08 marca 2017

Rozdział dziesiąty



Camilla
Wypadła z klubu wprost w ciemną, mokrą noc. Lało jak z cebra, ale nawet czuła z tego powodu zadowolenie, bo deszcz maskował jej łzy. Targały nią sprzeczne emocje, jednocześnie była zrozpaczona i wściekła – może właśnie dlatego nie potrafiła do końca określić, dlaczego właściwie płacze. Zdawała sobie sprawę, że Lucio ją ukarze za walkę z Nikolajem i zniszczenie holu, ale nie sądziła, że zrobi coś takiego. W dodatku jak mógł nie powiedzieć jej o Natalii, ale temu palantowi już tak? I co z tego, że on go przemienił? Przecież to tak naprawdę nic nie oznaczało. Stanowiła tego świetny przykład – swojego stwórcę widziała ostatnio, jak leżała na podłodze i starała się nie umrzeć, gdy jej ciało się zmieniało.
Otrząsnęła się z tego wspomnienia. Przecież obiecała sobie, że nie będzie wracać już do przeszłości, ale ostatnim czasem wciąż dryfowała pomiędzy wydarzeniami, które przynosiły ze sobą tylko ból.
Uniosła głowę w stronę zachmurzonego nieba i pozwoliła, żeby deszcz spływał po jej twarzy. Dzięki, ludzie, za wodoodporny tusz do rzęs!
Wypuściła powietrze przez usta i oblizała wargi. Przez tę jedną chwilę żałowała, że wydobrzała. Te trzy noce, gdy leżała w łóżku i dochodziła do siebie, niezaprzeczalnie były najlepszym, co ją spotkało od momentu pojawienia się Nikolaja.
Zacisnęła zęby, żeby nie warknąć. Jak niby miała iść z nim na ten cholerny bal?! Luciowi z tej miłości chyba poprzewracało się w głowie. Nie obchodzi mnie to, co myślicie. Macie się dogadać i koniec powtórzyła słowa przywódcy klanu i prychnęła.
Wkurzanie się na zaistniałą sytuację przerwała wibrująca komórka. Blondynka przez chwilę się szamotała, a gdy w końcu udało się jej wyciągnąć urządzenie, przewróciła oczami. Paweł wybrał sobie zdecydowanie nieodpowiedni moment na telefon. Zastanawiała się, czy odebrać, aż w końcu ze złością przeciągnęła palcem po ekranie.
– Nie mam humoru, czego chcesz? – syknęła, przykładając komórkę do ucha.
Odpowiedziała jej cisza, a gdy już zdążyła się zirytować milczeniem alfy, ten westchnął głośno.
– Ty nigdy nie masz humoru – skwitował. Przez moment czekał na kąśliwą uwagę ze strony Camy, ale gdy ta nie nastąpiła, kontynuował. – Mam dla ciebie informacje, o które prosiłaś.
– Gdzie? – zapytała beznamiętnym tonem.
Już przecież wiedziała, kim jest Nikolaj i czego chce. Wątpiła, że Paweł powie jej coś nowego, ale co miała do stracenia? Może przynajmniej spotkanie z nim poprawi jej nastrój. W końcu miał do tego talent, a w ostatnim czasie był jedynym stworzeniem, które nie doprowadzało ją do szału. Poza tym potrzebowała zajęcia, żeby nie mieć czasu na myślenie o tym, że Lucio postanowił powiedzieć prawdę Natalii i poinformował o tym bruneta, a ją pominął.
– Przy garażach. – Coś warknęło w słuchawce, a Camilla przewróciła oczami. Wszak pełni już nie było, ale wilkołaki nadal wariowały, a Paweł musiał pilnować, żeby nie zrobiły czegoś głupiego. – Muszę kończyć.
Gdy mężczyzna się rozłączył, uśmiechnęła się krzywo i wcisnęła telefon w kieszeń. Z głośnym westchnieniem ruszyła przed siebie, z każdym krokiem oddalając się od Immortals i tylko to się liczyło.
Kiedy przechodziła obok parku, coś zwróciło jej uwagę. Mimo odległości i deszczu wyczuła wyraźny strach. Przystanęła, aby uważnie zlustrować teren znajdujący się przed nią. Nie znajdowało się tam żadne stworzenie jej pokroju. Wyczuła tylko dwójkę ludzi – kobieta śmiertelnie przerażona i mężczyzna, którym owładnęła żądza. Camilla zacisnęła zęby, a oczy zapłonęły niepohamowaną furią. Przecież aż za dobrze znała ten rodzaj strachu. Doskonale zdawała sobie sprawę, co on chce zrobić. Napawało ją to odrazą i nie miało znaczenia, że jego ofiarą jest człowiek.
Cichy pomruk wydobył się z jej gardła. Ułamek sekundy później wpatrywała się w plecy mężczyzny, który w jednej ręce trzymał nóż przystawiony do szyi młodej dziewczyny, a drugą próbował ściągnąć z niej spodnie. Nie zwlekając dłużej, wampirzyca chwyciła za jego kurtkę i szarpnęła w tył. Przeleciał kilka metrów, po czym wylądował na plecach z głośnym sapnięciem. Camilla powoli odwróciła się w jego stronę, a na jej usta wypłynął krzywy uśmiech satysfakcji.
– Uciekaj – rzuciła przez ramię do przerażonej dziewczyny.
– D-dziękuję – wyjąkała nastolatka między szlochami, a już po chwili biegła w kierunku głównej ulicy.
Mężczyzna próbował podźwignąć się na kolana, ale Cama postawiła nogę na jego klatce piersiowej, skutecznie go tym unieruchamiając. Szarpnął się kilka razy, nim w końcu do niego dotarło, że nie uda mu się wyswobodzić, więc zaczął wykrzykiwać coś w jej kierunku.
Przez kilka sekund wpatrywała się w wykrzywioną złością twarz, zastanawiając się, co z nim zrobić. Przeniosła wzrok na jego rękę, którą starał się coś dosięgnąć. Pomiędzy liśćmi leżał nóż, który wcześniej przyciskał do szyi bezbronnej kobiety. Uśmiechnęła się z dozą okrucieństwa i sięgnęła po przedmiot. Gdy znalazł się w jej dłoni, zakręciła nim, chcąc sprawdzić jego wyważenie. Prychnęła zniesmaczona i zabrała nogę, ale mimo to mężczyzna się nie ruszył. Nie był w stanie oderwać oczu od jej ust, w których dostrzegł długie kły. Kucnęła przy nim i przeniosła wzrok z noża na twarz mężczyzny.
– Już nigdy nikogo nie skrzywdzisz – wycedziła cichym i jednocześnie lodowatym głosem.
Przesunęła językiem po zębach, a w fiołkowych oczach błysnęło coś, co mroziło krew w żyłach. Mężczyzna zaczął płakać i błagać o litość, ale na niej nie zrobiło to żadnego wrażenia. Doskonale wiedziała, kim jest, czuła w nim zepsucie. Lubił zadawać innym ból, a podniecał się tylko wtedy, gdy jego ofiara się bała. Na samą myśl, że ma go dotknąć, robiło się jej niedobrze, ale nikt inny go nie powstrzyma, nikt nie ukarze. Przez jedną, długą sekundę zastanawiała się nad czymś intensywnie. Michałowski miał rację. Śmierć dla takiego bydlaka to żadna kara.
Wykorzystując zamyślenie wampirzycy, mężczyzna przeturlał się na bok, po czym zerwał się na nogi. Śmiech blondynki przedarł się przez szum deszczu i dotarł do uszu uciekiniera, ale był to śmiech pozbawiony wesołości, który sprawiał, iż miało się wrażenie, że padający deszcz zamienia się w małe kryształki lodu.
Nim mężczyzna się zorientował, Cama doskoczyła do niego z gracją polującego drapieżnika i, wbijając palce w jego ramię, mocno pociągnęła, aż ponownie upadł na błotnistą ścieżkę. Pochyliła się, po czym oparła na nim kolano.
Wyciągnęła telefon, wybrała numer i przeczekała kilka sygnałów, aż w końcu ktoś odebrał.
– Pogotowie, słucham?
– W parku Cytadeli leży mężczyzna z obciętymi genitaliami. Pośpieszcie się, bo inaczej się wykrwawi. – Rozłączyła się, nie dając najmniejszych szans dyspozytorce na wypytanie o szczegóły.
Mężczyzna, słysząc jej słowa, zaczął się szarpać, ale i tak nie był w stanie uciec. W jego oczach gościło przerażenie w najczystszej postaci.
Przez jakiś czas nasłuchiwała, w ogóle nie zwracając na niego uwagi, a gdy z oddali dobiegł dźwięk karetki, bez wahania rozdarła materiał jego spodni i odcięła przyrodzenie. Wrzask mężczyzny przedzierał się przez deszcz, ale nawet się nie skrzywiła. Odsunęła się tylko, gdy trysnęła krew. Popatrzyła z góry na swoje dzieło, a na jej twarzy malowała się obojętność. Napastnik zwinął się w kłębek, przyciskając dłonie do krocza, a z jego gardła nadal wydobywał się krzyk bólu. Przynajmniej go znajdą.
Niespiesznie oddaliła się z członkiem w dłoni. Nie miała żadnych wyrzutów sumienia, żadnego odruchu, który wskazywałby na współczucie. Czuła czystą satysfakcję za wymierzenie sprawiedliwości, choć nikt nie cofnie tego, co to bydlę robiło. Nikt nie oczyści dusz i umysłów jego ofiar.
Gdzieś z daleka dotarł do niej skowyt wilkołaka. Instynktownie skupiła się na tym dźwięku, zupełnie odsuwając od siebie to, co się wydarzyło zaledwie przed chwilą. Garaże – przemknęło jej przez myśl.
Spojrzała na kawałek mięsa, który trzymała w dłoni. Odrzuciła od siebie genitalia mężczyzny w nadziei, że jakiś bezdomny pies czy kot je zje, po czym rzuciła się do szaleńczego biegu. Budynki, które mijała, stały się smugą ciemnych barw, a ona była tylko porywem wiatru, jedynie widocznym dla innego wampira.
Nagle zatrzymała się, bo kilka metrów przed nią stały dwa wilkołaki. Większy szczerzył groźnie kły na drugiego, który próbował się stawiać. Idiota pomyślała mimochodem Camilla, po czym uśmiechnęła się krzywo. Od razu rozpoznała większą bestię po charakterystycznym paśmie siwego futra na grzbiecie. W pewnym momencie mniejszy osobnik znów zawył i uciekł w stronę ogródków działkowych.
Cama wrzuciła nóż do jednego z kontenerów na śmieci, które stały rzędem przy starych garażach, a następnie przesunęła się bliżej w kierunku wilkołaka. Ze skrzyżowanymi rękoma na piersi czekała, aż on odwróci się w jej stronę, a gdy tak się stało, mogła przysiąc, że na jego pysku gościł uśmiech. Po kilku sekundach, tuż przed nią, stał przystojny, dobrze zbudowany i zupełnie nagi mężczyzna.
– Wyglądasz okropnie. – Zmierzył ją od góry do dołu, po czym oblizał dolną wargę. – Ale mi to w niczym nie przeszkadza.
Mówiłam, że nie mam humoru. – Głos miała cichy, ale poważny, co zaskutkowało tym, że Paweł zmrużył oczy, przyglądając się jej intensywnie.
– Kłopoty w raju? – Uniósł brwi w górę, a widząc jej minę, pokiwał głową. – I tak bywa.
Nie odezwała się, tylko patrzyła mu wprost w oczy, zmuszając się jednocześnie, żeby nie spojrzeć w dół. Cholernie krępowało ją to, że jest nagi, ale nie miała zamiaru się do tego przyznawać.
– Czego się dowiedziałeś?
Od razu do interesów, co? – Uśmiechnął się krzywo, przeczesał włosy dłonią, strzepując z nich krople wody. – Kostia potwierdził, że ktoś porywa dzieciaki, ale jak na razie nie mają podejrzanego. I z tego, co mówił, to ten twój Nikolaj jest w porządku. Nie wtrąca się w ich sprawy nieproszony i żyją w zgodzie. Poza tym prywatnie się przyjaźnią.
– On nie jest mój – warknęła na Pawła, a on tylko się zaśmiał.
– No już, już. Tak tylko mi się powiedziało. – Westchnął cicho, bo dało się słyszeć skowyt jakiegoś wilkołaka. – Cholera...
– Trzeba było ich przykuć do kaloryfera. – Tym razem to blondynka zaśmiała się wesoło, widząc zbolałą minę mężczyzny.
– Razem z tobą – bąknął pod nosem, po czym zmarszczył brwi, przyglądając się jej badawczo. – Dziwnie pachniesz. Człowiekiem.
Camilla przygryzła dolną wargę i odwróciła wzrok, a gdy znów spojrzała na Pawła, wyrzuciła ręce w górę.
– Koleś chciał skrzywdzić młodziutką dziewczynę.
– Cama... – zaczął i automatycznie się wyprostował. – Zabiłaś go?
– Nie! – Gwałtownie zaprzeczyła. – Odcięłam mu... No wiesz... Ale zadzwoniłam na pogotowie.
– Nie... – Brązowe oczy rozszerzyły się do granic możliwości, a już po chwili pojawiły się w nich iskierki rozbawienia. – Odcięłaś mu jaja?
– Nie. – Pokręciła przecząco głową. – Fiuta.
Wilkołak wybuchnął śmiechem i cofnął się, zasłaniając dłońmi krocze, przez co blondynka też zaczęła się śmiać.
– Może zachowajmy dystans. – Szatyn zmusił się do opanowania rozbawienia i spojrzał na swoje dłonie. – Lubię swój interes.
– W to nie wątpię, zwłaszcza, że tak bezceremonialnie się nim chwalisz. – Uniosła znacząco brwi, na co on wzruszył tylko ramionami i nie spuszczał z niej spojrzenia.
Paweł wyczuł w niej zdenerwowanie, jak tylko się zjawiła. I nawet ich głupkowate docinki nie spowodowały jej rozluźnienia. Wyglądało na to, że podły nastrój przyległ do Camy jak druga skóra i nie miał zamiaru jej opuścić. Tylko czy tamten wampir faktycznie był aż takim problemem?
Żałował, że ma dla niej tak mało czasu, ale nie mógł wypracować go więcej. Nie, gdy księżyc nadal oddziaływał na jego pobratymców.
– Powiesz, co się dzieje? – Zrobił krok w stronę wampirzycy, a gdy drgnęła, tylko upewnił się w swoich podejrzeniach.
– Daj spokój. – Wymusiła u siebie słaby uśmiech. – Musisz ogarnąć swoje stadko.
– Camilla. – Chwycił ją za ramiona i spojrzał twardo w oczy. – Możesz mi nie powiedzieć, ale wtedy cię przytulę.
Blondynka chciała się cofnąć o krok, ale dłonie Pawła na to nie pozwoliły. Wpatrywała się w jego twarz z przerażeniem. Myśl, że mogłaby mieć kontakt z nagim ciałem, napawała ją strachem. Kilka sekund ciszy zdawało przeciągać się w nieskończoność, a w jej umyśle tworzyły się kolejne scenariusze tego, co mogło się wydarzyć. Zamrugała kilkukrotnie i zmusiła się, żeby skupić spojrzenie na znajomej twarzy.
On nie był jednym z nich. Nigdy jej nie skrzywdził.
Dostrzegła w jego oczach niepokój i zrozumiała, że był świadkiem jej chwilowego załamania. Zmusiła swoje serce, żeby podjęło wolny i równy rytm.
Mężczyzna zabrał ręce. Wydawał się lekko zmieszany. Znał plotki, miał swoje przypuszczenia, dlatego też nie miał najmniejszego zamiaru wypytywać Camillę o powody takiej reakcji na jego żart.
– Lucio rozkazał mi iść z Nikolajem na bal dobroczynny – powiedziała w końcu wampirzyca na jednym wydechu, zupełnie ignorując swoje wcześniejsze zachowanie, a Paweł przyjął to nawet z ulgą.
– Jak ci rozkazał? – Uniósł wysoko brwi, wcale nie udając swojego zdziwienia.
To ma być kara – wymamrotała Cama i odwróciła na moment wzrok, jednocześnie decydując się na nieujawnienie wszystkich szczegółów. – Zniszczyliśmy hol w domu. Rzucając sobą nawzajem. Lucio się wkurwił i to bardzo. Mam się dogadać z tym dupkiem.
Wilkołak uśmiechnął się krzywo. Wychodziło na to, że przywódca wampirów wymaga od swojej podopiecznej niemal niemożliwego. Ale była też druga strona medalu. Camilla zwyczajnie w świecie przesadzała. Miała z Nikolajem spędzić jeden wieczór, w dodatku nie sam na sam, tylko wśród ludzi. Wystarczyła z jej strony odrobina dobrej woli, której niestety jej brakowało.
Wszyscy wiedzieli, że Lucio traktuje blondynkę w szczególny sposób. Nie byli partnerami, ale też nie była dla niego zwykłą wampirzycą należącą do jego klanu. Dlatego skoro zmuszał ją do czegoś, czego tak bardzo nie chciała, musiało być to sprawą naprawdę ważną i zależało mu na tym, żeby choć raz się podporządkowała.
– To idź i się dogadaj. – W końcu Paweł zdecydował się stanąć po stronie Lucia, a na jego słowa Cama zareagowała prychnięciem. – Mówię poważnie. Nic to cię nie kosztuje, a Nikolaj w końcu wróci do siebie. Nie mówię, że macie się zaprzyjaźniać, ale jeden wieczór cię nie zbawi, a Lucio na pewno to doceni.
Przez chwilę przyglądała mu się spod przymrużonych powiek, ale ostatecznie przytaknęła, czym go zaskoczyła. I chyba samą siebie też.
Nigdy nawet nie próbowała postawić się w roli Lucia. Był przywódcą i powinien wszystkich traktować równo, ale jednak na jej wybryki zawsze przymykał oczy. Doskonale zdawała sobie sprawę, dlaczego tak robił, przecież domyślał się, co ją spotkało u Emilia i z tego powodu jej współczuł, a w pewnym momencie ona chyba zaczęła to wykorzystywać. Uratował jej życie, pomógł uporać się z przeszłością, opiekował się nią, a przede wszystkim rozumiał, a ona zachowywała się jak idiotka. Należała mu się choć odrobina wdzięczności, tylko dlaczego dotarło do niej to dopiero po tylu latach?
– Masz rację. – Westchnęła cicho i przeczesała palcami mokre pasma włosów. – Lucio zasługuje na to, żebym chociaż raz zrobiła to, czego on chce.

Na początku, chcę życzyć wszystkiego najlepszego wszystkim Paniom, zarówno tym starszym i tym młodszym. :)
Dla Panów również najlepsze życzonka, ale dopiero w piątek. ^^
Rozdział może nie zachęca do świętowania, ale jest w nim kobieta! Tekst kilka razy zmieniałam, poprawiałam, połowę kasowałam, a następnie dopisywałam zupełnie co innego i w sumie nie jestem pewna jak mi wyszedł.
Dziękuję za to, że jesteście! :)

6 komentarzy:

  1. Ciekawe opowiadanie. Będe zaglądała tutaj częściej ! :)

    W wolnej chwili zapraszam do siebie http://myybestenemy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O mój Boże... O mój... Wyję xDD Po prostu leżę i wyję, noo! Uwielbiałam Camillę od pierwszego rozdziału, ale po tym ją kocham. Scena w parku była epicka i tylko tak jestem w stanie ją opisać.
    Poważniejąc, gwałt jest dla mnie czymś nie do pojęcia. I również zgadzam się, że za niektóre zbrodnie śmierć albo więzienie to za mało. To pierwsze dlatego, że jest... na swój sposób proste - koniec wszystkiego, koniec cierpienia. A więzienie... Wystarczy spojrzeć na warunki. Jeśli ktoś jest zwyrodnialcem, wieczne zamknięcie w miejscu, gdzie będzie mu ciepło, dostanie jeść i nie musi pracować zdecydowanie nie sprawi, że nagle zmądrzeje. To, jak potraktowała go Cama, jest dla mnie jak najbardziej sprawiedliwe, chociaż bez wątpienia było okrutne.
    Dlaczego mam wrażenie, że ona rozumie? Ta reakcja, a później jej zachowanie przy Pawle... Sądząc po retrospekcji, którą wrzuciłaś na temat Emila, bardzo możliwe, że Camilla aż za dobrze rozumie, co mogłoby spotkać tę kobietę ;-; Mam postać, która przez coś takiego przeszła i wiem, jak zachowałaby się na miejscu Camilli, więc podtrzymuję, że ona przez to przeszła. I chociaż sobie tego nie wyobrażam, to wystarczy, żeby było mi jej cholernie żal.
    Dziwnie czytać o załamaniu kogoś tak silnego, ale prawda jest taka, że obojętność i charakterek tego typu nie bierze się znikąd. Ona wycierpiała dość, by takie zachowanie wydało mi się dość oczywiste. Co prawda nie pokazałaś nam pełni jej przeszłości, ale nie trzeba faktów podanych na tacy, żeby połączyć informacje w całość. No i Cama naturalnie nie uznaje słabości, chociaż przecież ma do niej prawo. Ciekawe czy kiedyś do niej dotrze :3
    Podoba mi się jej relacja z Pawłem :3 On jest taki ciepły, poza tym potrafi do niej dotrzeć. Nie, nie widziałabym ich w roli pary, ale przyjaciół na pewno. I w sumie dobrze, bo ona zdecydowanie kogoś takiego potrzebuje. Swoją drogą, ciekawa jestem co też wyjdzie z tej kary, bo Cama i Nikolaj na balu to zdecydowanie nic dobrego. Może akurat się nie pozabijają, chociaż przy jej charakterze... Na miejscu gościa bałabym się o pewne części ciała x)

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przyjęłaś tę scenę... dobrze? Nie chcę używać określenia „ciepło”, bo to raczej dziwnie brzmi ;) Szczerze powiem, że się bałam, a nawet może i nadal się boję, jak ta scena zostaje odebrana. Przyjemna z pewnością nie jest, a może i drastyczna, ale chyba jak to pisałam, to byłam troszkę wkurzona... Choć się z niej bym nie wycofała.
      Odnośnie Camy, to nie będę tutaj pisać co i jak. Możemy „pogadać” o niej prywatnie, o ile chcesz wiedzieć wcześniej, bo w sumie nie potrafię teraz przewidzieć, kiedy jej przeszłość się wyjaśni.

      Usuń
  4. Odpowiem tutaj na Twoje odpowiedzi, gdyż mam coś z internetem i nie za bardzo mogę się cofać (postawili jakiś nadajnik na pobliskim cmentarzu i od tego momentu nieustannie mam problemy z zasięgiem).
    Ja nie mam nic do prologu, który z początku może wydawać się oderwany i niepasujący do całości. Taki zabieg nawet lubię. Nie przeszkadza mi też chaos, zapewne jest po coś i nawet bym nie nazwał tego co tu jest chaosem. Jest po prostu kilka perspektyw, każdy ma swoją równoległą historię i pewnie gdzieś w połowie lub przy końcu się spotkają, tak jak w filmach "Miasto gniewu" czy "Miasta miłości". Przeszkadza mi jedynie to, że poza tym rozdziałem i poza porwaniem Amelii (gdy już się obudziła, gdy przedstawiono jej wampira), to każdy jeden rozdział, to jedynie przedstawienie nowego bohatera czy też nowych bohaterów i nic poza tym. Takie pokazanie kim jest, jak wygląda, co robi i co wiąże go z bohaterem, z którego perspektywy piszesz. A właśnie, co do perspektyw. To zawsze było pisane w trzeciej osobie? Nie było jakiegoś rozdziału pisanego z pierwszej? Wydawało mi się, że pisałaś z pierwszej, ale mogłem coś pomylić i przez noc zapomnieć :)
    Jakoś wyjątkowo nie przeszkadza mi tym razem to co Cami zrobiła. Jestem za samosądami, jestem za "oko za oko", za obcinaniem jaj gwałcicielom, za zakatowaniem rodziców, którzy zakatowali własne dzieci, za choćby porządnym podtopieniem gówniarza, którzy utopił kota. Tylko taką metodą jest się w stanie do niektórych ludzi dotrzeć, przekazać im zasadę "nie rób drugiemu co tobie niemiłe".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duchy i wszelaka elektryczność i jej pochodne nie idą w parze. ;)
      Z tym prologiem to w ogóle nie miałam Ciebie na myśli. I dziękuję za zrozumienie, bo niektórzy uważają, że tak, wszystko musi się wyjaśniać tu i teraz! A gdyby tak zrobić, to i tak będą mieć pretensje...
      Rozumiem co Ci przeszkadza, choć nie do końca mogę się zgodzić, że nic się nie dzieje, bo i było polowanie i lanie się, a nawet operacja – i ja zdecydowanie na lekarza się nie nadaję ;) – nawet we wspomnieniu Lucia się coś tam zadziało. No ale zdecydowanie pierwszych dziesięć, a może nawet dwanaście rozdziałów, mogę nazwać wstępem. Tak... to będzie długa historia... O_O I w sumie teraz to już bardziej z górki, choć tempo akcji może Cię nie zadowolić... zresztą ocenisz sam.
      Tak, to było zawsze w trzeciej osobie. Dusze piszę w pierwszej, ale tam Cię raczej nie było.
      To z Camillą możecie podać sobie ręce. ;)

      Usuń