01 lipca 2017

Rozdział siedemnasty



Camilla
Zwinięta w kłębek leżała na łóżku i ignorowała intruza pod drzwiami. Gdy usłyszała kolejne nieśmiałe pukanie, a tuż po nim swoje imię, zacisnęła powieki jeszcze mocniej, zresztą tak samo jak zęby. Chciała być sama. Przespać nadchodzącą noc i zwyczajnie udawać, że nie istnieje. Wszystko, co się wokół niej działo, wydawało się nierealne; było tak różne od tego, co znała, że zaczęła się zastanawiać, czy nie pogrążyła się we śnie, który nie zamierzał ustąpić. Zupełnie jakby została wepchnięta do alternatywnej rzeczywistości, gdzie ktoś zaplanował spieprzyć jej życie. Życie, które pokochała, w którym nauczyła się ignorować swoje demony i zdawała się odczuwać względne szczęście.
– Camilla? – I znów ten cichy, damski głos przepełniony jakąś niezrozumiałą nadzieją. – Nie chcę ci przeszkadzać...
Więc nie przeszkadzaj...
– ...ale Lucio wyszedł, a nie chcę być sama. – Zawahała się i cicho westchnęła. – I boję się ich.
Wampirzyca niechętnie otworzyła oczy. Napełniła płuca powietrzem w głębokim wdechu. To było coś nowego. Natalia bała się ich, ale nie jej.
Całe swoje wampirze życie mieszkała z mężczyznami i doskonale wiedziała, jak z nimi postępować. Kobieta w domu stanowiła dla niej nie lada wyzwanie, zwłaszcza że pozostawała człowiekiem.
Usiadła na łóżku, mrużąc w zamyśleniu oczy. Lucio wyszedł i zostawił Natalię samą? Coś w tym jej się nie spodobało, dlatego postanowiła wpuścić niechcianego gościa.
– Wejdź – rzuciła w stronę drzwi. Mimo że w pokoju panowała absolutna ciemność, to ona doskonale widziała każdy znajdujący się w nim przedmiot. Bez najmniejszego problemu dotarła do komody i sięgnęła po pilot, który na niej leżał.
Camilla przycisnęła kilka guziczków na urządzeniu, a roleta zasłaniająca okno i drzwi balkonowe zaczęła się podnosić. Nikły blask księżyca wpadł do pomieszczenia, nieco rozpraszając mrok, ale dopiero gdy zaświeciła kilka lamp, które emanowały przytłumionym światłem, Natalia przekroczyła próg pokoju. Ostrożnie zamknęła za sobą drzwi, jakby obawiała się, iż głośniejszy dźwięk może zdradzić miejsce jej pobytu, ale gdy spojrzała na wampirzycę, na jej ustach pojawił się serdeczny uśmiech.
– Gdzie Lucio? – Cama przeszła przez pokój do szafy z jasnego drewna, która zajmowała niemal całą krótszą ścianę. Wyciągnęła z niej parę czystych jeansów, ciemną koszulkę na szerokich ramiączkach, po czym rzuciła to na łóżko i przeniosła się do komody z bielizną. – Dziwne, że zostawił cię samą.
Natalia wzruszyła ramionami, rozglądając się jednocześnie za miejscem, gdzie mogłaby usiąść.
– Mogę? – Wskazała na jeden z dwóch foteli stojących w kącie przy drewnianym stoliku. Camilla skinęła głową, a po chwili zabrała rzeczy i zniknęła za drzwiami do łazienki. – Mówił, że musi coś załatwić w związku z atakiem na hotel.
Zaledwie po paru minutach blondynka wróciła ubrana.
– Z Michałowskim gadał? – Rzuciła szybkie spojrzenie na swojego gościa, po czym zajęła się ściąganiem włosów w koński ogon.
– Nie wiem. – Natalia wzruszyła ramionami i wydęła usta, próbując przywołać w pamięci rozmowę Lucia. – Rozmawiał z Nikolajem, że musi odwiedzić jakiegoś alfę, a później mi powiedział, że musi wyjść. I tyle.
Oczy Camilli rozszerzyły się i wyglądały jak dwa spodki od filiżanek. Sama nie była pewna, czy to z niedowierzania, czy może jednak z przerażenia, ale jedno wiedziała na pewno – jeśli czegoś nie zrobi, dojdzie do rozlewu krwi.
