14 kwietnia 2017

Rozdział dwunasty

Camilla
Biegły przez ciemny las. Camilla doskonale widziała w ciemnościach, dlatego też wściekała się, że kobieta co chwilę się potykała i je spowalniała, ale nie miała najmniejszego zamiaru jej nieść. Wilkołaki już ruszyły ich śladem. Słyszała ich wycie i powarkiwanie, choć były jeszcze daleko. Miały szansę. Zirytowana Cama wzięła głęboki wdech, kolejny raz pomagając Natalii podnieść się z ziemi.
– Niedługo świt, musimy się gdzieś ukryć.
– Zrobi się jasno, będziemy lepiej widzieć. – Kobieta otrzepała kolana z liści i brudu.
– Nie rozumiesz. – Wampirzyca pociągnęła ją znów za sobą. – Nie mogę zostać na słońcu. Zginę.
Natalia zatrzymała się gwałtownie, przyglądając się w skupieniu towarzyszce. Twarz Camilli nie zdradzała nic. Fiołkowe oczy wpatrywały się w kobietę ze śmiertelną powagą, przekonując ją, że to nie głupi żart.
Niedaleko na wschód od hotelu są stare bunkry. – Blondynka rozejrzała się wokół, jakby chciała pomóc sobie tym określić ich położenie. – Ale nie mam pojęcia, gdzie jesteśmy.
Na ustach Camy pojawił się słaby uśmiech. Odwróciła się w lewo, chwyciła Natalię za rękę i ruszyła szybkim, pewnym krokiem.
Po niecałych piętnastu minutach dotarły na miejsce. Przynajmniej tak sądziła wampirzyca. Wejście przysłaniały gęste zarośla, a mury pokrywała gruba warstwa mchu. Musiało minąć naprawdę dużo czasu, od kiedy ktoś ostatnio tutaj wchodził.
Pojedynczym, mocnym szarpnięciem Camilla otworzyła drzwi. Wpuściła przodem Natalię, a sama jeszcze raz zlustrowała otoczenie i zaczerpnęła głęboko w płuca powietrze. Wilkołaki, jak i świt, były coraz bliżej.
Zamknęła za sobą wejście, odcinając dopływ bladego blasku księżyca. Rozejrzała się po wąskim korytarzu, ale wyglądało na to, że mogły iść jedynie do przodu. Tkwienie w miejscu z pewnością nie przyniosłoby niczego dobrego.
– Chodź – wyszeptała Camilla, jednocześnie chwytając dłoń blondynki.
– Nic nie widzę – pisnęła w odpowiedzi.
– Ale ja widzę doskonale. – Wampirzyca starała się mówić spokojnym i przyjaznym tonem, żeby jeszcze bardziej nie wystraszyć kobiety. I tak już jej serce waliło jak oszalałe, a krew krążyła z zawrotną prędkością. – Poprowadzę cię. Obiecuję, że nic ci się nie stanie. Możesz mi zaufać?
Cama doskonale widziała wahanie w szarych oczach, ale cierpliwe czekała na odpowiedź, co w jej przypadku stanowiło nie lada wyczyn. W końcu Natalia skinęła i niemal wtuliła się w ramię swojej przewodniczki.
Pierwsze kilkanaście metrów okazało się najtrudniejsze, ale kiedy udało im się złapać wspólny rytm, przemieszczały się bez większego problemu i to w dobrym tempie. Czym dalej szły, tym robiło się zimniej i wilgotniej. Camilla wyczuwała znużenie Natalii, a fakt, że ta cały czas milczała, znaczył tyle, że analizowała to, co ją do tej pory spotkało. W dodatku otaczał ją zapach strachu, aż nazbyt wyczuwalny.
Cama nie wiedziała, co powinna zrobić. Nie potrafiła radzić sobie z ludźmi, w końcu nigdy nie musiała. Policjanci znali prawdę i przed nimi nie udawała człowieka, nawet nie była miła, a Natalia nie wiedziała nic o wampirach. I tu zaczynały się schody...
– Tutaj. – Wampirzyca pchnęła drzwi, które ustąpiły z oporem. – Usiądź.
Kobieta posłusznie usiadła pod ścianą, a Camilla w tym czasie przeszukała pomieszczenie, w którym znajdowało się szerokie biurko i kilka szafek. W jednej z nich znalazła lampę gazową, która o dziwo działała. Gdy przesunęła światło bliżej Natalii, ta przysłoniła oczy dłonią. Zamrugała kilka razy, bo po czasie spędzonym w gęstych ciemnościach blady blask lampy wręcz oślepiał.
