten facet ma coś takiego, że wyczuwa, gdy ona sobie kogoś naznaczy. A jak już przejmie ciało, to i wskaże konkretnie, które to. Teraz jest podobnie, wyczuł ją.
Ale skoro jest taki świetny, to co robi tutaj? Tylko nie mów, że sądzi, że to ja. – Zaśmiała się, ale w pozbawiony wesołości sposób. – Choć to by wiele wyjaśniało.
Nie. – Anton pokręcił przecząco głową, a jego cichy śmiech rozniósł się po pomieszczeniu. – Jesteś nieobliczalna, ale do demona ci daleko. A Nikolaj przyszedł po pomoc. Wiesz o młodych wilkołakach. Ktoś je porywa i myślimy, że to ona. Możliwe, że przygotowuje się na coś większego.
I chce, żeby Lucio z nim poszedł?
Nie, ja mam z nim iść. Oczywiście jak już kogoś opęta. – Zsunął się ze stołu i wyciągnął dłoń w stronę dziewczyny, kończąc tym samym rozmowę. – Powinnaś odpocząć. Chodź.
Pomógł Camilli zejść, ale gdy tylko stanęła na nogi, syknęła i prawie upadła. Wziął ją na ręce, uważając, żeby nie urazić obolałych miejsc. Uśmiechnął się nieznacznie, gdy wtuliła głowę w jego ramię.

I przed Wami ósemka z dedykacją dla mojej siostry. :)
Jagoda, cieszę się, że czytasz i oczywiście, że Ci się podoba. Twoje zdanie w kwestii mojego pisania, zawsze było dla mnie ważne i w tym przypadku jest tak samo.
Myślę, że po tym rozdziale już trochę wiadomo kim jest Nikolaj i po co się zjawił, choć z pewnością to nie wszystko.
Dziękuję za odwiedziny i zachęcam do komentowania, żebym wiedziała co myślicie.
Pozdrawiam i do następnego rozdziału, który będzie z perspektywy Amelii. ^^

5 komentarzy:

  1. Na początek, zanim zapomnę ;)
    „Nie rzucała się na każdego, bo miała takie widzi mi się […]”
    Mój beta niedawno mnie uświadomił, że „widzimisię” to jedno słowo. Słownik potwierdza, tak więc z czystym sumieniem mogę ten fragment tutaj zostawić :D

    Teraz już rozdział, chociaż zanim się za niego zabrałam, to dłuższą chwilę gapiłam się na gif. Ten pan ma taki olśniewający uśmiech <3 Och, w zasadzie Anton jako postać po prostu mnie do siebie przyciąga, bo facet jest cudny – taki troskliwy, jak nie wampir, chociaż pewnie jakby trzeba było, potrafiłby przyłożyć. Jego troska o Camillę jest urocza, chociaż widać po nim, że najchętniej coś sam by jej złamał, gdyby miał pewność, że wtedy czegoś się nauczyć. Cóż, wątpliwe, ale… nadzieję mieć można ^^
    Cama wprost mówi o uczuciach i tym, jak dziwnie się w związku z nimi czuje. To wciąż nie daje mi spokoju, a ja zastanawiam się czy to wpływ Nikolaja, czy może ma z tym związek ktoś trzeci. Z drugiej strony… jestem skłonna spodziewać się dosłownie wszystkiego, ale na razie wolę nie spekulować, bo mam tak różne, rozbieżne pomysły, że to nie ma sensu. Coś zdecydowanie jest nie tak i tyle na tym etapie wiem.
    Anton powinien zostać lekarzem xD No po prostu doświadczenie już ma, brawa dla niego. Swoją drogą, ciekawa sprawą jest to, że Nikolaj przemienił Lucio. A zdecydowanie bardziej intrygują te jego zdolności względem Lilith. Mam wrażenie, że dogadałby się z Martą, bo chyba oboje mają podobny cel – zabicie powracającego raz po raz demona. Problem w tym, że część w nią nie wierzy, a to zdecydowanie komplikuje zadanie.
    No nic, ja czekam na kolejny rozdział. Jest świetnie, więc z chęcią zobaczę, co jeszcze wymyślisz ^^

    Weny i czasu!
    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już poprawiłam. :)
      No ja cały czas szukam bety, żeby pomógł mi to ktoś ogarnąć, ale jak na razie z marnym skutkiem mi to idzie... Choć nie tracę nadziei, może ktoś się w końcu zgodzi. ;)

      Pan Matt Bomer, czyli mój Anton <3 – ma zdecydowanie w sobie to „coś”. Polubiłam go po roli Neala w White Collar, chociaż kiedy obejrzałam Magic Mike 2, to śmiechłam... Jak nie widziałaś, a masz ochotę zobaczyć jak Anton wygląda w stringach – polecam. ;)
      Co do jego zachowania, to ja mam podobne odczucia w stosunku do mojego młodszego rodzeństwa – czasami masz ochotę głowę ukręcić, ale ostatecznie i tak dasz się za nie pokroić. A że Antonem opiekowali się ludzie, zanim poznał Lucia, to stąd u niego taka troska, strach o bliską mu osobę.
      Co do reszty niestety nie powiem nic, bo zepsuję niespodziankę, ale jestem naprawdę ciekawa, co podejrzewasz, więc jeśli miałabyś ochotę podzielić się tym ze mną, to chętnie przeczytam. :)
      W końcu, po dwóch tygodniach przerwy, wróciłam do pracy, to i będę miała czas na pisanie, bo siedząc w domu, miałam problem z dokończeniem rozdziału. Jest to trochę absurdalne, no ale cóż...
      Pozdrawiam! ^^

      Usuń
    2. Na tę chwilę się nie wypowiem, jeśli chodzi o teorie :D Temat Lilith jest mi zbyt bliski przez wzgląd na „Forever you said”, za dużo wiem o tej postaci, więc nasuwają mi się różne rozwiązania. Jak będę miała coś konkretnego, chętnie dam znać ^-^
      Nie oglądałam żadnego z tych filmów, ale może kiedyś się za nie wezmę :D Trochę nie moja bajka, aczkolwiek Matt ma w sobie coś, co mogłoby wynagrodzić „poświęcenie” =P
      Och, dobrze rozumiem! Sama siedzę w domu do końca miesiąca i mnie trafia. Zawsze lepiej mi się pisze, kiedy mam na to zdecydowanie mniej czasu, a tak… bezruch bywa zgubny :< Więc nie, to nie jest absurdalne – to dziwna prawidłowość, którą obserwuję od ośmiu lat i najwyraźniej nie tylko mnie ona dotyczy :D
      Również pozdrawiam!
      Nessa.

      Usuń
    3. Hej, hej – to znów ja ;) Ciągle zapominam o to zapytać, ale czy da się z Tobą jakoś skontaktować? :D Chętnie bym pogadała, poza tym możliwe, że jestem w stanie coś poradzić w kwestii bety, o ile dalej jej szukasz.

      Nessa.

      Usuń
    4. Zerknij na maila. :)

      Usuń