24 marca 2017

Rozdział jedenasty


Nikolaj
Wampir przechadzał się po holu w co najmniej nerwowy sposób. Rozglądał się po ścianach, chcąc zająć czymś myśli. Oglądając pomieszczenie, sprawdzał, czy zostały jakiekolwiek ślady po walce, ale wszystko wyglądało idealnie. Niestety, antyków nie udało się uratować, a on obiecał oddać coś ze swojej kolekcji jako zadośćuczynienie, choć wiedział, że Luciowi zupełnie nie o to chodziło.
Nikolaj miał wyrzuty sumienia, że tak poturbował blondynkę. Nigdy nie powinien doprowadzić do sytuacji, w której nie panował nad sobą, a wspomnienie walki wciąż w nim żyło i przypominało, że mroczna natura wzięła górę. W porządku, nie przepadał za nią, ale sam nie wiedział, dlaczego tak bardzo pragnął jej śmierci. Obudziła w nim jakieś dziwne, niezrozumiałe, a przede wszystkim sprzeczne uczucia, które wprowadzały w jego życiu silną dezorientację. Zdawało się, że nigdy nikt nie doprowadził go do takiego stanu.
Na samo wspomnienie tamtej nocy zaciskał ze złością szczęki. Doskonale pamiętał, co mu towarzyszyło, gdy obejmował palcami szyję blondynki – euforyczna, wręcz szaleńcza radość, silne pobudzenie i to przekonanie, że powinien wgryźć się w jej gardło. Zupełnie jakby jej krew go nawoływała. Warknął poirytowany, bo zdawało się, że jego własne ciało go zdradziło. A może nawet i umysł... Gdyby nie Lucio, zabiłby ją, a później zapewne nie wybaczyłby sobie tego. Zaszyłby się gdzieś na pustkowiu z dala od wszystkich, żeby przez kolejne stulecia żyć jak szczur i uporać się z poczuciem wstydu i odrazy wobec siebie.
Nikolaj przeczesał włosy palcami, coraz bardziej zniecierpliwiony. Już dawno powinni być na miejscu, a ona nadal nie zeszła. Przystanął na moment i spojrzał na schody. Może powinien do niej iść i sprawdzić? Nie, to zdecydowanie był kiepski pomysł. Chyba że postanowiła przeciwstawić się rozkazom przywódcy klanu i nie miała zamiaru z nim pójść na ten przeklęty bal.
Potrząsnął głową, odpychając od siebie tą myśl. Może robiła wszystko po swojemu, ale za bardzo szanowała Lucia, żeby aż tak mu się sprzeciwiać.
Wcisnął dłonie do kieszeni czarnych spodni i ponownie zaczął krążyć po pomieszczeniu, analizując zachowania jasnowłosej wampirzycy. Uporu i odwagi nie można było jej odmówić, charakter też miała osobliwy, ale najciekawsze i tak wydawało się to, że posiadała zaskakującą moc jak na tak młody wiek. Nie wspominając o tym, że żaden młodzik nie potrafił tak dobrze walczyć, a i instynkt często płatał im figle. Jednak Camilla była inna i nie zawdzięczała tego ilości stoczonych walk, w których nabrała doświadczenia. One jedynie sprawiły, że przestała walczyć chaotycznie, ale też nie schematycznie. Miała silnie rozwinięty instynkt drapieżnika, co dawało jej znaczną przewagę.
Lucio cały czas ją obserwował – jej zachowanie, rozwijającą się moc i w pewnym momencie zaczął podejrzewać, że Cama mogła okazać się jedną z trzech kobiet, które zostały stworzone, aby pokonać Lilith. I Nikolaj musiał przyznać, że im dłużej się nad tym zastanawiał, tym ta teoria stawała się coraz bardziej prawdopodobna. Tylko z drugiej strony nasuwało się pytanie, czy ktoś tak narwany będzie w stanie przeciwstawić się takiemu złu? Ale jeśli to prawda, to powinien raczej otoczyć wampirzycę opieką, a nie próbować ją zamordować.