Wampirzyca osunęła się na podłogę, opierając głowę o ścianę. Wsunęła dłoń pod sukienkę, by dosięgnąć nóż, który przymocowała do uda. Gdy go wyciągnęła zza opaski, przyjrzała mu się uważnie. Obróciła nim kilkukrotnie w dłoni, badając jego ciężar. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak walczyła. Od lat używała pistoletów, ale pod sukienką nie mogła ich ukryć.
Do jej uszu dobiegł szelest krwi, która znacznie przyspieszyła. Powoli odwróciła twarz w stronę kobiety i napotkała przestraszone spojrzenie.
Po co ci to? – wyszeptała Natalia, niezdolna nawet mrugnąć.
– Do obrony. – Szczera odpowiedź, ale ona nie wyglądała na przekonaną. – Chyba zauważyłaś, że coś jest nie tak?
Po dłuższym milczeniu kobieta w końcu zdecydowała się podnieść wzrok na swoją towarzyszkę.
– Co tak właściwie się dzieje? – zapytała drżącym głosem. – Dlaczego siedzimy w tym cuchnącym bunkrze, skoro tam była policja? I ci dziwni ludzie... Jak zwierzęta...
Tym razem to Camilla zwlekała z udzieleniem wyjaśnień. Nie powinna jej mówić prawdy, ale nie wiedziała, co ma zrobić. Nigdy nie sądziła, że znajdzie się w takiej sytuacji, a przede wszystkim nigdy nie chciałaby tego. Nie ciągnęło jej do przemieniania kogokolwiek i brania za niego odpowiedzialności, a tym bardziej do wprowadzania ludzi w ich świat. Wystarczyło, że musiała siebie pilnować, co wcale jej nie wychodziło tak, jak życzył sobie tego Lucio. Wyjaśnienie Natalii wszystkiego stanowiło jego obowiązek, tylko że zwlekał z tym zbyt długo.
Cama wypuściła powoli powietrze, jakby przedłużając tym czas podjęcia decyzji. Miała dwie opcje i żadna nie była idealna. Do cholery, ona nie potrafiła tłumaczyć! Jak miała wyjaśnić komuś, że na świecie żyją wampiry i wilkołaki? Jej nikt niczego nie tłumaczył, tylko po prostu została wepchnięta do tego świata i nikt nie martwił się, czy przeżyje, czy jednak umrze. Spojrzała na blondynkę, zastanawiając się, czy uda im się wydostać z tuneli bez przekazywania jej prawdy. Ona osobiście wolałaby wiedzieć. Nawet najgorsza prawda zdecydowanie była lepsza niż najsłodsze kłamstwo, które przesuwało w czasie nieuniknione.
Jej rozmyślanie przerwał jakiś szelest, który dobiegał z korytarza, a który tylko ona usłyszała. Gwałtownie poderwała się na nogi z palcem wskazującym na ustach. Skupiła się na swojej mocy i rozesłała ją po pomieszczeniu, starając się, aby jak najdokładniej zamaskowała zapach kobiety. Wciągnęła zatęchłe powietrze w nozdrza i, zadowolona z efektu, ignorując pytające spojrzenie towarzyszki, oddaliła się od pomieszczenia w zupełnej ciszy.
Wampirzyca kierowała się w kierunku, skąd dobiegał do niej odgłos bijącego serca napędzanego przez adrenalinę. Przyczaiła się pod ścianą jednego z korytarzy. Wyczekiwała w kompletnym bezruchu na pojawienie się intruza. Słyszała wyraźnie, jak wilkołak zachłannie wąchał powietrze. Z pewnością ją wyczuł, ale nadal nie potrafił namierzyć dokładnego miejsca jej pobytu. Niczym polujący drapieżnik bezszelestnie przesunęła się ku wyjściu bocznego tunelu. Musiała szybko zabić, aby nie zdradził kompanom, gdzie się znajduje.
Wstrzymała oddech, a w kolejnej sekundzie zaatakowała. Z niezwykłą precyzją poderżnęła mu gardło. Wilkołak chciał zawyć, ale okazało się to niemożliwe. Łypnął czerwonymi ślepiami na swą niedoszłą ofiarę, która przyglądała mu się z wyraźnym zaciekawieniem.
Bestia zaczęła się kurczyć, a futro stawało się rzadsze, aż całkowicie zniknęło. Ciało przybrało formę człowieka. Młody mężczyzna klęczał w kałuży własnej krwi, próbując zatamować jej upływ. Łapczywie łapał powietrze, ale zdawało się to na nic. Zaledwie kilka sekund później upadł twarzą na podłogę, zacharczał, a jego oczy zgasły.
