12 czerwca 2017

Rozdział szesnasty



Lucio
– Nigdy nie stawaj pomiędzy wampirem a jego życiowym partnerem, bo możesz przypłacić to życiem. – Usłyszał wyraźnie słowa Nikolaja, choć wypowiedziane szeptem do ucha wampirzycy.
Gdy drzwi za nimi się zamknęły, Lucio westchnął bezgłośnie i podniósł wzrok na Natalię, ale nic nie powiedział, zbyt przerażony tym, co mogła pomyśleć jego ukochana o nim samym.
Cisza, która zalegała w pokoju, przytłaczała; osiadała na meblach, ścianach, na skórze, a czym dłużej trwała, tym stawała się trudniejsza do przerwania. Serce kobiety biło mocno, wręcz rozpaczliwie, jakby miało za chwilę zatrzymać się na zawsze, wyczerpane nadmiernym wysiłkiem.
Natalia mimowolnie zadrżała, gdy wampir uniósł dłoń, żeby przeczesać palcami włosy.
– Boisz się mnie – stwierdził zrezygnowany. Wyglądał, jakby całe życie z niego uszło właśnie w tym jednym momencie. Schował ręce do kieszeni spodni i spuścił głowę.
Blondynka zaczerpnęła głośno powietrze. Objęła się ramionami i nieśmiało spojrzała na mężczyznę. Oczywiście, że się bała, ale gdy tak na niego patrzyła, doszła do wniosku, że nie on był źródłem jej lęku, tylko ta cała sytuacja, w której się znalazła. Walczyła sama ze sobą, ze strachem, który ostrymi szponami zaciskał się na jej umyśle, a Lucio czuł jej zagubienie każdą komórką swojego ciała.
Mimo potęgi, którą posiadał, wobec tej kruchej istoty czuł się bezradny. Kochał ją całym sercem i tylko jej szczęście się dla niego liczyło, dlatego czuł wściekłość, że znalazła się w niebezpieczeństwie. I do tego wszystkiego doszła Cama, która wyznała jej prawdę.
Nie tak to miało wyglądać...
Natalia zamrugała, chcąc powstrzymać łzy. Palce zacisnęła na skraju bluzy, pomagając sobie tym opanować drżenie dłoni. Nadal odczuwała zmęczenie, a gorąca herbata, kanapka i prysznic wcale nie pomogły rozjaśnić myśli. Przez krótką chwilę zastanawiała się, czy powinna patrzeć na Lucia tak jak zawsze – jak na mężczyznę jej życia, z którym planowała przyszłość.
A on po prostu stał kilka kroków od niej i nie ośmielił się podejść bliżej. W jego czarnych oczach dostrzegała smutek tak rozległy, że aż ścisnęło jej serce. I właśnie to przeważyło, bo nim zdążyła podjąć świadomą decyzję, dała się ponieść impulsowi. Pospiesznie przemierzyła dzielącą ich odległość i mocno się w niego wtuliła. Dopiero gdy objął ją silnymi ramionami, po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Pozwoliła, żeby wszystkie emocje opuściły jej ciało. Nie miało znaczenia, czym jest Lucio. Czuła się przy nim bezpieczna, a gdy delikatnie gładził ją po plecach, całował po włosach, dzielił się swoją miłością, zaczęła się uspokajać.
Trwali we własnych objęciach bez słowa, zupełnie jakby ich ciała i dusze w tym milczeniu same odnajdowały wspólny język. Pasowali do siebie idealnie pod każdym względem, o czym oboje byli przekonani.
Lucio z każdym kolejnym wdechem wciągał głęboko do płuc zapach swojej ukochanej. Nie mógł uwierzyć, że tak po prostu go zaakceptowała. Nie doceniał jej. Spodziewał się, że gdy pozna prawdę, odejdzie, a on zostanie już na zawsze sam skazany na nędzną egzystencję pozbawioną prawdziwej miłości i zrozumienia.
