27 maja 2017

Rozdział piętnasty



Amelia
Obudź się – przetoczyło się przez umysł kobiety i nagle otworzyła oczy, robiąc jednocześnie głęboki wdech. Rozejrzała się po pomieszczeniu, ale nie widziała nikogo. Nie miała większych powodów do niepokoju niż zwykle, lecz jej serce nie chciało się uspokoić. Biło zbyt mocno, zbyt szybko, zbyt rozpaczliwe, sprawiając, że strach rozprzestrzeniał się po całym jej organizmie. Szarpnęła się, ale nic to nie dało. Cały czas podawano jej środki uspokajające poprzez kroplówkę, przez co nie miała wiele więcej sił niż dziecko.
Jęknęła, gdy wraz z jej przebudzeniem obudził się głód. Palił wnętrzności, zabierał oddech, wzmagał gniew. Starała się odegnać potrzebę krwi, uspokoić serce, ale stało się to zbyt trudne. Może wcześniej udawało się jej zapanować nad pragnieniem, ale wydawało się, że te czasy minęły i to bezpowrotnie.
Przymknęła oczy z nadzieją, że znów odpłynie. Tylko sen dawał jej względny spokój i pozwalał zapomnieć o bólu, który bezustannie jej towarzyszył.
– Obudź się.
Amelia zamrugała, a gdy zobaczyła nad sobą pochylonego mężczyznę, jej oczy rozszerzyły się w przerażeniu. On uśmiechnął się do niej i pogładził po włosach, jakby to stanowiło zupełnie coś normalnego.
Spokojnie – wyszeptał, gdy drgnęła. – Nie mamy dużo czasu, dlatego musisz mnie słuchać. Zrobisz to? – Kobieta powoli skinęła, a on wyciągnął z jej dłoni wenflon. – Grzeczna dziewczynka.
Kim jesteś? – wydusiła z siebie, a już po chwili skrzywiła się, gdy dotarło do niej, jak brzmiał jej własny głos.
– Chyba wiesz? – Mężczyzna uniósł jedną brew w górę, nie przestając rozrywać kajdan, które przykuwały ją do łóżka. – Na imię mam Andreas. Dzięki mnie, a dokładniej mojej krwi, stałaś się wampirem. W dodatku bardzo wyjątkowym.
Pomógł jej usiąść, ale powstrzymał, gdy chciała wstać. Obejrzał jej ręce, ślady po wkłuciach, blizny. Przez chwilę wpatrywał się wprost w jej tęczówki i choć chciała, nie potrafiła odwrócić wzroku.
– Co teraz? – Amelia zadrżała, gdy chłodne palce przesunęły się po jej policzku.
Uciekniesz stąd, a ja dopilnuję, żeby odwrócić ich uwagę, ale najpierw musisz się pożywić. – Nim zdążyła zaprotestować, Andreas przycisnął swój nadgarstek do jej ust, a kły blondynki same przebiły skórę. Piła zachłannie, a każdy kolejny łyk przynosił ukojenie, trzeźwość i siły. Dosłownie czuła, jak każda komórka jej ciała rodzi się na nowo do życia, a mgła przysłaniająca jej umysłzanika. Zatraciła się zupełnie w tych doznaniach i dopiero gdy znów usłyszała jego głos, uświadomiła sobie, co zrobiła. – Tyle ci wystarczy, dziecinko. Zamknij ranę.
Blondynka bezwiednie przejechała językiem po śladach od kłów, a ranki niemal natychmiast zniknęły. Podniosła wzrok na mężczyznę, co wcale jej nie pomogło w uporządkowaniu myśli. Zwłaszcza że się do niej cały czas lekko uśmiechał, a jego dłoń wciąż wędrowała po włosach w uspokajającej pieszczocie.
– Ja... – Zasłoniła usta dłonią i gdyby nie ręce Andreasa, odskoczyłaby na drugi koniec sali. – Ja przepraszam...
– Nawet się nie waż. – Przez moment w jego oczach zagościła złość, ale po chwili znów spojrzenie miał łagodne. – Nie przepraszaj za coś, co sam ci ofiarowałem. Chciałbym mieć czas, żeby ci to wszystko wyjaśnić i pomóc przez to przejść, ale niestety go nie mam, więc posłuchaj mnie uważnie, bo to jest bardzo ważne. Unikaj słońca, może cię zabić. Kiedy poczujesz głód, znajdź i odciągnij żywiciela. Nie pożywiaj się wśród ludzi. I nie rób tego, kiedy już będziesz na skraju, bo możesz zabić, a to jest niezgodne z naszym prawem. Automatycznie będziesz wymazywać pamięć żywicielowi podczas posiłku, więc nie musisz się przejmować, że któryś coś zapamięta. W Polsce panuje klan pod przywództwem Lucia. On sam mieszka w Poznaniu. Chciałbym, żebyś właśnie tam się udała i go odnalazła, ale jeśli spotkasz wcześniej innego wampira, to powiedz, że potrzebujesz schronienia. A jeśli będą zadawać pytania, to wyjaśnij, że zmierzasz do Lucia, a wysłał cię sędzia Andreas. Zapamiętasz?