Camilla podeszła do niego i szturchnęła bosą stopą. Co prawda jego serce już nie biło, ale to nie był zwykły wilkołak. Przecież one nie miały czerwonych oczu, a już na pewno nie śmierdziało od nich siarką. Gdy upewniła się, że na pewno leży przed nią trup, wytarła nóż o sukienkę i schowała go. Z wyraźnym obrzydzeniem kucnęła, a następnie zanurzyła dłonie w krwi wilkołaka i rozniosła ją po korytarzach, chcąc zmylić trop.
Westchnęła, gdy kolejny raz stanęła przy zwłokach. Wciągnęła powietrze w nozdrza i stwierdziła, że wystarczy. Miała już odejść, ale jej uwagę przykuł tatuaż na ramieniu mężczyzny. Wyglądał na pentagram wpisany w okrąg z dziwnymi literami zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz koła, których nie potrafiła odczytać. Przez moment wydawało jej się nawet, że wzór zamigotał szkarłatem. Nachyliła się nad tatuażem, ale nie zobaczyła nic nadzwyczajnego.
Sprawdzając jeszcze raz, czy w pobliżu nic się nie czaiło, wróciła do tymczasowego schronienia. Prześlizgnęła się przez uchylone drzwi i zamknęła je za sobą. Gdy tylko znalazła się w świetle lampy, Natalia wstrzymała oddech.
– To nie moja krew. – Camilla westchnęła zmęczona i usiadła w pewnej odległości od kobiety, chcąc dać jej poczucie swobody.
– Więc czyja? – Blondynka poruszyła się niespokojnie, a puls znów jej przyśpieszył. – Zabiłaś kogoś?
– Nie ja powinnam ci wyjaśniać – wymamrotała, przecierając dłońmi twarz, przez co zostawiła na niej smugi czerwieni. A gdy znów spojrzała na kobietę, postanowiła wyznać jej prawdę. – Zabiłam wilkołaka, który nam zagrażał.
– Ty jesteś jakaś nienormalna – wyszeptała w odpowiedzi.
– Już to słyszałam. – Wywróciła teatralnie oczami. – Chodzi o to, że ja nie jestem człowiekiem. Jestem wampirem. – Na potwierdzenie swoich słów, odsunęła górną wargę i pokazała Natalii kły. – Zanim zaczniesz panikować, to musisz wiedzieć, że cię nie skrzywdzę. I proszę, tylko nie wrzeszcz.
Blondynka to otwierała, to zamykała usta, wpatrując się w Camę bez mrugnięcia.
– A Lucio? – zapytała w końcu drżącym głosem.
– Lucio cię kocha, ponoć jesteś jego partnerką. – Wzruszyła ramionami. – I też jest wampirem.
– Wa... wampirem – wyjąkała, a w jej oczach zabłysnęły łzy. – A wy... Kim jesteście dla siebie?
To pytanie zaskoczyło wampirzycę na tyle, że otworzyła usta i trwała tak przez kilka długich sekund. Spodziewała się wszystkiego, że Natalia zacznie błagać o litość, że znów stwierdzi, iż jest nienormalna. Z pewnością nie brała pod uwagę tego, że w takich okolicznościach można być tak po prostu zazdrosnym. Ale jeśli Lucio się nie mylił i miała przed sobą jego prawdziwą partnerkę, to nie powinno ją dziwić, że na pierwszy plan wypłynęło akurat to uczucie.
– Uratował mi życie – odpowiedziała w końcu. – I jest przywódcą klanu.
– On zamienił cię w to?
– Nie. – Camilla potrząsnęła głową. – Znalazł mnie, gdy byłam już wampirem i umierałam.
– Powiedziałaś, że ponoć jestem jego partnerką. To znaczy co? Że prócz mnie spotykał się z innymi? – Strach pobrzmiewał w jej głosie, choć starała się go ukryć.
– Nie. – Wampirzyca przeczesała palcami włosy i wzięła głęboki wdech. – Z nami jest inaczej niż z ludźmi. Partner dla wampira to inaczej bratnia dusza. Tak naprawdę zakochujemy się tylko raz. Łączymy się poprzez krew. Na zawsze. Czujemy inaczej. Intensywniej.
– Ale ja jestem człowiekiem...