Właśnie... Chyba powinien wrócić do poszukiwań naczynia, bo jak na razie jego pobyt w Poznaniu przyniósł więcej szkód aniżeli pożytku. Tym bardziej, że tu żaden młody wilkołak nie został porwany. A na dodatek brakowało jeszcze dwóch kobiet, żeby móc powstrzymać demona.
Tak, zdecydowanie powinien wziąć się do roboty.
Z rozmyślań wyrwał go delikatny, słodki zapach, na który zareagował niekontrolowanym napięciem mięśni. Odwrócił się w stronę jego źródła i na moment zamarł. Zmierzył blondynkę leniwym spojrzeniem, a na ustach wykwitł mu krzywy uśmiech.
– Już myślałem, że pójdziesz w spodniach. – Nie spuszczał z niej wzroku, aż stanęła przed nim z uniesioną dumnie głową.
– Miejmy to już za sobą – odparła chłodnym, niemal pogardliwym tonem.
Ślicznie wyglądasz. – Nikolaj, widząc zaskoczenie na jej twarzy, uśmiechnął się do niej szeroko. Jednak szok szybko ustąpił miejsca podejrzliwości, a on tylko przewrócił oczami. – Nie jestem chamem i prostakiem. Potrafię docenić piękno, jeśli je dostrzegam.
Camilla potrząsnęła z niedowierzaniem głową, a rozpuszczone włosy delikatnie muskały jej nagie ramiona. Otworzyła usta, żeby coś odpowiedzieć, ale ostatecznie zrezygnowała. Wyminęła go, kierując się w stronę drzwi. Ponownie zmierzył wzrokiem jej sylwetkę i z zawadiackim uśmiechem ruszył za nią.
Schodząc po szerokich schodach, Nikolaj wyciągnął z kieszeni klucze i nacisnął guziczek na pilocie. Do ich uszu dobiegł charakterystyczny dźwięk zwalnianej blokady drzwi, a reflektory zaparkowanego auta zamrugały niemal zachęcająco.
– Dał ci camaro? – Cama spojrzała na wampira zszokowana, a w jej głosie pobrzmiewała nuta żalu.
– Pożyczył. – Wzruszył ramionami i zakręcił na palcu kluczykami. – Mówił, że lubisz to auto.
Rzuciła mu gniewne spojrzenie, zaciskając przy tym szczęki. Oddech jej przyśpieszył, zresztą tak samo jak serce, które tłukło się o żebra. Mężczyzna oparł się o dach samochodu i wpatrywał się w nią pytająco.
– Nie pozwala mi go prowadzić – syknęła i szarpnęła za klamkę.
Nikolaj zaśmiał się cicho, ale gdy wsiadł do samochodu, nie było śladu po wcześniejszym rozbawieniu. Bez słowa uruchomił silnik, po czym ruszył w stronę bramy, która czekała już szeroko otwarta.
Mimo późnej pory ulice nadal tętniły życiem. Mijali grupki rozbawionych ludzi, którzy zmierzali zapewne do baru albo do jakiegoś klubu, aby bawić się w najlepsze. Ale chodnikami przemykali również ci samotni, którzy pragnęli zamknąć się w swoich mieszkaniach przed całym światem. Uśmiechnął się z bólem na ten widok. Sam wszak przerobił te wszystkie etapy i w żadnym nie czuł się wystarczająco dobrze, zawsze mu czegoś brakowało. Wewnątrz siebie wyczuwał pustkę, której nie potrafił zapełnić.
Wampir patrzył przed siebie i mimo tego, że wyglądał na niezwykle znudzonego, to bacznie obserwował wszystko i wszystkich wokół, nie pomijając w tym blondynki.
Gdy po prostu siedziała i się nie odzywała, wyglądała na zupełnie nieszkodliwą, a nawet niewinną istotę. Ale to tylko pozory. Napięcie w aucie było tak silne, że tylko czekał, aż wybuchnie. Westchnął głośno, a fiołkowe spojrzenie jak na zawołanie spoczęło na jego profilu.