Unikać słońca, nie zabijać, Poznań, Lucio, sędzia Andreas... – powtórzyła, w ogóle nie zastanawiając się nad słowami.
– Bardzo dobrze, a teraz chodź. – Odwrócił się do niej tyłem i już zrobił krok, gdy jej smukłe palce zacisnęły się mocno na jego nadgarstku.
Ja... Ja nie wiem, czy sobie poradzę. – W jej oczach zabłysnęły łzy. – Boję się.
Wiem, dziecinko. – Odgarnął jej włosy z czoła i pocałował w czubek głowy. – Ale już nie jesteś słabym człowiekiem. Masz w sobie więcej siły niż przypuszczasz, a moja krew dodatkowo ją wzmacnia. Uda ci się. Wierzę w ciebie, a teraz musimy iść, bo zorientowali się, że mnie nie ma.
W kolejnej sekundzie Amelia została sama. Stała pośrodku ciemnego pokoju z głośno bijącym sercem i nie wiedziała, gdzie powinna się udać. Wystawiła głowę na korytarz, rozejrzała się po nim, ale wydawało się, że nigdzie nie ma mężczyzny. Już otwierała usta, żeby wykrzyczeć jego imię, ale w tym samym momencie w jej umyśle pojawił się obraz rozkładu pomieszczeń. Uśmiechnęła się delikatnie i ruszyła w prawo, nie zważając, że ma na sobie tylko szpitalną koszulę. Jedyne, czego pragnęła, to wydostać się z tego okropnego miejsca.
Przemieszczała się w stronę wyjścia bez żadnych problemów. Nikt za nią nie wołał, nikt przed nią nie wyskoczył, chcąc zatrzymać. Wiedziała, że zawdzięcza to mężczyźnie, który ją obudził i nakarmił, choć branie od niego krwi nie napawało ją dumą, a wręcz wydawało się czymś obrzydliwym. Czymś, co nie powinno nigdy mieć miejsca.
Nagle zatrzymała się przed drzwiami, które dzieliły ją od upragnionej wolności. Z dłonią zawieszoną w powietrzu spojrzała przez ramię i przygryzła wewnętrzną część policzka. On jej pomógł, a ona zostawiała go samego na pastwę oprawców, którzy skrzywdzili ich oboje. Przecież to właśnie jego widziała za szklaną ścianą. Zaczerpnęła głośno powietrze z zamiarem zawrócenia, ale w jej głowie rozbrzmiał cichy śmiech, skutecznie zatrzymując ją w miejscu.
Spokojnie, dziecinko. Idź. Ja dam sobie radę. Jeszcze się zobaczymy.
Słowa, które usłyszała, trochę ją uspokoiły. Zwłaszcza że już wiedziała, do kogo należały. I mimo że może powinna się go bać, wcale strachu nie odczuwała. Zupełnie jakby jego krew krążąca w jej żyłach zapewniała, że może zaufać temu mężczyźnie.
Postawiła krok do przodu, nacisnęła klamkę i pchnęła drzwi. Niemal od razu upadła na kolana, zasłaniając uszy dłońmi. Dźwięki nacierały z każdej ze stron, sprawiając, że nie mogła ruszyć się z miejsca. Uniosła głowę, a wzrokiem błądziła po otoczeniu w poszukiwaniu jakiejkolwiek pomocy. Nie była przygotowana na tak intensywne doznania. Co prawda wiedziała, że jej zmysły stały się wrażliwsze, ale nie sądziła, że aż do tego stopnia. W celi, mimo że słyszała i czuła więcej, nie sprawiało jej to bólu, a tutaj? Cierpiała tak mocno jak wtedy, gdy sprawdzano na niej odporność na srebro.
Po policzkach Amelii spływały krople łez, a z jej gardła wydobywał się coraz głośniejszy szloch. Skuliła się na ziemi z przyciśniętymi dłońmi do głowy i chciała, żeby to się już po prostu skończyło.
Już dobrze, dziecinko... Oddychaj powoli. Spójrz, jaka noc jest piękna.