I, jak widać, to nie przeszkadza, żebyś była wybranką wampira. – Uśmiechnęła się delikatnie i o dziwo blondynka odwzajemniła uśmiech.
– A co, kiedy się zestarzeję?
– Jeśli... – Cama zawahała się na moment. – Jeśli się zgodzisz, to cię przemieni. A jeśli nie... To podejrzewam, że i tak z tobą będzie, a później przywita świt.
Po ostatnich słowach Natalia się wzdrygnęła, a wampirzyca poczuła zadowolenie. I wcale nie chodziło o to, że kobieta się wystraszyła. Zaniepokoiła ją perspektywa śmierci Lucia, a to znaczyło, że jej naprawdę na nim zależało.
– A ty? – zapytała blondynka. – Masz kogoś takiego?
– Partnera? Nie. I nie zapowiada się na to, żebym go miała. – Uśmiechnęła się słabo.
A ten, z którym byłaś na balu?
– Też wampir. I w sumie niedawno prawie mnie zabił. – Camilla zaśmiała się cicho. – Raczej się nie lubimy.
Gdy tańczyliście, wyglądaliście na... – Wampirzyca uniosła dłoń, przerywając wypowiedź Natalii.
– Nie kończ, bo zwymiotuję. – Zastanowiła się przez chwilę, po czym dodała. – Nawet tak nie myśl.
– Wiesz, że to wszystko wydaje się absurdalne?
Domyślam się. Ale nie jesteśmy potworami, jakimi nas przedstawiają. No, może jesteśmy, choć nie wszystko jest prawdą.
Opowiesz mi? – Natalia wydała się szczerze zainteresowana, choć nadal wystraszona. Może tak reagowała na stres, a może po prostu w nic jej nie uwierzyła. – Naprawdę pijecie krew?
– Tak, żeby przeżyć potrzebujemy ludzkiej krwi, ale nie zabijamy podczas posiłków, a żywiciel i tak niczego nie pamięta. – Wskazała palcem na jeden ze swoich kłów. – Mamy w nich toksynę, która wpływa na wasz umysł, usuwając wspomnienia. Poza tym staramy się żyć w zgodzie z ludźmi. Tego przynajmniej wymaga Lucio, zresztą jak i inni przywódcy. Nie możemy wychodzić na słońce, srebro też nam szkodzi, a i możemy się wykrwawić i umrzeć.
– A co znaczy, że czujecie intensywniej? – Szare oczy delikatnie błyszczały w świetle lampy, kiedy Natalia wpatrywała się w wampirzycę.
– To jest bardziej skomplikowane. Sama nie potrafię tego do końca wyjaśnić. – Zamilkła na chwilę, szukając odpowiednich słów. – Pomyśl o swoich emocjach, uczuciach, nawet zmysłach i pomnóż je kilkukrotnie.
– I nie wariujecie?
Potrafimy je wyciszyć, ale potrzeba czasu, żeby się tego nauczyć, choć przyznam, że czasami nie jest łatwo. Bywa i tak, że nie jestem w stanie wyodrębnić dźwięków i wszystko jest bezsensownym, aż bolesnym hałasem. Dlatego dobrze, jeśli młody wampir ma wsparcie ze strony stwórcy, który go wszystkiego uczy w pierwszych latach po przemianie.
– To ty ile masz lat? – Natalia zapytała, a po chwili ziewnęła szeroko.
– Dużo. Powinnaś spróbować się przespać. – Camilla przymknęła oczy i skupiła się na sprawdzeniu korytarzy. – W końcu będziemy musiały jakoś się stąd wydostać.
– Ich jest więcej? Tych wilkołaków?
– Niestety... – Wampirzyca westchnęła głośno. – I pilnują wejścia w lesie.
Są inne wyjścia. – Kobieta odsunęła włosy z twarzy. – Te bunkry łączą się z tunelami pod miastem. Można dojść choćby do Cytadeli albo do Bogdanki, ale nie wiem, jak tam trafić. Ojciec się tym zajmował jak byłam dzieckiem i zabierał mnie ze sobą, ale nie pamiętam... Minęło tyle czasu.
Camilla zamknęła oczy i skupiła się na korytarzach. Wyglądało na to, że te, które prowadziły w stronę Poznania, były puste.
Dasz radę iść? – Cama uśmiechnęła się szeroko, bo wiedziała, że wyjdą na powierzchnię nim wilkołaki się zorientują.

Witam Kochani! ^^
Kolejny rozdział trochę później niż zazwyczaj, ale miałam z nim mały problem. Nadal mam mieszane odczucia, ale ostateczną ocenę pozostawiam i tak Wam. :)
Dziękuję za obecność i komentarze.
Niestety nie wiem kiedy wrzucę trzynastkę, dlatego też zachęcam do zaobserwowanie bloga, żeby być na bieżąco.
Pozdrawiam :]

4 komentarze:

  1. No i jestem tutaj :3
    Warto było poczekać na ten rozdział. Nie wiem czym się martwisz, skoro wyszedł bardzo dobrze. Podejrzewam, że problem mógł leżeć w wyjaśnieniach wszystkiego Natalii, a przynajmniej ja zawsze się martwię, że takie sceny wyjdą sztucznie i coś popsuję. Zapewniam jednak, że rozmowa wyszła dość naturalnie, a całość jak najbardziej na plus ^^
    Oj, Lucio mocno nawalił, jeśli chodzi o relacje ze swoją partnerką. Dla dziewczyny to na pewno musi być szok, że spotyka się z wampirem, właśnie ucieka przed wilkołakami i ogólnie wylądowała w samym środku tego szaleństwa. Co prawda na pierwszy rzut oka przyjmuje to zadziwiająco dobrze, ale mam wrażenie, że chodzi o szok i zmęczenie. Zresztą każdy przypadek jest inny, z kolei Natalia - choć na pierwszy rzut oka krucha i delikatna - może się okazać silną, lojalną osobę, która da Luciowi potrzebne wsparcie. Zresztą widać, że jej na nim zależy. Jeszcze te pytania o rolę Camy i to, że mogłaby być zazdrosna ;>
    Fajnie wplotłaś trochę wyjaśnień o wampirach w naturalną rozmowę :D Na pewno o wiele lepsze niż wciskanie tego na siłę w opisy - po prostu wyszło naturalnie. Jestem ciekawa, co dalej z tego wyjdzie i kim są te wilkołaki, skoro w niczym nie przypominają tych, które znała Cama. Ktoś eksperymentuje na ludziach z ludzką krwią, więc może z wilkołakami dzieje się to samo? To Ci porwani, których potraktowano... No właśnie, jak? Mam wiele pytań i pomysłów, ale dopiero czas pokaże jak to będzie.
    Na koniec pozostaje mi życzyć Ci dużo weny, czasu i pomysłów :D Ja tu jestem i czytam, nawet kiedy chwyci mnie leń xD Och, no i wesołych świąt! Nie umiem składać życzeń, więc ograniczę się tylko do tego, zresztą odezwę się jeszcze prywatnie :3
    Do następnego!

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest tak jak mówisz, o wyjaśnienia się martwiłam, bo to zawsze tak trudno, żeby wyszło dobrze, a zwłaszcza jeśli jest ich dużo.
      Czasami odnoszę wrażenie, że po każdym rozdziale zostawiam więcej pytań, a mniej odpowiedzi, ale w końcu WSZYSTKO się wyjaśni, obiecuję :D
      Dziękuję i również zdrowych, spokojnych świąt :)
      I oczywiście dziękuję za komentarze ^^

      Usuń
  2. No proszę, a jednak kobietki się w pewien sposób zaprzyjaźniły. To ciekawe, że wampir może sobie "wpoić" człowieka. Uważam to za jak najbardziej dobre rozwiązanie. Pochwalę też to co mi się podoba w twoim opowiadaniu. Człowiek myśli bardzo ludzko, o czym świadczy choćby zazdrość Natalii o Lucia i nierozumienie czegoś takiego przez Cami. Kolejna rzecz, którą uważam za bardzo duży plus, to narodowości bohaterów. Często gdy oglądałem jakieś filmy czy seriale o wampirach, a nawet jak czytałem książki, to odnosiłem wrażenie, że ten gatunek zarezerwowany jest tylko dla Anglików, Amerykanów i Włochów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewien sposób – jest tu jak najbardziej trafnym stwierdzeniem. ;)
      Wyszłam z założenia, że wampir też był człowiekiem, a jak staram się pokazać ma też dusze, więc dlaczego by nie? A to, że później wgryza się w szyję i sprowadza katuszę na swoją/ego wybrankę/a, żeby żyć długo i szczęśliwie, to mały pikuś. :P
      Akurat u mnie żadnego Amerykanina i Anglika nie ma, to fakt. Nawet nie pomyślałam, żeby takich ich „zrobić”. Ale Camilla i Anton pochodzą z Włoch – tam się urodzili. I chyba tylko oni, jeśli w tym momencie kogoś nie omijam...

      Usuń