Właśnie dlatego moment przedstawienia Natalii prawdy odsuwał w czasie. A ona została, w dodatku ufnie tuliła się do niego, jakby nie stanowił żadnego zagrożenia.
– Nie skrzywdziłbyś mnie – wyszeptała, unosząc głowę, aby spojrzeć w jego oczy. – Czuję, że się tym martwisz.
– Myślałem, że tylko ja odczuwam twoje emocje, skoro ty... – zamilkł i odwrócił wzrok.
Natalia uniosła dłoń do twarzy mężczyzny. Opuszkami palców przesunęła po szorstkim policzku.
– Skoro jestem człowiekiem? – zapytała cicho, ale już bez lęku.
– Tak. – Lucio chciał się od niej odsunąć, ale blondynka mu na to nie pozwoliła, obejmując jego szyję drobnymi ramionami.
– Camilla stwierdziła, że widocznie to nie przeszkadza, żebym mogła być twoją partnerką.
Ciekawe, czego ci nie powiedziała – prychnął nagle poirytowany.
– Choćby tego, jakie masz wobec nas plany. – Zaczęła gładzić palcami kark wampira, a całe jego napięcie zniknęło, na co się delikatnie uśmiechnęła.
Przez chwilę wpatrywał się w nią w milczeniu. Doszukiwał się choćby cienia strachu, wątpliwości, ale nic takiego nie znalazł. Wyglądało na to, że jego partnerka miała więcej odwagi, niż sądził. Powinien się cieszyć, przecież właśnie tego pragnął, żeby znała prawdę o nim i go akceptowała, kochała, chciała... Ale po umyśle wciąż plątała się świadomość, że mogła działać pod wpływem szoku. I przecież polowano na nią. Jeśli związek z nim stanowił dla niej niebezpieczeństwo, nigdy nie pozwoli, żeby się związali.
Ta pojedyncza myśl boleśnie ścisnęła mu serce, ale starał się nic po sobie nie pokazać. Musiał myśleć o niej, a nie o sobie.
– Chcę, abyś była szczęśliwa. – Odgarnął włosy z jej czoła w czułym geście. – Tylko że ze mną nie będziesz.
Natalia zesztywniała i przestała się uśmiechać. Zamrugała zdezorientowana, otworzyła usta, ale po chwili je zamknęła. Patrzyła wprost na niego, a w jej oczach gościło jeszcze niezadane pytanie. Zsunęła dłonie z jego szyi. Odsunęła się o kilka kroków. Przeczesała nerwowo włosy i znów spojrzała mu w oczy.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– Natalia... – Wyciągnął do niej rękę, ale potrząsnęła przecząco głową.
To jest twój strach, nie mój. – W jej głosie wyraźnie pobrzmiewało oskarżenie. – Myślałam o tym wszystkim, wiesz? O tym, co czułam, gdy się spotykaliśmy, ale też wtedy, gdy nie byliśmy razem. Teraz, kiedy wiem, na czym polega to wasze partnerstwo, wiele spraw stało się jasne. Może nie jesteś człowiekiem i w praktyce wszystko jest trudniejsze, ale zdecydowałam, że chcę być z tobą. A ty mi teraz sugerujesz, że mamy się rozstać? Po tym, jak prawie połamałam nogi w tym cholernym lesie, a później omal nie dostałam zawału, gdy ona pokazała kły... O bandzie wi... wilkołaków nie wspominając... – Podniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Wskazała na niego palcem. – Jesteś tchórzem.
Lucio zaniemówił. Różnie go już nazywano, ale nigdy, nawet za czasów ludzkiego życia, nikt nie zarzucił mu tchórzostwa. Wpatrywał się w drobną blondynkę przed sobą, w jej twarz, na której malowało się oburzenie, a on nie mógł się powstrzymać od uśmiechu. Kąciki jego ust same wędrowały ku górze, a w odpowiedzi oczy Natalii zwęziły się do wąskich szparek.
Nim zdążył się wytłumaczyć, cisnęła w niego pierwszym lepszym przedmiotem, który miała pod ręką. Oczywiście mężczyzna złapał go, nim ten w niego trafił, ale blondynka nie dawała za wygraną. Chwyciła kolejną rzecz i rzuciła.