W jednej chwili wszystko ustąpiło. Poczuła, jak coś znajomego okrywa ją niczym płaszczem, oddzielając od wszystkiego z zewnątrz. Wyczuwała w tym wyraźną obecność Andreasa, choć nigdzie nie było go przy niej fizycznie. Odsunęła drżące ręce od głowy i uniosła zapłakaną twarz w stronę nieba. Zaczęła słyszeć i czuć normalnie, zupełnie jakby na powrót stała się człowiekiem. Zamrugała kilka razy, przyglądając się gęstym chmurom, które przysłaniały gwiazdy, omijając jedynie księżyc. Jego srebrzysta poświata okalała pola wokół budynków, gdzie w podziemiach jednego z nich ją przetrzymywano.
Podniosła się z ziemi i otarła policzki. Powoli z uwagą rozejrzała się dookoła. Chciała się przyjrzeć miejscu, w którym spędziła tyle czasu. Wyglądało na to, że stała na podwórku niegdyś dużego gospodarstwa, które zapewne ktoś wykupił, a pod nim urządził sobie centrum eksperymentów na ludziach. Zacisnęła zęby, chcąc opanować złość, która nagle w niej wezbrała i przez co kły zapulsowały boleśnie.
Nie myśl o tym. Zduś w sobie to uczucie. Możesz nad wszystkim zapanować, tylko musisz tego chcieć.
Przymknęła powieki i wzięła głęboki wdech, tak jak robiła to wtedy, gdy chciała zapanować nad głodem. Jeden, drugi, kolejny... Stopniowo gniew opuszczał jej ciało, a ona skupiła się na otoczeniu, na dźwiękach i zapachach. Słyszała wiatr, który tańczył między zżółkniętymi liśćmi pojedynczych drzew, skrobanie pazurów o ziemię skradającego się drapieżnika, piski myszy dochodzące spod ziemi, plusk wody, gdy wąż zsunął się z trawy wprost do jeziora. Najdziwniejszą i jednocześnie najbardziej fascynującą rzeczą okazało się jednak to, że słyszała dziesiątki serc, które uderzały w różnym rytmie, a ona potrafiła określić, czyje do którego zwierzęcia należało.
Jeszcze raz wciągnęła powietrze w nozdrza, ale nie po to, żeby dostarczyć tlen do płuc, tylko po to, żeby poczuć wszystko to, co znajdowało się wokół. Zapachy stanowiły zupełne przeciwieństwo tych unoszących się w placówce należącej do jej oprawców. Tutaj natura dzieliła się z nią swoimi woniami. Ziemia, woda, trawy, drzewa, zwierzęta...
Bardzo dobrze, a teraz idź i nie oglądaj się za siebie. Znajdź Lucia.
Po ostatnim słowie, które rozbrzmiało w jej umyśle, poczuła się osamotniona. Wiedziała, że wampir zerwał to niezwykłe połączenie, które powinno ją przerażać, ale traktowała je jako coś zupełnie naturalnego; coś, co nie wywołało u niej nawet najmniejszego zdziwienia. Po tym, co przeszła i czym się stała, powątpiewała, że cokolwiek będzie w stanie ją zadziwić.
Odgarnęła włosy z czoła i uśmiechnęła się delikatnie. Miała sojusznika; kogoś, kto zadał sobie wiele trudu, żeby ją uwolnić. Ta myśl dodawała jej otuchy i sprawiała, że czuła się znacznie pewniej. Postawiła kilka kroków naprzód, po czym spojrzała na swoje bose stopy. Chodzenie po ostrych kamieniach nie przynosiło ze sobą bólu, może jedynie delikatny dyskomfort. Zapewne gdyby nadal pozostawała człowiekiem, nie przeszłaby nawet kilku kroków na boso po takim podłożu. Przecież gdy jeszcze mieszkała w rodzinnym domu i ze znajomymi jeździła nad jezioro, to nawet po piaszczystej plaży nie chodziła na bosaka, a zwłaszcza wtedy, gdy piasek się nagrzał.
Potrząsnęła głową, żeby odegnać od siebie wspomnienia. Ostatnie, czego potrzebowała, to myśleć o domu i rodzicach, którzy mieli gdzieś, co się z nią działo. Przecież ojciec wyraźnie powiedział, że on już córki nie ma...
Zacisnęła usta, aż stały się pojedynczą, cienką, bladoróżową linią i ruszyła drogą, byle jak najdalej od tamtego miejsca. Gdy znalazła się już dość daleko, zatrzymała się i okręciła wokół własnej osi. Uniosła twarz w stronę nocnego nieba i zmarszczyła brwi.
Iść do Poznania... Ale gdzie ja jestem? – wyszeptała sama do siebie. Wzięła głęboki wdech i, kierowana wewnętrznym impulsem, zeszła z drogi na łąkę, po czym rzuciła się biegiem w stronę lasu, który majaczył w oddali.