Co? – zapytała przez zaciśnięte zęby, a jej ciało napięło się, gotowe do obrony.
– Nic. – Nikolaj wzruszył ramionami i poprawił się w fotelu. – Tylko to trochę bez sensu. Nie uważasz?
Camilla zmrużyła oczy, jakby chciała się doszukać w jego zachowaniu jakiejś pułapki.
– Niby co? – zapytała w końcu, a w jej głosie pobrzmiewała nuta ciekawości.
To. – Machnął ręką, wskazując na nią i na siebie. – To, co jest między nami.
Dziewczyna zaśmiała się głośno, a przede wszystkim szczerze, co zaskoczyło szatyna. Przekręciła się na swoim miejscu, żeby lepiej go widzieć, a plecami niemal przylgnęła do drzwi.
– Między nami nic nie ma. Nie wiem, co ci siedzi w głowie, ale...
– Nie w tym sensie! – przerwał jej w połowie zdania i na kilka sekund spojrzał w oczy. Westchnął, ponownie skupiając się na drodze. – Przepraszam, że prawie cię zabiłem. Normalnie bym tego nie zrobił.
– Normalnie? – Cama uniosła wysoko brwi. – Czyli co? Ja jestem nienormalna?
Nie to miałem na myśli! Poza tym właśnie cię przepraszam, jeśli nie zauważyłaś.
– I co? – prychnęła. – Może mam ci jeszcze za to podziękować?
– Wypadałoby – burknął pod nosem i od razu tego pożałował, bo aż nazbyt wyraźnie usłyszał, jak wampirzyca zazgrzytała zębami.
– Mam ochotę rozerwać ci gardło – wysyczała, nie spuszczając oczu z żyły na jego szyi.
– Domyślam się. – Uśmiechnął się krzywo. – Naprawdę przepraszam. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego tak się stało. Zawsze panuję nad sobą. No ale to ty mnie postrzeliłaś.
– Bo mi nos złamałeś, do cholery! – Patrzyła na niego z niedowierzaniem, choć wyczuwał też złość.
W odpowiedzi skinął, zastanawiając się jednocześnie, czy aby na pewno chce kontynuować tę rozmowę. Lucio nie byłby zbytnio zadowolony z kolejnego starcia. Poza tym dał słowo przyjacielowi, że tej nocy zaopiekuje się Camą.
Powstrzymał się przed wzruszeniem ramionami, za to podrapał się po policzku w zamyśleniu.
– Za to też przepraszam. – Zgasił silnik, a blondynka dopiero zauważyła, że dojechali na miejsce. Nikolaj niespodziewanie zablokował drzwi i wbił w nią błękitne spojrzenie. – Nie chcę prowadzić z tobą wojny. Postarajmy się dogadać, chociaż dzisiaj. Co ty na to?
Siedział nieruchomo, czekając na decyzję wampirzycy. Wszystko zależało od niej, bo był przekonany, że jeśli ona zechce, to znów go wyprowadzi z równowagi. Poczuł zaskakującą ulgę, gdy Camilla powoli przytaknęła. Uśmiechnął się delikatnie i zwolnił blokadę.
Nim zdążyła wysiąść, szatyn obszedł auto i otworzył jej drzwi. Doskonale widział, że przewróciła oczami, ale nie skomentował tego. Pouczanie jej w kwestii zachowania raczej nie wyszłoby na dobre ich relacji.
Gdy wysiadła, wygładziła sukienkę z lekkiego, bladoniebieskiego materiału i wzięła głęboki wdech. Na czole Nikolaja pojawiła się długa zmarszczka świadcząca o konsternacji. Wyraźnie poczuł jej zdenerwowanie, co wydało mu się niezwykle interesujące. Przecież ona zazwyczaj była aż nazbyt pewna siebie.
Podał jej swoje ramię, które o dziwo przyjęła. Gdy tylko go dotknęła, jej niepokój stał się jeszcze wyraźniejszy.
– Wszystko w porządku? Wydajesz się być spięta – wyszeptał, gdy przekraczali próg hotelu.
– Tak. – Zatrzymała się gwałtownie i pociągnęła go za stojącą w recepcji palmę. – Po prostu... Dlaczego to musisz być ty?! Nie lubię cię. I nie ma szans na to, że polubię. Jesteś jakiś dziwny, bezczelny i arogancki! A na dodatek coś ukrywasz. I ładne opakowanie tego nie zmieni! – mówiła szybko ściszonym głosem, a z każdym kolejnym słowem rozbawienie Nikolaja wzrastało.
– Uważasz, że jestem przystojny? – rzucił z błyskiem w oku, na co Camilla prawie warknęła.
– Tylko tyle zrozumiałeś? – prychnęła oburzona.
– Zrozumiałem wszystko. I każdy ma jakieś tajemnice, ty na pewno też. Nie polubisz mnie? – Wzruszył ramionami. – Nie wymagam tego od ciebie. Tu chodzi o Lucia, nie o nas. Tym się tak denerwujesz?
Blondynka przymknęła oczy, a gdy je otworzyła, wydawała się zagubiona. Powiedziała to, co naprawdę myślała, ale nie to ją niepokoiło, a przygryzana dolna warga tylko go w tym utwierdzała. Wplątała palce w jasne włosy, jakby chciała je przeczesać, ale nie zrobiła tego. Przeniosła dłoń na skroń i zaczęła ją delikatnie masować.
Natalia – jęknęła, opuszczając ręce wzdłuż ciała. Wyglądała jak porzucony szczeniak, przez co miał ochotę ją przytulić. – Widziałam tylko jej zdjęcie. Nie wiem, jak mam się wobec niej zachować.
Oby nie tak, jak wobec mnie – zaśmiał się cicho, ale jednocześnie uniósł dłonie w obronnym geście. – Żartowałem. Zachowuj się normalnie, tyle wystarczy.
Nikolaj chwycił ją za rękę i poprowadził za sobą w kierunku głównej sali. Po drodze zatrzymała ich starsza kobieta, jak się okazało właścicielka hotelu, która sprawowała pieczę nad imprezą.
– Trochę się spóźniliśmy. – Wampir uśmiechnął się delikatnie, uważając, żeby nie odsłonić kłów i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki zaproszenie.
– Dziękuję. – Kobieta wzięła podłużną kartę i odwzajemniła uśmiech. – Najważniejsze, że udało się dojechać. Tędy.
Camilla ponownie chwyciła ramię szatyna i oboje ruszyli za przewodniczką. Gdy tylko przekroczyli próg ogromnej sali, otoczyła ich intensywna mieszanka zapachów: ludzie, alkohol, dym, pot. Rozglądała się dokoła, w ogóle nie patrząc, gdzie prowadzi ją szatyn, po prostu szła za nim. Uśmiechnął się nieznacznie, gdy blondynka wstrzymała oddech i zacisnęła palce na jego ramieniu, bo zobaczyła przed sobą dziewczynę, którą znała tylko z fotografii.
– To jest właśnie Natalia. – Lucio uśmiechnął się czule, patrząc na swoją partnerkę.
– Miło cię poznać. – Nikolaj wyswobodził się z uścisku Camilli i ucałował dłoń kobiety.
Wampirzyca jak w transie przywitała się i usiadła na krześle. Źle się tu czuła, to było aż nazbyt widoczne i szatynowi przeszło nawet przez myśl, żeby ją stąd zabrać. Wiedział od przyjaciela, że blondynka nie lubi ludzi i to tylu w jednym miejscu, a dodatkowo dochodziło udawanie jednej z nich.
W pewnym momencie Lucio z Natalią i inni goście z ich stolika poszli tańczyć, pozostawiając Nikolaja samego z blondynką.
– Krzywdę sobie zrobisz – wyszeptał, pochylając się w jej kierunku i chwytając za nadgarstki.