Wampir z już szerokim uśmiechem na ustach powoli się do niej zbliżał, unikając kolejnych „pocisków”. Gdy on robił krok w jej stronę, ona się cofała. W końcu Luciowi znudziła się ta zabawa i w ułamku sekundy pokonał dzielącą ich odległość. Porwał ją w ramiona i, nie zważając na jej protesty, pocałował.
Natalia oddała mu pocałunek z taką samą żarliwością, z jaką go otrzymała. Chciała, żeby ta chwila trwała, a on doskonale zdawał sobie z tego sprawę, bo przecież pragnął tego samego, a mimo to Lucio właśnie przerwał tą słodką przyjemność.
Jesteś znacznie odważniejsza, niż sądziłem. – Zaśmiał się cicho, opierając przy tym swoje czoło o jej. – Jeszcze nikt nie odważył się nazwać mnie tchórzem.
– Zawsze musi być ten pierwszy raz – wyszeptała w odpowiedzi, a na jej ustach zaczął błądzić delikatny uśmiech.
– To nie zmienia faktu, że się boję. – Odsunął głowę i spojrzał na nią bez cienia rozbawienia. – Boję się, że cię skrzywdzą. Musisz mieć świadomość, że będziesz w niebezpieczeństwie.
Westchnęła cicho i wyswobodziła się z jego objęć. Rozejrzała się po pokoju, jakby szukała jakiegoś sensownego argumentu na zaprzeczenie jego słowom. Przygryzła dolną wargę, wpatrując się przez chwilę w telewizor zawieszony na jednej ze ścian.
Wiesz, na filmach zawsze pokazują, że to się nie udaje. – Odwróciła się w stronę mężczyzny. – On wpada na świetny pomysł, żeby ją zostawić, bo przez niego coś jej zagraża, a ostatecznie to nic nie daje. Ona ma złamane serce, ci źli ją porywają, a jego szantażują.
– Nat... – zaczął łagodnie, choć sam nie do końca wiedział, co chce jej powiedzieć. Przeczesał włosy palcami i pokręcił głową. – Kocham cię. I cieszę się jak idiota, że tu nadal jesteś, a nie uciekłaś z krzykiem...
– Ale? – Zaplotła ręce na piersi, posyłając mu jednocześnie wyzywające spojrzenie.
Ale jesteś zmęczona i wystraszona, choć usilnie próbujesz to stłumić. Gdy w pełni uświadomisz sobie to, kim jestem, to możesz zmienić zdanie. I masz do tego pełne prawo.
Lucio... – Opuściła ręce wzdłuż ciała. – Przecież ja nie chcę zmieniać zdania. Cały czas ci próbuję powiedzieć, że chcę być z tobą. Nieważne, czy jesteś człowiekiem, czy... wampirem.
– Musisz mieć absolutną...
– Jestem tego pewna – jęknęła już trochę poirytowana ciągłym powracaniem do tego, że mogła się go bać albo nie chcieć z nim zostać. – Czy możesz po prostu przyjąć to do wiadomości i znów mnie pocałować?
Lucio bez chwili wahania ujął twarz Natalii w dłonie i musnął delikatnie jej usta, zupełnie jakby na nowo poznawał ich smak. Nie musiał sprawdzać, żeby wiedzieć, że ona znów się uśmiecha. Czuł, jak z każdą kolejną sekundą napięcie z jej ciała znika. Pogłębił pocałunek i objął ją w talii, przyciągając bliżej siebie. Był gotów zatracić się w tej chwili, ale drasnął kłem jej wargę. Czubkiem języka zlizał szkarłatną kropelkę. Napiął się jak struna, gdy poczuł krew swojej ukochanej. Smakowała niedostępnymi górami, po których tak kochał chodzić przed przemianą.
Natalia, aż nazbyt świadoma zmiany w mężczyźnie, położyła dłonie na jego klatce piersiowej i odchyliła się delikatnie do tyłu, tym samym odrywając się od jego ust.
– Przepraszam – wychrypiał ledwie słyszalnie, gdy blondynka przyłożyła palce do nabrzmiałej wargi.
– Och... no tak... kły... – Przesunęła językiem w miejscu, w którym powinno znajdować się skaleczenie, ale nic takiego nie wyczuła. Podniosła pytające spojrzenie na Lucia, który w odpowiedzi skrzywił się nieznacznie.
– Moja ślina ma właściwości lecznicze – wyjaśnił w końcu, gdy Natalia nie przestawała się w niego wpatrywać.
– A nie zapomnę? – Znów uniosła palce do ust, a po chwili dotknęła jego warg. – Camilla mówiła, że macie tam jakąś toksynę, która wymazuje pamięć.
Lucio prychnął i na moment zacisnął zęby, a w powietrzu dało się wyczuć irytację wampira. Przynajmniej Natalia poczuła jego zdenerwowanie, które pojawiło się na wspomnienie wampirzycy. W jednej chwili uświadomiła sobie, że już wcześniej odczuwała emocje, które nie należały do niej. Wtedy zrzucała to na stres i przemęczenie, ale najwidoczniej czuła echo uczuć Lucia. W końcu wszystkie tamte dziwne doznania nabrały sensu.
– Nie. Przy draśnięciu toksyna się nie uwalnia. – Mimo iż jego głos brzmiał łagodnie, Natalia słyszała w nim starannie maskowane napięcie.
– Nie bądź na nią zły.
– Co? – Zamrugał zdezorientowany i skoncentrował wzrok na twarzy przed sobą. – Na kogo?
– Na Camillę. – Natalia przygryzła na moment dolną wargę. – W końcu to ona mi pomogła, wyjaśniła, w jakiś sposób przygotowała. Polubiłam ją. Wydaje się naprawdę sympatyczna.
Lucio uniósł wysoko brwi, a w jego spojrzeniu zagościł szok w najczystszej postaci, a cała złość na wampirzycę wyparowała. Gdy pierwsze niedowierzanie minęło, potrząsnął z rozbawieniem głową i roześmiał się na głos.
– Kochanie, uwierz mi na słowo. O niej można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że jest sympatyczna.
Jak możesz? – W głosie blondynki pobrzmiewało oburzenie. – Zważając na okoliczności, naprawdę była dla mnie miła.
– Znam Camę. Ona nie bywa miła. Zwłaszcza dla ludzi. – Zmierzył Natalię wzrokiem, analizując przy tym jej stosunek do jego podopiecznej. Z pewnością mówiła to szczerze. Wątpił, żeby skłamała w obronie wampirzycy, nawet jeśli ta by jej groziła. Zresztą, nie czuł strachu, gdy wszedł do tego pokoju. Camilla faktycznie musiała być miła, co zakrawało przecież o cud. Ta wampirzyca nieustannie go zaskakiwała. – Naprawdę ją polubiłaś?
– Yhm. – Natalia energicznie potrząsnęła głową. – Myślę, że możemy się zaprzyjaźnić. To tylko kwestia czasu.
Lucio prawie parsknął śmiechem, ale ostatecznie nie skomentował słów ukochanej. Jego próby przekonania jej, że z Camą nie dało się zaprzyjaźnić, zapewne znaczyłyby tyle, co rzucanie grochem o ścianę. A skoro Natalia uważała, że w wampirzycy znajdzie przyjaciółkę, to mogła próbować, on nie zamierzał się wtrącać, o ile Camilla nie stanie się zagrożeniem.
Chodźmy – wyszeptał jej do ucha, jednocześnie przytulając z niezwykłą czułością. – Powinnaś się wyspać.

Ehhh... Mam mieszane uczucia co do rozdziału, ale mam też nadzieję, że nie wyszedł aż tak strasznie jak mi się wydaje. Chociaż już nie raz się przekonałam, że Wy jesteście dla mnie znacznie bardziej wyrozumiali, niż ja sama dla siebie. ^^
Dziękuję za to, że jesteście, no i cóż, do następnego. :)

3 komentarze:

  1. Oczywiście, że się nie spodziewał po niej czegoś takiego. Jakby to powiedziała moja żona "mężczyźni po prostu nie doceniają kobiet i nie wiedzieć czemu zawsze uważają się za silniejszych, podczas, gdy to często oni okazują się tchórzliwi, słabi, beznadziejni".
    Szczerze, to liczyłem na coś bardziej emocjonującego. Spodziewałem się, że Lucio ma więcej jaj, tymczasem u Ciebie kobietki są bardziej decyzyjne, pewne swego, działające. Faceci tylko myślą, myślą, spekulują, rozmyślają, planują, ale działań nie ma w nich za grosz. Jedynie ten wampir z laboratorium się różni, on działał zamiast myśleć xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że chyba przyznam jej rację? Zwłaszcza w sferze uczuć...
      Wybacz, chyba bardziej emocjonalnie nie potrafię pisać, zdecydowanie lepiej wychodzą mi krwawe sceny... ;)
      Lucio kieruje się rozsądkiem, bierze pod uwagę wszystkie zmienne i w ogóle. Dodatkowo ma pełną świadomość, co się stanie, gdy przemieni Natalię – zabierze jej ludzkie życie, które on szanuje. Dlatego decyzję w kwestii ich związku całkowicie pozostawił jej.
      O tak, dobrze go podsumowałeś. ;)

      Usuń
  2. „Usłyszał wyraźnie słowa Nikolaj” – Wydaje mi się, czy tam powinno być „Nikolaja”? :D
    Dobrze jest wrócić do tego opowiadania, zwłaszcza po takim czasie. Rozdział pochłonęłam ot tak i bardzo mi się podobał, możesz mi wierzyć. Byłam ciekawa rozmowy Lucia z Natalią i powiem Ci, że jestem jak najbardziej usatysfakcjonowana. Lubię silne kobiety, zresztą tylko taka mogłaby spokojnie trwać przy wampirze. Oczywiście, da się wyczuć, że wciąż jest oszołomiona i przestraszona, ale to najzupełniej naturalna kolej rzeczy. Zresztą dzięki Camie i tak znosi to dużo lepiej, niż gdyby została rzucona w ten świat bez jakiegokolwiek wyjaśnienia. No i to idealny dowód na to, że kłamstwa nigdy nie przynoszą niczego dobrego, a faceci mają nieznośną manierę, by nie doceniać płci przeciwnej =P
    Bardzo podobała mi się reakcja Natalii na propozycję rozstania. Latające przedmioty zawsze na propsie :D Ogólnie to przy pierdoleniu z gatunku „rozstańmy się, jestem dla ciebie niebezpieczny”, aż się prosi porządnie delikwentowi przyłożyć, by zrozumiał, że to nie on powinien podejmować takie decyzje. Natalia musiałaby całkiem oszaleć, żeby nie być świadomą niebezpieczeństwa, ale skoro chce w tym trwać… ma do tego prawo. Zwłaszcza że przez czas, który spędzili razem, jednak zdążyła go poznać. Co jak co, ale w dużej mierze Lucio był przy niej sobą; kwestia wampiryzmu jest tutaj raczej sprawą biologiczną i z czasem oboje do tego przywykną.
    Zawsze uwielbiałam kwestię nadnaturalnej więzi między partnerami, a tutaj pojawia się sporo wzmianek o wzajemnym odczuwaniu emocji. Cudnie *-* Swoją drogą, rozmowa o sympatycznej Camie mnie rozwaliła. Ale trudno dziwić się Lucio, który przez lata znał ją z innej strony. Sęk w tym, że nie ma osób całkowicie bez serca, a kobieca solidarność to coś, czego faceci zdecydowanie nie zrozumieją ^^
    Lecę dalej, żeby powoli ponadrabiać zaległości. No i już teraz czekam na więcej, bo wiem, że będę miała niedosyt :D

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń