08 lutego 2017

Rozdział siódmy


♪ Angel – Theory of a Deadman ♪

Camilla
Camilla stała jak wryta, niezdolna ruszyć się z miejsca. Bezwiednie zaciskała i rozluźniała szczęki, jakby to miało jej pomóc w zapanowaniu nad sobą. Jednak i tak wyraźnie dało się słyszeć groźne warknięcie. Zmierzyła Nikolaja chłodnym spojrzeniem, a gdyby potrafiła zabijać wzrokiem, zostałaby z niego kupka popiołów.
Sama nie potrafiła określić, co wtedy czuła względem tego wampira, ale jedno było pewne – wyprowadzał ją z równowagi samym faktem, że oddychał.
Sięgnęła pod kurtkę, ale zanim zdążyła wyciągnąć broń, mężczyzna stał zaledwie kilka centymetrów od niej, a niebieskie tęczówki wwiercały się w jej duszę. Był tak blisko, że wyczuwała zapach jego... krwi. Niemal zachłysnęła się powietrzem i wystraszona zrobiła krok w tył, potykając się o własne nogi, na co on wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. Pochylił się w jej kierunku, a w jego oczach pojawił się złowrogi błysk.
Śmierdzisz kundlem. – Wziął jeszcze jeden głęboki wdech, przymykając przy tym powieki. – Lucio wie, że dajesz wilkołakowi?
Z gardła Camilli wydobył się cichy pomruk, który z każdą sekundą stawał się głośniejszy. Nie zastanawiała się nad tym, co przed chwilą wyczuła, co do normalnych nie należało, skoro nie był zraniony. W tym momencie był dla niej kimś, kto z niej drwił, a ona nie miała zamiaru stać jak słup soli i udawać, że tego nie słyszy. Nawet jeśli Lucio uważał go za przyjaciela, który stoi po ich stronie, to dla niej był wrogiem publicznym numer jeden.
Bez ostrzeżenia zamachnęła się, ale Nikolaj okazał się szybszy i cios tylko zahaczył go, zostawiając na szyi trzy długie zadrapania. Ku jej zaskoczeniu mężczyzna tylko się zaśmiał, a ona wpatrywała się w niego, dysząc ze złości i co rusz zaciskając i rozluźniając dłonie. Wampir opróżnił do końca szklankę, zostawiając na dnie do połowy roztopione kostki lodu i odstawił ją na stopień schodów. Nieśpiesznie ściągnął marynarkę, a następnie przewiesił ją przez poręcz. Rozciągnął mięśnie szyi i ramion.
No chodź. – Uśmiechnął się szeroko.
Wampirzycę zalała kolejna fala złości, ale też poczuła dziwne podniecenie i nie do końca była pewna skąd się wzięło, bo na pewno nie było spowodowane obecnością tego palanta. Była skłonna przyznać, że to perspektywa walki wywoływała u niej takie odczucie. Z drugiej strony odnosiła wrażenie, że emocje, które jej towarzyszyły, wcale nie należały do niej. A przynajmniej część z nich. Może w innych okolicznościach by się nad tym głębiej zastanowiła, ale nie podczas gdy on patrzył na nią w ten sposób i z głupkowatym uśmiechem czekał na jej ruch.
Rzuciła się w stronę mężczyzny, celując jedną dłonią w brzuch, a drugą w tętnicę udową. Miała nadzieję szybko zakończyć to, co się dopiero zaczęło. Chciała raz a porządnie pokazać mu, że nie jest kimś, kim można pomiatać.
Wampir zwinnym ruchem uniknął natarcia, jednocześnie chwytając za jeden z nadgarstków dziewczyny i wykręcając go boleśnie. Syknęła głośno, po czym z całej siły kopnęła go w wewnętrzną część kolana. Korzystając z szoku, jaki to u niego wywołało, wyswobodziła rękę, a drugą uderzyła w klatkę piersiową. Ciało mężczyzny poleciało kilka metrów w tył, zatrzymując się dopiero na zabytkowej wazie, która roztrzaskała się w drobny mak. Camilla nie czekała, aż wampir wstanie na nogi, tylko doskoczyła do niego i chwytając za kostkę, cisnęła nim o ścianę.
Nikolaj z głośnym warknięciem poderwał się i po kilku sekundach zacisnął palce na szyi wampirzycy. Zaskoczyła go. Nie sądził, że uda się jej go tknąć, a co dopiero rzucać jak szmacianą lalką. Nie komuś takiemu jak ten żółtodziób. Przecież ona była zaledwie sto lat po przemianie, a on... Nawet nie pamiętał, ile sobie liczył.