W pośpiechu wciągnęła oficerki, które stały nieopodal łóżka, a w głowie jedna myśl goniła drugą. Nie spodziewała się, że Lucio poszedł na przyjazną pogawędkę z Pawłem. Jeśli chodziło o tę kruchą istotę, która siedziała w jej pokoju, dostawał małpiego rozumu.
– Muszę iść. – Chwyciła jeden z pistoletów leżących na komodzie i wsunęła go za pasek spodni, po czym z szafy wyciągnęła kurtkę i zarzuciła ją na ramiona.
– Ty też? – Natalia poderwała się na nogi i ruszyła za wampirzycą w stronę drzwi, ale ta zatrzymała się gwałtownie.
– W rezydencji jesteś bezpieczna. Jeśli chcesz, możesz tutaj zostać do mojego powrotu.
Na szczęście Natalia nie zadawała pytań, tylko skinęła głową i odprowadziła wampirzycę wzrokiem do momentu, aż ta nie zniknęła za drzwiami.
Cama, pokonując korytarze w błyskawicznym tempie, poczuła, jak gniew budzi się w niej do życia, ale jednocześnie ogarnął ją ogromny żal. Czyżby Paweł ją zdradził? Przecież nie miał ku temu powodów i nigdy nie okazywał wrogości wobec niej czy innych wampirów z klanu. Do cholery! To nie mógł być on! Jego stado nie śmierdziało siarką i nie miało jarzących się czerwienią oczu.
Nie zwróciła najmniejszej uwagi na Miłosza, gdy niemal przewróciła go w holu. Młody wampir nawet nie zdążył zareagować, bo Camilla zatrzasnęła za sobą drzwi, pozostawiając go oszołomionego.
Serce waliło w jej piersi jak oszalałe, a kłębiące się w niej emocje aż prosiły się, żeby po prostu uwolniła je wszystkie i pozwoliła, żeby wampirza natura drapieżcy przejęła nad nią kontrolę. Uśmiechnęła się do siebie w nieco cyniczny sposób. Och, zbyt dobrze pamiętała, co się działo, gdy straciła nad sobą kontrolę. Nie żeby dręczyły ją wyrzuty sumienia, wręcz przeciwnie, na samo wspomnienie uczuć, które jej wtedy towarzyszyły, po kręgosłupie przebiegał jej przyjemny dreszcz. Wojna od zawsze rządziła się swoimi prawami, czy to ludzka, czy wampirza, a że zginęło kilku, a może nawet kilkudziesięciu żołnierzy wrogich wojsk, wtedy nie robiło na nikim większego wrażenia. Nie zwracali uwagi na to, czy ktoś zginął od kuli, miny, granatu, czy miał rozszarpane gardło i praktycznie ani kropli krwi w organizmie. Liczyło się tylko to, żeby samemu przeżyć.

Polska, Poznań, 1942 rok
W pomieszczeniu panowała grobowa cisza. Powietrze przesiąkło zapachem dymu papierosowego, potu, krwi i czystego przerażenia. Lampa nad jej głową cały czas bujała się delikatnie, przez co upiorne cienie tańczyły na ścianach, choć nie zwracała na to szczególnej uwagi. Siedziała na kolanach mężczyzny, pochylając się nad jego szyją.
Usłyszała cichy szelest gdzieś za sobą, ale nie zareagowała na niego w żaden sposób. Doskonale wiedziała, kim był ów intruz, a z jego strony nie groziło jej niebezpieczeństwo, przecież to on ją ochraniał, pomagał, prowadził.
Camilla... – Cichy głos rozniósł się po pomieszczeniu, ale ona nawet nie drgnęła. – Camilla, wystarczy!
Wampirzyca znieruchomiała i uniosła głowę. Powoli wstała, jednocześnie odwracając się w stronę mężczyzny. Ostrożnie odgarnęła włosy z twarzy, ale i tak ubrudziła je krwią, którą miała na dłoniach. Zamrugała kilka razy, po czym skupiła spojrzenie na mężczyźnie.
Coś się stało? – Zmrużyła na moment oczy, a językiem przejechała po kłach.
A jak ci się wydaje? – Rozejrzał się po sali, ale żadnemu z ciał nie poświęcił więcej niż sekundę. Westchnął zrezygnowany, gdy ona wzruszyła ramionami.
Przecież to...
Nie ma znaczenia, kim byli! – syknął wyraźnie zły. – Niemcy, Rosjanie, to jest nieistotne!
Daj spokój – odpowiedziała w ogóle niewzruszona emanującą od niego wściekłością. – Wszystkim to wyjdzie na zdrowie. – Podeszła do ciała mężczyzny, z którego pożywiała się przed przyjściem Lucia. Chwyciła go za włosy i pociągnęła, chcąc pokazać jego twarz wampirowi. – Masz pojęcie, co robił? Jest... był najgorszy. Wiele kobiet i mężczyzn by mi jeszcze za to podziękowało, tylko ty masz pretensje.
Myślisz, że nie widzę, co się z tobą dzieje? – Zrobił kilka kroków w jej kierunku. – Nie ty kontrolujesz instynkt, tylko on ciebie.
A może mi to odpowiada? Hmm? – Puszczając włosy, zaplotła ręce na piersi. – Pomyślałeś o tym? Oczywiście, że nie! Tylko „Camilla, tak nie wolno!”, „Camilla, nie rób tego!”, „Camilla, kontroluj się!”. Rzygam tym!
Wolisz żyć jak dzika bestia i mordować wszystko, co znajdzie się w twoim zasięgu?! – W mgnieniu oka znalazł się tuż przy niej i szarpnął za ramiona. – Spójrz na mnie! – Przez chwilę wpatrywał się w jej oczy, które były niemal czarne, a nie jak zawsze fiołkowe. Przesunął spojrzeniem w dół na jej brodę, z której skapywały krople krwi i lądowały na materiale białej bluzki. Przeniósł dłoń z jej ramienia na twarz i delikatnie pogładził kciukiem policzek. – Wracam do domu. Co ty zrobisz, jest twoją decyzją, ale znasz konsekwencje.

Zatrzymała się przed bramą zamkniętego osiedla i zamrugała nieco oszołomiona. Przymknęła powieki, po czym wciągnęła powietrze głęboko do płuc. W nozdrza uderzyła cała mieszanka zapachów, wyczuwała nie tylko wampiry, które mieszkały w rezydencji, ale też wilkołaki i towarzyszący im strach przeplatający się z wściekłością.
Otworzyła oczy i wypuściła powietrze ze świstem. Wtedy, gdy wampirza natura przejęła nad nią kontrolę i mordowała z nieskrywaną radością, mimo wszystko wybrała Lucia i w kolejnych latach zawsze szła za nim, choć czasami miewała odmienne zdanie. Tym razem było tak samo. Wiedziała, że musi stanąć po jego stronie, choć nie w taki sposób, jakby on sobie tego życzył.
Zostawiając rozmyślanie na później, odeszła od głównej bramy i wspięła się na mur ogradzający teren zamieszkały przez stado Pawła, a następnie zgrabnie zeskoczyła na drugą stronę. Przemknęła niezauważona przez trawnik, co wcale jej się nie spodobało. Przecież znalazła się gdzieś, gdzie bez wyraźnego zaproszenia nie miała najmniejszego prawa przebywać, a mimo to nikt nie próbował rozszarpać jej gardła. A zdecydowanie niejeden z wielką chęcią właśnie tak by postąpił.
Stanęła na dobrze oświetlonej ulicy i rozejrzała się dookoła. Zdawało się, że jedyną istotą świadomą jej obecności, była ona sama, co budziło w niej tylko niezrozumiały niepokój. Doskonale słyszała bicia serc, więc zdecydowanie nadal znajdował się tu ktoś jeszcze, ale coś w tym wszystkim bardzo mocno nie grało.
Już przy pierwszym z domów dotarło do niej, co było nie tak i skąd się wzięła aura przerażenia i złości w powietrzu.
Przecięła chodnik i pchnęła furtkę, która otworzyła się z cichym skrzypnięciem. Dziewczynka, która dotąd siedziała na schodach i płakała, zamilkła, podrywając głowę. Przez moment wpatrywała się w oczy wampirzycy, po czym wyszczerzyła na nią białe ząbki i próbowała warczeć. Camilla uśmiechnęła się na to nieznacznie, ale nadal szła w stronę dziecka i ciała wilkołaka, które leżało nieopodal drzwi wejściowych do domu. Zatrzymała się dopiero, gdy znalazła się na wyciągnięcie ręki przed dziewczynką, która na jej oko mogła mieć nie więcej niż sześć lat, więc przemieniać się jeszcze nie potrafiła.
– Kto to? – Wampirzyca wskazała głową na wilkołaka.
Dziewczynka przestała szczerzyć zęby i patrzyła na Camę w osłupieniu. Zamrugała kilka razy, po czym powoli spojrzała za siebie.
– Tatuś... – wyszeptała, po czym znów zaczęła płakać.
Posłuchaj. – Camilla kucnęła i chwyciła za brodę dziewczynki, zmuszając, żeby ta na nią spojrzała. Aż nazbyt wyraźnie poczuła, jak dziecko zadrżało, ale nie dała po sobie poznać, że w jakiś pokręcony sposób ją to zabolało. – Słyszysz? Wsłuchaj się dobrze. – Nie zrywając kontaktu wzrokowego, wytarła policzki mokre od łez.
– Słyszę serduszko. – Uśmiechnęła się nieśmiało.
– Twój tata śpi, nic mu nie będzie, jedynie obudzi się z bólem głowy, a ty wracaj do domu i z niego nie wychodź, dopóki sobie nie pójdziemy. Dobrze?
Dziewczynka przytaknęła, po czym wstała i ruszyła w stronę drzwi. Zatrzymała się jednak z dłonią na klamce. Spojrzała na ojca, a po chwili na wampirzycę.
– Zaniesiesz tatusia do pokoju?
Camilla otworzyła usta, chcąc w pierwszym odruchu odmówić, ale nie potrafiła, gdy te wielkie, zielone oczy wpatrywały się wprost w nią. Coś się w niej zmieniło. Podejmowała decyzje, o których kiedyś nawet by nie pomyślała i mimo że była tego w pełni świadoma, to i tak nie potrafiła zmusić się do odejścia.
Kręcąc głową, podeszła do uśpionego wilkołaka. Chwyciła go pod pachy i dosłownie zawlekła do środka domu. Rozejrzała się po salonie przynajmniej według niej przestronny pokój nim był i położyła ciało na podłodze.
– Na kanapę jest trochę za duży. – Uśmiechnęła się słabo i ruszyła w stronę wyjścia, jednak zatrzymała się jak rażona piorunem, gdy dotarły do niej słowa dziewczynki.
– Nasz alfa mówi, że nie każdy wampir jest zły. Ty na pewno zła nie jesteś.
Wampirzyca już się odwracała, żeby wytłumaczyć jej, jak bardzo się myliła, ale ostatecznie zrezygnowała. Zacisnęła dłonie w pięści i z nadludzką prędkością opuściła dom.
Oddech miała przyśpieszony, serce waliło w piersi jak oszalałe, a w głowie panował istny chaos. Przystanęła przy jednym z drzew i oparła się o nie plecami.
Ten cholerny ułamek człowieczeństwa, który już dawno zepchnęła na samo dno swej zniszczonej duszy, przebijał się na wierzch. Innego wyjaśnienia na swoje zachowanie i emocje, które jej towarzyszyły, nie miała, a to zdawało się idealnie pasować do stanu, w jakim się znalazła. Ale dlaczego? Co się takiego wydarzyło, że nagle zaczęła współczuć? Uczucia sprawiały, iż stawała się słaba, a przecież obiecała sobie, że już nigdy taka nie będzie.
Nagle poderwała głowę, gdy poczuła, jak fala silnego zdenerwowania przetoczyła się przez jej ciało. Mimowolnie spięła wszystkie mięśnie, aż nazbyt świadoma, że to odczucie nie należało do niej. Od czasu rozmowy z Antonem starała się ignorować nie do końca zrozumiałe uczucia, które tak szybko się pojawiały, jak i znikały, ale nie potrafiła zupełnie przestać o tym myśleć, zwłaszcza że to powtarzało się coraz częściej.
Zrobiła kilka głębokich wdechów, chcąc nieco się uspokoić, co w obecnych okolicznościach niewiele pomogło, ale chociaż dawało nadzieję, że może – choć w minimalnym stopniu – zapanować nad własnym życiem.