Jak widać rozdział krótki, ale i jest trochę wcześniej niż pojawiają się zazwyczaj. Przedstawiam Wam tajemniczego wampira z poprzedniego rozdziału o Amelii. Może za wiele o nim nie ma, ale tak jak obiecał młodej wampirzycy – jeszcze się zobaczymy. I oczywiście sama Amelia odzyskała wolność.
Dziękuję za obecność :)

5 komentarzy:

  1. Hej :D
    Amelia *-* Czekałam aż rozwiniesz jej wątek, więc cieszę się z rozdziału jej oczami. Chociaż tym razem bardziej skupiał się na ucieczce i mężczyźnie, które widziała ostatnio, niż samej dziewczynie. Powiem Ci szczerze, że jestem zauroczona Andreasem – jego postawą, sposobem w jaki ją traktuje, tym ciepłem, które bije od jego wypowiedzi. Powiedziałabym, że potraktował ją prawie jak córkę, którą niejako jest, skoro została stworzona z pomocą jego krwi. Mógł wykorzystać ją do ucieczki, mieć gdzieś… cokolwiek, ale on bierze pełną odpowiedzialność za dziewczynę, której los został przypieczętowany nie z jego winy. Zadziwiająca postawa.
    Ogólnie ich więź jest niezwykła. Już wcześniej pisałaś, że stwórca jest ważny, że to specyficzna relacja, ale czym innym czytać wzmianki, a czym odmiennym poczuć to na praktycznym przykładzie. To, jak prowadził Amelię, i jak ona mu ufa, chociaż widzieli się pierwszy raz (pomijając moment za szybą), wydaje się dość wymowne. Mam nadzieję, że on jak najbardziej spełni obietnicę i zobaczą się bardzo szybko.
    Sędzia Andreas… Wspominałaś mi o sędziach, ale wciąż nie wiem za dużo. Więc i tego wątku jestem ciekawa ;> Wysłał ją do Lucio, więc wszystko stopniowo zmierza do spotkania głównych bohaterek. Oby dziewczyna sobie poradziła z dotarciem na miejsce. Na razie jest oszołomiona nadmiarem bodźców, które do tej pory były tłumione przez leki. Najważniejsze jednak, że odzyskała wolność, a teraz… Cóż, być może będzie miała szansę odpłacić się za wszystko, co ją spotkało i tym samym pomóc swojemu opiekunowi :3
    Czekam na następny. Och, no i zakochałam się w piosence <3
    Weny!

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brakowało mi Amelii! :) A ten rozdział rozbudził jeszcze bardziej moją ciekawość odnośnie jej dalszych losów! No i kolejny tajemniczy i silny mężczyzna w tym opowiadaniu....Andreas ( i Fassbender w jego roli!!! :)) , bardzo intrygująca postać.
    Troszkę zraziła mnie ta ,,dziecinka", ale rozumiem, że to wyraz troski wampira o Amelię.
    Czekam na kolejny rozdział!
    Do zobaczenia!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andreas jest... specyficzny, więc może Cię zrazić nie tylko ta „dziecinka”. ;) Chociaż kto wie, może akurat on najbardziej przypadnie Ci do gustu.
      Dziękuję za komentarz! ^^

      Usuń
  3. Czy ja wiem czy rozdział krótki? Mnie tam się wydaje, że one wszystkie są podobnej długości. Już się do tego przyzwyczaiłem i na to nie narzekam. Chyba tylko drugi czy trzeci był znacznie dłuższy.
    Okazuje się, że z Amelią też mam coś wspólnego. Rozgrzany piasek, czy co gorsza asfalt, beton, także parzy mnie w stopy. Nawet po trawie nie lubię chodzić boso, bo zaraz jakaś pszczoła lub kamień się przypałęta i zawsze to ja na takie coś nadepnę ;-(
    Skoro tych dwoje ma możliwość rozmawiania z sobą na odległość, to znaczy, że są dla siebie stworzeni? Są takimi partnerami? Czy za taką zdolność odpowiada to, że on ją stworzył, więc także ją czuje?
    PS. Ciągle czekam na rozdział z perspektywy Lucia xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strony w Wordzie nie kłamią i ten był krótszy od innych. ;) A fakt, że któryś z tych dwóch był dłuższy, bo z trzech zrobiłam jeden...
      Kwestia partnerstwa między Amelią, a Andreasem jest wyjaśniona w dwudziestym rozdziale, więc pozwól, że tu nic nie powiem. A to porozumiewanie się w myślach – nie każdy to potrafi, w sumie tylko Andreas gada w czyjejś głowie, a czytać w cudzych myślach wampir może się nauczyć. Tak więc, Andreas sobie sprawdza co duszyczka myśli i tak po prostu odpowiada w jej głowie.

      Usuń