Uniósł ją, odrywając na zaledwie kilka centymetrów nad ziemią, po czym ze złowieszczym uśmiechem na ustach rzucił przez całe pomieszczenie, aż wylądowała na małym, dębowym stoliku. I kolejny antyk uległ zniszczeniu.
Cama z jęknięciem podniosła się na nogi. Kawałek drewna wbił się głęboko w bok, a gdy go wyszarpnęła, z rany obficie zaczęła wypływać krew. Zaklęła ostro pod nosem, przyciskając dłoń do miejsca, w którym jeszcze chwilę temu tkwiła nóżka stolika. Przesuwała się powoli w stronę środka holu. Nie mogła stać w kącie jak przerażona zwierzyna łowna. Musiała mieć większe pole manewru.
Wydawało się, że krew nie chce przestać sączyć się z rany, a do tego piekielnie bolała. Mimo to, zacisnęła zęby i uniosła dumnie głowę. Nie da mu satysfakcji i nie będzie błagać o łaskę. To była ostatnia rzecz jaką by zrobiła, w dodatku dopiero po śmierci.
Wpatrywała się w niego, śledząc każdy najdrobniejszy ruch. Jedno przeoczenie może kosztować życie. Dlatego też nie miała zamiaru nawet mrugnąć, choć w środku wiedziała, że już przegrała. Czuła to, gdy tylko się pojawił w parku. Ten wampir zawsze będzie krok przed nią. Ta myśl była niepokojąca i choć chciała zepchnąć ją gdzieś w głąb umysłu, żeby nie miała do niej dostępu, nie była w stanie tego zrobić.
Oboje w jednakowym czasie rzucili się na siebie, ale to Nikolaj miał więcej szczęścia albo po prostu umiejętności. Cama z całym impetem wylądowała na ścianie, pozostawiając na niej pęknięcie od podłogi po sam sufit.
Zerwała się na nogi, ale o ułamek sekundy za późno, bo dłoń mężczyzny znów zaciskała się na jej krtani, uniemożliwiając swobodne oddychanie. Jednak tym razem nie miał zamiaru nią rzucać. Przycisnął Camillę do ściany i zwyczajnie dusił. Jego oczy wyglądały jak niebo przed burzą, a on cały promieniował chęcią mordu. I wiedziała to nie dlatego, że była wampirem i spostrzegała znacznie więcej niż zwykły człowiek, ale dlatego, że wydawało się, iż to uczucie należy w równym stopniu do niej, co i do niego.
Chwyciła dłońmi za jego nadgarstek i zacisnęła zęby. Musiała się skupić na tym, co właśnie się działo.
Wampir spodziewał się, że dziewczyna będzie się bronić. Będzie drapać, wierzgać, czy cokolwiek innego, żeby się uwolnić. Na pewno nie tego, że rozdrapie mu rękę od nadgarstka do łokcia, co zrobiła z satysfakcją w oczach, a i chyba nawet widział na jej ustach cień uśmiechu. Mógł to przewidzieć w momencie, kiedy poczuł jej palce na swojej skórze.
Odrzucił ją w stronę schodów. Przeleciała przez dwie poręcze, zostawiając za sobą zgliszcza i wylądowała na posadzce. Przetoczyła się na plecy, a gdy próbowała wstać, Nikolaj kopnął ją w żebra, co poskutkowało tym, że znów z impetem uderzyła o ścianę, gdzie wisiał obraz, którego nigdy nie lubiła, ale Lucio ubóstwiał. Chociaż tyle z tej potyczki dobrego. Krwi z malowidła nie da się zmyć.
Próbowała podźwignąć się na nogi, co sprawiało wiele trudności, a jeszcze więcej bólu. W ustach czuła smak własnej krwi. Nie mogła oddychać, zupełnie jakby jedno z płuc odmówiło współpracy. Bardzo możliwe, że było przebite przez połamane żebra. Spojrzała na swoją nogę, z której promieniował dodatkowy ból. Syknęła cicho pod nosem. Jeszcze tego jej brakowało. Nie dość, że rana na boku nie chciała się goić, co było wystarczającą niedogodnością, to jeszcze doszło do tego złamanie otwarte kości piszczelowej.
Podtrzymując się ściany, na której zostawiła krwawe odciski, w końcu udało się jej stanąć. Zrobiła kilka małych kroków w stronę Nikolaja. Zachwiała się, ale nie upadła. Wpatrywała się w przeciwnika, który był w znacznie lepszym stanie niż ona. Jedynym poważniejszym uszkodzeniem na jego ciele była rana na ręce, przynajmniej tak sądziła początkowo. Teraz już nie była co do tego przekonana, bo wyglądało na to, że po jej ataku nie ma śladu, nie licząc rozdartego materiału białej koszuli. Popatrzyła na marmurową posadzkę, ale dojrzała zaledwie kilka kropel posoki wampira. Cholerny gnojek, leczył się w błyskawicznym tempie. A ona? Jeśli wykąpie się w wannie krwi, może do kolejnej nocy jej ciało się zregeneruje. I to z naciskiem na „może”.
Podniosła wzrok na mężczyznę. Pierwszy raz od dziesięcioleci poczuła coś na kształt strachu. Zacisnęła zęby zaskoczona swoim odkryciem, ale nie pozwoliła, żeby twarz zdradziła cokolwiek, co teraz chodziło jej po głowie.
W oczach wampira widziała, że to koniec. Jej koniec. To przecież nie mogło skończyć się inaczej, prawda? Od początku patrzył na nią z nienawiścią ukrytą w błękitnym spojrzeniu. Lucio mógł tego nie dostrzegać albo udawać, że nie dostrzega, ale ona widziała to aż nazbyt wyraźnie.
Przełknęła z trudem ślinę, zmuszając się, żeby zepchnąć lęk gdzieś głęboko, gdzie nie będzie mógł wypełznąć nieproszony. Przecież strach to tylko stan umysłu. Zamrugała kilka razy i znów popatrzyła w oczy szatyna, jednocześnie godząc się ze swoim losem. O dziwo przyszło jej to niesłychanie lekko. Cały czas walczyła, żeby przeżyć, dzień za dniem, a teraz po prostu zaakceptowała to, co wydawało się nieuniknione.
Rozłożyła szeroko ręce, jakby oczekiwała, aż Nikolaj wykona ostatni ruch, a na usta przywołała krzywy uśmiech. Może tak właśnie było lepiej? Czy nie modliła się kiedyś o śmierć? A zginąć w walce z rąk kogoś tak silnego było wręcz zaszczytem.
Dość! – ryknął Lucio, który wpadł do holu przez frontowe drzwi, przy okazji wyrywając je z zawiasów. Za nim stanął Anton, który wyglądał na wstrząśniętego. – Co wy sobie, kurwa, myśleliście!?
Wampir wpatrywał się to w przyjaciela, to w podopieczną, ale żadne nie zaszczyciło go odpowiedzią. Z oczu Nikolaja zniknęła chęć mordu, chyba na rzecz niedowierzania, choć w tym momencie mężczyzna nie miał ochoty rozwodzić się nad tym. Za to Cama przestała się głupio uśmiechać i wyglądała wręcz na zawiedzioną, co mu się wcale nie podobało. Poza tym był wściekły jak nigdy i to na obydwoje w równym stopniu. Po Camilli, co prawda, mógł spodziewać się wszystkiego, ale Nikolaj go zszokował swoim zachowaniem.
Nie sądził, że rzucą się sobie do gardeł, a jeśli nawet, to że zakończy się to w ten sposób. Lucio był przekonany, że jeśli by się nie zjawił, to wampirzyca by zginęła tej nocy.
Rozejrzał się dookoła. Pomieszczenie wyglądało jak po przejściu huraganu, a dodatkowo wszędzie widniała jej krew. Wystarczyło zaledwie dziesięć minut sam na sam. Waza rozbita, antyczny stolik w drzazgach, obraz i ściany umazane czerwienią, a po rzeźbionych poręczach nie było śladu. Zrezygnowany pokręcił głową, przecierając jednocześnie twarz.
Anton, zajmij się Camą. A ty idziesz ze mną.
Lucio wyszedł przez jedne z bocznych drzwi, a Nikolaj jeszcze przez chwilę stał, jakby się zastanawiał, czy iść za przyjacielem, czy może jednak podejść do dziewczyny. Ostatecznie widząc w jej oczach niechęć, zacisnął zęby i też wyszedł, co Camilla przyjęła z nieukrywaną ulgą.
W jednej sekundzie siły całkowicie ją opuściły i gdyby nie refleks Antona, z pewnością upadłaby na podłogę. Wampir objął ją delikatnie w talii, pozwalając, by cały ciężar oparła na nim.
Wyglądało, jakbyś chciała, żeby cię zabił – wyszeptał jej do ucha, gdy ruszyli w stronę schodów, na co się tylko uśmiechnęła.

Cześć wszystkim!
Jestem z kolejnym rozdziałem, na który sama czekałam z niecierpliwością, ale teraz nie jestem pewna, czy wyszedł mi tak jak chciałam. Cóż, ostateczną opinię i tak zostawiam Wam, więc zapraszam do czytania.

Pozdrawiam i do następnego! ^^

2 komentarze:

  1. Hej ^^
    Jakim cudem po takim czasie jestem tutaj pierwsza? o.O Nie mam pojęcia, zresztą to nieważne. Wiem za to, że rozdział pochłonęłam ot tak i na tę chwilę jestem zachwycona. Jeszcze dla nastroju puściłam sobie ukochany zespół (piosenkę, którą dodałaś, również uwielbiam, no ale co moja Sharon, to jednak Sharon: KLIK), więc udało mi się odpłynąć na dłuższą chwilę. I cieszę się, że mam jeszcze jeden zaległy rozdział, bo zdecydowanie czuję niedosyt :D
    Od początku wiadomo było, że Camie w którymś momencie puszczą nerwy. Nikolaj działa jej na nerwy tak bardzo, że do czegoś prędzej czy później musiało dojść, ale… zdecydowanie nie spodziewałam się, że aż tak ich poniesie. Genialnie opisana walka, taka dynamika, że aż parzy *-* Uwielbiam takie sceny, więc absolutnie masz mnie całą.

    „[…] z impetem uderzyła o ścianę, gdzie wisiał obraz, którego nigdy nie lubiła, a Lucio ubóstwiał. Chociaż tyle z tej potyczki dobrego.”
    Na tym kawałku śmiechłam :') Tylko Camilla mogła doszukać się w rzucaniu sobą nawzajem pozytywów. Ale, hej! Pozytywne myślenie ponad wszystko!

    Zastanawia mnie sposób, w jaki opisałaś jej uczucia. To było tak, jakby ktoś nią manipulował, może nawet sam Nikolaj, chociaż zarazem nie widzę celu w takim postępowaniu względem niej. Nie lubią się (eufemizmy <3), ale mimo wszystko… jest w nim coś, co nie daje mi spokoju. I jestem bardzo ciekawa, co to jest, chociaż na razie nie spekuluję. Wiem jedynie, że z zachowaniem Camilli oraz tym, że tak zaskoczyła ją możliwość poczucia od tego wampira krwi, coś jest nie tak. Och, zbyt wiele razy wprowadzałam podobne szczegóły u siebie, żeby wierzyć, że to przypadek ;>
    Idę sobie do ósemki, bo jestem ciekawa rozmowy z Antonem. Swoją drogą, Cama jest dumna do bólu – nawet śmierć miała zaplanowana z niejakim honorem, bo w końcu z rąk kogoś potężnego. Cóż, nie wygląda na samobójczynie, niemniej scena na pewno ciekawa.

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :)
      Też uwielbiam WT, a już w ogóle piosenkę z Roguckim. Dzięki niej, jakoś pozytywniej zaczęłam go postrzegać. ;)

      Może nikt nie manipuluje Camą, ale w dobrym kierunku myślisz... Tylko ciii... I masz rację, krew to nie przypadek, a z nim jest coś nie tak. Może nawet więcej niż „coś”. ;)
      Już niedługo mam zamiar wyjaśnić dlaczego Camilla jest taka, a nie inna i myślę, że to wiele rozjaśni... Choć w sumie, to nigdy nic nie wiadomo. :)
      Dzięki! ^^

      Usuń