Ponownie zaczerpnęła do płuc powietrze, skupiając się na zapachach, które do niej docierały. Zmarszczyła nos niezadowolona, gdy wśród wszystkich woni najwyraźniej wyczuła Nikolaja. Jednak odłożyła swoje uprzedzenia na bok i po prostu skierowała się w stronę źródła zapachu. W mgnieniu oka pokonała odległość dzielącą ją od wampira, ale nie podeszła do niego. Stanęła jak wryta nieopodal, gdy zobaczyła Lucia zaciskającego palce na szyi Pawła.
Najzwyczajniej w świecie nie wierzyła w to, co widziała. Scena rozgrywająca się przed jednym z domów wyglądała jak rodem wyciągnięta z filmu o potyczkach rywalizujących gangów. Z jednej strony znajdowały się wampiry uzbrojone po same kły i mierzące z broni w wilkołaki, które w pełni przemiany stały naprzeciw, a z ich gardeł co rusz wydobywało się złowrogie powarkiwanie. Jednak ani jeden nie rzucił się do ataku, co zapewne było zasługą rozkazu alfy.
Tylko Nikolaj wyglądał, jakby pojawił się tam zupełnie przypadkiem. Stał z dłońmi w kieszeniach i patrzył w niebo, podziwiając gwiazdy. I mimo całej sytuacji, która miała miejsce w tamtej chwili, wampirzyca musiała przyznać, że wyglądał niezwykle pociągająco.
Zmusiła się do oderwania od niego wzroku i skupiła spojrzenie na przywódcy klanu akurat w momencie, gdy Paweł, patrząc prosto w oczy Lucia, zaczął rozginać jego palce, aż całkowicie wyswobodził się z jego uścisku.
Jednak wampir nie odpuścił i w kolejnej sekundzie jego pięść wylądowała na twarzy przeciwnika, odrzucając go kilka metrów w tył. Wilkołak przekręcił się w powietrzu i wylądował na ugiętych nogach, zostawiając na trawniku dwa głębokie ślady. Podparł się rękoma o ziemię, a z jego gardła wydobywał się coraz głośniejszy pomruk. Szczerzył wściekle zęby, a pod skórą można było dostrzec zbliżającą się przemianę.
Wampir pochylił się delikatnie w przód gotów do kolejnego ataku. Zmrużył oczy, jakby namierzał punkt na ciele, w który powinien uderzyć, żeby spowodować najwięcej szkód i z pewnością bólu. Zacisnął dłonie w pięści, ale nim zdążył ruszyć się z miejsca, na jego drodze stanęła Cama. Spojrzała przelotnie na Pawła, który natychmiast się wyprostował i przestał warczeć.
– Co ty, do kurwy, wyprawiasz?! – Wpatrywała się w dyszącego ze złości Lucia i nie mogła uwierzyć, że ten spokojny wampir nie potrafił nad sobą zapanować. Przecież to ona była ta narwana, a on racjonalnie myślący. Najwidoczniej wszystko się pozmieniało. – To nie oni. Nie ten zapach.
– Zejdź mi z drogi – syknął.
– Nie mogę tego zrobić. – Potrząsnęła głową i uniosła dłonie, jakby chciała uspokoić rozjuszone, dzikie zwierzę. – Wiesz, że jeśli go skrzywdzisz, rozpętasz wojnę, a tego nie chcesz. Poza tym Natalia jest cała, poznała prawdę i nie uciekła...
– Nie waż się o niej mówić – warknął i zrobił krok w kierunku Camilli. – Jeśli nie ustąpisz, to nie ręczę za siebie.
– Trudno. – Uniosła głowę. – Nie pozwolę, żebyś skrzywdził Pawła.
Imię alfy w ustach wampirzycy przelało czarę goryczy. Lucio doskoczył do niej i, chwytając za ramię, odrzucił w bok, po czym ponownie skupił wzrok na wilkołaku, jakby to on był źródłem wszelkiego zła na tym świecie.
Cama z impetem wpadła na niski, drewniany płotek, przetoczyła się przez niego, po czym z cichym sapnięciem wylądowała twarzą w trawie. W mgnieniu oka podniosła się na nogi i rzuciła się na Lucia, który zdecydowanie nie spodziewał się takiego zagrożenia z jej strony. Zresztą, tak samo jak wampiry z klanu, które nie wiedziały, jak mają zareagować na taką niesubordynację. Jednak nawet jeśli ktoś chciał coś zrobić, nie widział, gdzie zaczyna się jedno, a kończy drugie, bo oboje co chwilę zmieniali swoje pozycje i zdawało się, że ciasno do siebie przylegają. Nawet dla oka wampira wydawali się być jednością; plątaniną barw i kształtów.