Zdezorientowana spojrzała na niego, a później na wewnętrzną stronę swoich dłoni. Wbijała paznokcie w skórę, aż zaczęła krwawić i nawet tego nie czuła. Nie rozluźniając uścisku, zmusił ją, żeby uniosła ręce ku jego ustom, przez co napięła się jak struna i zacisnęła palce. Westchnął cicho i spojrzał na nią twardo, wysyłając jednocześnie w jej kierunku falę swojej mocy. Gdy tylko ten lekki powiew do niej dotarł, wstrzymała oddech i posłusznie rozluźniła pięści. Wydawało się, że Nikolaj złożył pocałunek na rankach, ale tak naprawdę przeciągnął koniuszkiem języka po skaleczeniach.
Camilla wpatrywała się z niedowierzaniem w miejsca, gdzie nie było najmniejszego śladu po jej paznokciach. W końcu podniosła pytające spojrzenia na wampira, a on tylko wzruszył ramionami i uśmiechnął się zawadiacko.
Otworzyła usta, jakby chciała o coś zapytać, ale przeszkodziło jej w tym pojawienie się Michałowskiego.
– Czy mogę? – Mężczyzna wyciągnął dłoń w kierunku blondynki, ale pytanie skierował do Nikolaja. Jednak nim ten zdążył odpowiedzieć, wampirzyca już wstała.
Szatyn przez pewien czas przyglądał się, jak Camilla tańczy w objęciach Michałowskiego. Zamrugał kilkakrotnie, chcąc oderwać wzrok od blondynki i dopiero wtedy zorientował się, że zaciska zęby. Skupił się na dziwnym uczuciu, które pojawiło się w momencie, kiedy wampirzyca odeszła. Czyżby był zazdrosny? Prychnął. Raczej mało prawdopodobne. Jednak to i tak go nie powstrzymało, żeby obudził w sobie chęć skręcenia karku komendantowi.
W jednej sekundzie siedział przy stoliku, a w drugiej stał za dziewczyną i nie przejmował się tym, że ktoś mógł zauważyć jego zbyt szybkie przemieszczenie się. Michałowski, widząc szatyna, skinął mu z lekkim uśmiechem, podziękował Camie i odszedł. Jego miejsce zajął Nikolaj z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Położył rękę na dole jej pleców i przyciągnął bliżej siebie, dając tym samym znak, że odmowa nie wchodzi w grę. Posłusznie poddała się wymogom wampira, a co najbardziej zaskakujące – nie wyczuwał w niej spięcia. Poruszali się w idealnej harmonii, zupełnie jakby oboje zostali właśnie tak stworzeni – tańcząc.
Uśmiechnął się nieznacznie, ale ona od razu wyczuła zmianę, bo uniosła głowę, przyglądając się mu badawczo.
Co kombinujesz? – zapytała, mrużąc oczy, a on z rozbawieniem pokręcił głową.
– I cały czar prysł.
Zacisnęła zęby i chciała się od niego odsunąć, ale jej na to nie pozwolił, przyciągając jeszcze bliżej siebie. Nie zwrócił uwagi na jej warknięcie, tylko wykorzystywał swoją moc, żeby zeskanować tereny wokół hotelu. Coś było nie tak. Początkowo wyczuł tylko delikatny powiew dziwnego zapachu, ale z każdym uderzeniem serca ta woń stawała się silniejsza.
Camilla zesztywniała w jego objęciach, co oznaczało, że i ona już to wyczuła. Ściągnęła brwi i wciągnęła do płuc powietrze przez nos.
– Co to jest? – wyszeptała, patrząc wprost w błękitne oczy.
– Coś złego – odpowiedział bez wahania.
– Tyle to wiem! – syknęła. – Nie pachnie znajomo. Wściekłość, żądza mordu i... czy to siarka?
Wampir uśmiechnął się z uznaniem. Czuł dokładnie to samo, ale też nie potrafił powiedzieć, co się zbliża, choć woń wydawała się znajoma.
– Trzeba się stąd wynosić. – Pociągnął ją w kierunku wyjścia, ale wyszarpnęła się.
– Chyba żartujesz. – Spojrzała na niego jak na idiotę. – Ludzie. Lucio nie pozwoli zostawić ich samych.
– Ta jego cholerna moralność – warknął szatyn i ruszył z powrotem w głąb sali.
Zaledwie kilka sekund później znaleźli w tłumie Lucia, który również wyczuł zagrożenie. Kiedy oni dyskutowali o tym, jak wyprowadzić stąd gości, Camilla jedną ze świeczek ozdabiających stoły podpaliła grubą zasłonę i zaczęła wrzeszczeć pożar. Ludzie zareagowali natychmiastowo, tłumnie rzucając się do wyjścia. Blondynka wróciła do mężczyzn z krzywym uśmiechem na ustach i otrzepała dłonie z niewidzialnego pyłu.
– Zrobione. Co dalej?
– Cholera, Cama! Spalisz hotel! – warknął Lucio, rozglądając się za jakąś gaśnicą. A gdy w końcu ją znalazł, ugasił ogień.
Dopiero wtedy trzy pary oczu spoczęły na Natalii, która wyglądała, jakby miała zemdleć. Serce biło jej zbyt szybko, a oddech stał się płytki i urywany. Wystraszyła się panicznie ognia, a najgorsze i tak było dopiero przed nią.
Przez ludzi, którzy próbowali wydostać się na zewnątrz, przetoczył się krzyk strachu. Trójka wampirów spięła bezwiednie mięśnie, zasłaniając przy okazji swoimi ciałami Natalię. Wściekłość przesycała powietrze do tego stopnia, że można było poczuć jej ostry smak na języku. Nikolaj mlasnął zniesmaczony i nie odrywał wzroku od wejścia do sali. Instynktownie przesunął się do przodu, przed Camillę, na co ona prychnęła i odsunęła się w bok.
Do pomieszczenia wdzierali się mężczyźni o dziwnym zapachu. Jedni pod postacią ludzi, a inni w połowie przemienieni, choć kwestią czasu było, kiedy wszyscy przybiorą postać wilkołaków.
Stojąca najbliżej bestia zawyła złowrogo i rzuciła się w kierunku Camy, za którą stała przerażona kobieta. Nim wilkołak zdążył do niej dotrzeć, Nikolaj uderzył w niego i z całym impetem wylądowali na stoliku. Trzask łamanego drewna i kości zagłuszył warknięcia pozostałych napastników.
Zabierz ją stąd. – Lucio szarpnął wampirzycę w tył, gdy ta chciała rzucić się do walki. – Ma być bezpieczna.
Na moment jakby czas się zatrzymał. Camilla spojrzała w czarne oczy przywódcy i przytaknęła, wycofując się w stronę Natalii. Chwyciła dziewczynę za rękę i razem biegły w kierunku bocznego wyjścia, odprowadzane wzrokiem Lucia. Głośny pomruk Nikolaja przywołał go do rzeczywistości. Znalazł wzrokiem przyjaciela, który zdążył odrzucić od siebie wilkołaka.
Szatyn wyprostował się i obnażył kły. Pozwolił, aby moc swobodnie rozniosła się po całym krwiobiegu, budząc tym samym do życia najgorszą część jego natury. Mieszanka zapachów, dźwięków i emocji tylko go pobudzała. To zaciskał, to rozluźniał pięści, a na jego ustach pojawił się okrutny uśmiech. Bez zbędnych wyrzutów sumienia rzucił się na najbliższego wilkołaka i cisnął nim o ścianę. Nim zdążył dotrzeć do niego ponownie, dwa inne zastąpiły mu drogę. Zdawało się, że gdy uwolnił się od jednej bestii, to pojawiały się dwie następne.
Nie mieli pojęcia, jak długo walczyli, bo ataki zdawały się nie słabnąć, a wręcz przeciwnie. Zdecydowanie przybierały na sile. Nagle napastnicy wycofali się. Uciekali w popłochu, a Nikolaj dopiero wtedy zauważył, że nie zabił ani jednego. Wzrokiem odszukał Lucia, który spostrzegł to samo u siebie. Zupełnie nikt nie zginął.
Czarne oczy rozszerzyły się w niemym przerażeniu.
– Natalia – wyszeptał i w mgnieniu oka znalazł się na zewnątrz. Lustrował otoczenie, ale nie mógł namierzyć zapachu ukochanej. Spojrzał na Nikolaja, który stanął tuż obok. – Odwracali tylko naszą uwagę.
– Nie czuję ani Natalii, ani Camilli. Dziwny odór wilkołaków wymieszany z paniką i strachem ludzi skutecznie je maskuje. – Szatyn zazgrzytał zębami i zwrócił twarz w stronę nieba. – Niedługo świt, a ty jesteś ranny.
Lucio spojrzał na siebie i się skrzywił. Uniósł dłoń do żeber, a gdy zanurzył palce w głębokiej ranie, syknął przeciągle.
– Muszę ją znaleźć – wydusił przez zaciśnięte zęby, cały czas próbując wychwycić choć najlżejszy zapach kobiety. Zrobił krok do przodu, ale zachwiał się niebezpiecznie. Gdyby nie refleks Nikolaja, z pewnością upadłby na ziemię.
Jest z Camillą. Na pewno nic jej nie jest. Jak tylko zajdzie słońce, zaczniemy poszukiwania, ale teraz, przyjacielu, to ty potrzebujesz pomocy.
Sam najchętniej ruszyłby na poszukiwanie kobiet, ale nie mógł zostawić Lucia w takim stanie. Poza tym i jego ograniczało słońce.

Cześć! :)
Przybyłam z rozdziałem jedenastym, choć łatwo nie było. Nadal nie jestem całkowicie przekonana, czy wszystko wyszło tak jak chciałam, ale jest zdecydowanie lepiej niż było. Rozdział wciąż poprawiałam, aż w końcu skasowałam cały i napisałam od nowa. Dlatego mam cichą nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
Cieszę się, że jesteście. Dziękuję! ^^

9 komentarzy:

  1. Dobry wieczór!
    Ogłaszam, co następuje:
    http://wspolnymi-silami.blogspot.com/2017/03/107-ocena-bloga-ibleedingoutblogspotcom.html – właśnie opublikowałam ocenę twojego bloga.
    Zajrzyj, gdy znajdziesz chwilę :)
    Zapraszam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. No ładnie! Zajrzałam tutaj z nadzieją na dalszą część historii Amelii, ale po przeczytaniu tego rozdziału chcę więcej Camilli i Nikolaja! Aż przeszły mnie dreszcze...Jestem zakochana w tym blogu! Bardzo podoba mi się Twój styl, który czyta się lekko i przyjemnie :) Oby tak dalej! Czekam na więcej!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi to „słyszeć” :) Oczywiście zapraszam jak już będzie kolejny rozdział. ^^

      Usuń
  3. Dawno mnie nie było ale nie zapomniałam o Tobie. Uwielbiam Lucia. Owszem może jest despotą, ale bardzo go lubię. Ma w sobie coś wyjątkowego i niebezpiecznego zarazem. Camilla chyba sama sobie wszystko komplikuje. Nie wiem czemu. Jakoś tak mi się wydaje. I jeszcze ta akcja na końcu. Robi się coraz groźniej. Oczywiście nadrobię i czytam dalej na bieżąco.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście nigdy bym Lucia nie nazwała despotą, ale jeśli się na coś uprze, to nie ma zmiłuj. Z kolei Camilla sama nie wie czego do końca chce, czego może się spodziewać. Zwyczajnie się gubi, ale wyjdzie jeszcze na prostą. ;)
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
  4. Po pierwsze, Evans Blue <3
    Po drugie, akcja, akcja i więcej akcji. Idealnie.
    Perspektywa Nikolaja... Ciekawa sprawa, a ja do tej pory nie wiem, co powinnam myśleć o tym panu. Tym razem pokazałaś nam świat jego oczami, on sam z kolei okazał się inny niż wdziała go Camilla. To dziwne rozdarcie, zwłaszcza myśl o wyrzutach sumienia, gdyby pozwolił sobie na zabicie jej... Tak nie zachowuje się bestia, a przynajmniej ja nie wyobrażam sobie takiej, co później czegokolwiek żałuje.
    Nie wiem czy można powiedzieć, że się dogadali. Na pewno po części tak, bo przynajmniej się nie pozabijali, ale jednak to mieszanka wybuchowa. On drażni ją, ona jego - dwa silne charaktery, z których starcia nie może wyjść nic dobrego. Nie mam pojęcia w którą stronę pójdzie ich relacja, ale uwielbiam czytać o tej dwójce razem. Nie, nie shippuję ich, bo to byłoby zbyt proste, zresztą nie wierzę, by taki związek przetrwał :V Po prostu takie relacje są zwykle ciekawe - przekomarzania i ciężka współpraca. Albo się pozabijają, albo dojdą do jakiegoś consensusu i zaczną tolerować. Nic ponadto, tak sądzę :3
    Jestem ciekawa Natalii. Mało o niej napisałaś, poza tym, że jest bardzo delikatna, a Lucio za nią szaleje. Cama wydaje się odwdzięczać za lata opieki ze strony Lucia, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie od chwili jej rozmowy z Pawłem - czy to przez swego rodzaju porozumienie z Nikolajem, czy znów moment, w którym zabiera ze sobą Natalię. Cała akcja jest dziwna, zresztą jak i wzmianka o trzech kobietach, które mają zniszczyć Lilith. Sprawy nabierają tempa, chociaż zarazem nie zdradzasz za dużo i to jest moim zdaniem genialne.
    Lecę do dwunastki ;> Bardzo cieszę się, że nie wzięłaś sobie tego bełkotu z WS do serca. Ta ocena była śmieszna, ale za to można poprawić sobie humor bzdurkami łoceniających :D

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Nikolajem to nie koniec niespodzianek ;) Zresztą wydaje mi się, że nie tylko z nim :)
      Lubię pisać o Camilli i Nikolaju razem, ale do najłatwiejszych to nie należy. Zdecydowanie jest łatwiej pisać o niej i o Pawle, gdy ich relacja jest jasna i pozytywna.
      Cama rzeczywiście będzie próbowała odwdzięczyć się Luciowi, ale czy to jej wyjdzie na dobre? Sama nie jestem o tym przekonana ;)
      Natalia jeszcze będzie miała swoje pięć minut, choć nie jest i nie będzie na pierwszym planie, ale myślę, że będzie taką postacią, którą po prostu da się lubić od początku.
      Nom nie wzięłam :) Z błędami to i się zgadzałam, ale wiele rzeczy było przekręconych, co zresztą wiesz^^

      Usuń
  5. Czułem, że na tym balu coś się wydarzy, dlatego wcale mnie nie dziwi, że tak się stało.
    Pochwalę Cami za świetny pomysł z pożarem. Kobiety pod względem wymyślania wymówek zawsze nad nami górują, więc nic dziwnego, że ona na to wpadła, a oni nie. Oczywiście wpadła tylko na pomysł, by wzniecić pożar, ale nie by go zaraz potem ugasić co też mnie nie dziwi, bo to w końcu kobieta (trochę sobie dzisiaj pogeneralizuję, bo żona mi zaszła za skórę).
    No i ciekawe po co im Natalia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiechałam, czytając ten komentarz. :) I w sumie nadal się śmieje jak głupia, choć już nie wiem dlaczego... Chyba za dużo kawy...
      Na balach zawsze się coś wydarza. Dopiero, gdy już wrzuciłam ten rozdział, zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo oklepanego motywu użyłam. XD

      Usuń