W pewnym momencie Lucio szarpnął Camillę za włosy, a gdy się od niego oderwała, uderzył ją raz, drugi i trzeci, aż w końcu upadła na kolana, a wtedy zadał kolejny cios, który sprawił, że wylądowała na plecach. Podźwignęła się na nogi i spojrzała wampirowi w oczy. Widziała w nich wyraźnie to, że on pozwolił, aby najgorsza część wampirzej natury – ta, przed którą zawsze ją tak ostrzegał – przejęła nad nim kontrolę. Zrobił krok w stronę Camy, a z jego gardła wydobył się zwierzęcy warkot. Wampirzyca spięła wszystkie mięśnie, gotowa przyjąć kolejny cios. Nie miała zamiaru się bronić. Wolała, aby wyładował się na niej, niż żeby skrzywdził kogoś innego i zepsuł wszystko to, na co pracował przez tak długi czas.
Zamrugała zdezorientowana, gdy poczuła delikatny powiew wiatru, a przed sobą zobaczyła plecy Nikolaja.
– Dość. – Mężczyzna wpatrywał się w przyjaciela, a w jego głosie pobrzmiewał rozkaz, którego nikt nie mógł zlekceważyć. Lucio cofnął się, wampiry opuściły broń, nawet wilkołaki zamilkły.
Cama wytarła wierzchem dłoni krew, która wydobywała się cienką strużką z kącika jej ust. Odwróciła się w stronę Pawła, wyciągnęła pistolet i wycelowała w okolice serca.
– Mów. – Dłoń jej zadrżała. – Lepiej, żebym nie narażała się na darmo.
Wilkołak nie ruszył się z miejsca, nie odwrócił spojrzenia. Widziała wyraźnie, że nie miał jej tego za złe. Nawet pokusiłaby się o stwierdzenie, iż było mu przykro, że znalazła się w takiej sytuacji. Wszak zawsze się starał, żeby własną osobą nie sprawiać jej problemów.
Pokręcił przecząco głową i rozłożył bezradnie ramiona.
– Nawet nie wiem, o co tak właściwie chodzi.
– Atak na hotel. Wczoraj w nocy. – Camilla nadal trzymała broń na wysokości klatki piersiowej Pawła. – Wilkołaki tropiły mnie i partnerkę Lucia.
Oczy alfy rozszerzyły się w niemym zaskoczeniu. Przeniósł spojrzenie na przywódcę wampirów, a po chwili znów jego wzrok spoczął na blondynce.
– Cama, do cholery! – Przeczesał nerwowo włosy, a już po chwili jego twarz znacznie złagodniała. – Przecież nigdy bym cię nie skrzywdził. Poza tym mamy układ. Nie naraziłbym stada, skoro dobrze żyjemy.
– Więc kto?
– Nie wiem – odpowiedział bez wahania. – Były zawirowania w powietrzu, ale nie sądziłem, że jakieś wilkołaki wtargnęły na wasze tereny. Nikt się ze mną nie kontaktował.
– On nie kłamie. – Nikolaj spojrzał przez ramię na alfę i uśmiechnął się złośliwie. – Bez problemu mogę odczytać jego myśli.
– Wypierdalaj z mojej głowy! – Paweł postąpił krok do przodu, a wampir zaczął się śmiać.
– Przestań. – Camilla szturchnęła wampira, a po chwili opuściła broń. – Czytasz w myślach?
– W twoich nie potrafię. – Wzruszył ramionami, po czym zwrócił się do Lucia. – Chyba już nie masz powodu, żeby go zabijać, co?
– Nie wiem – odparł cicho. Przekrzywił delikatnie głowę i wbił czarne spojrzenie w alfę. – Ty mi powiedz.
– Jaja sobie robisz? – Wilkołak spoglądał na Lucia z niedowierzaniem. – Sądzisz, że poniżyłbym się do tego, żeby polować na twoją kobietę? Jakbym chciał z tobą walczyć, to bym ci rzucił wyzwanie. Mam swój honor, ale ty chyba o swoim zapomniałeś.
– Paweł, proszę... – Camilla dotknęła ramienia mężczyzny, a przez jej ciało znów przetoczyło się czyjeś zdenerwowanie. Wciągnęła powietrze ze świstem i zabrała dłoń. – Pomyśl, kto to mógł być? Przecież widzisz, co się dzieje...
– Naprawdę nie mam pojęcia. – Westchnął głośno. – Popytam, spróbuję się czegoś dowiedzieć, ale nic nie obiecuję.
– Oni mieli czerwone oczy. I śmierdzieli siarką...
– Jesteś pewna, że to wilkołaki? – Wskazał ręką za siebie. – Czy któryś według ciebie ma czerwone ślepia?
Wiem, co widziałam – warknęła przez zaciśnięte zęby, a po chwili kontynuowała spokojniejszym tonem. – Jednego z nich zabiłam. Po śmierci zmienił się w człowieka, nic nadzwyczajnego, ale miał taki dziwny tatuaż. – Pokazała na swoim ramieniu odpowiednie miejsce. – O, tutaj. Przedstawiał pentagram w kole z dziwacznymi literkami. Może dzięki temu uda ci się dowiedzieć, kim on był.
– Nie mówiłaś nic o tatuażu. – Lucio poruszył się niespokojnie.
– Jakbyś nie zauważył, to wczorajszej nocy w ogóle nie chciałeś ze mną rozmawiać. Tej zresztą też nie. – Prychnęła i zaplotła ręce na piersi. Nikolaj znów się zaśmiał, przez co obrzuciła go gniewnym spojrzeniem.
W sumie, to muszę przyznać jej rację. – Ramiona wampira powędrowały w górę i w dół. – Jeśli chodzi o tamtą kobietę, to głupiejesz, przyjacielu. Weź wymień z nią krew i w końcu się zwiąż, bo za chwilę wszystkich pogryziesz.
– Nie tobie oceniać moje partnerstwo z Natalią – syknął i zmaterializował się tuż przed Nikolajem. – Będzie lepiej, jeśli wrócisz już do siebie.
– Oczywiście. – Nikolaja po dłuższej chwili milczenia skinął lekko głową, a na jego ustach pojawił się ironiczny uśmieszek. – Jak sobie życzysz.
W kolejnej sekundzie Lucio odwrócił się na pięcie i z nadludzką prędkością opuścił osiedle wilkołaków, a za nim podążył oddział wampirów. Camilla przetarła dłońmi twarz i westchnęła ciężko. Spojrzała z ukosa na Nikolaja, który stał obok w zamyśleniu. Znów wyglądał, jakby wszystko, co się dotąd wydarzyło, w ogóle go nie obchodziło.
Cisza zdawała się przeciągać w nieskończoność, ale nawet nie miała ochoty jej przerywać. W milczeniu obserwowała Pawła, który podszedł do wilkołaków i wydawał im polecenia. Automatycznie skupiła się właśnie na jego słowach, chcąc zająć czymś myśli. Może właśnie przez to nie wyczuła na sobie badawczego spojrzenia wampira.
– Poradzisz sobie?
Wampirzyca zamrugała lekko zdezorientowana. Patrzyła na Nikolaja, w ogóle nie rozumiejąc, o co on właściwie pytał i czy aby na pewno to pytanie było skierowane do niej. Zresztą, ton, w jakim wypowiedział te dwa słowa, wydał jej się co najmniej dziwny. Przecież nie darzył jej pozytywnymi uczuciami, a tymczasowe odłożenie ich sporu na bok niczego nie zmieniało. Jednak mimo wszystko zdawało jej się, że on się martwił i to właśnie o nią, co z kolei skutkowało tym, że poczuła się jeszcze bardziej rozbita.
Jak zawsze. – Przywołała na usta słaby uśmiech, choć tak naprawdę miała cholernie złe przeczucia.

Witajcie Kochani!
Zeszło mi trochę więcej czasu niż się spodziewałam... tak po prostu wyszło. Ale jest nowy rozdział! Cóż mogę powiedzieć na jego temat? Znów z perspektywy Camy, co jednych może cieszyć, innych denerwować, no ale... jeszcze trochę cierpliwości.
Rozdział nie wydaje mi się zły, choć mam mieszane uczucia co do spotkania w ogródku Pawła. Będę bardzo wdzięczna, jeśli przedstawicie mi swoją opinię właśnie na temat tej sceny.
Dzięki, że jesteście!^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz